Clara trzymała się kurczowo nisko zwisającej gałęzi, oddychając płytko, gdy wsłuchiwała się w głosy dobiegające z trawiastego brzegu powyżej.
Głosy należały do grupy mężczyzn relaksujących się na skraju Brookside Pavilion. Ta podmiejska oaza była pilnie strzeżonym azylem, miejscem, w którym gromadziła się jedynie elita miasta, by uciec od codzienności. Dzisiaj spokojny brzeg rzeki był cichy, jeśli














