Z popiołów do imperium: Powrót czworaczków

Z popiołów do imperium: Powrót czworaczków

Autor: Avelon Moreau

Zdrada i narodziny
Autor: Avelon Moreau
3 sie 2026
Noc spowijająca rezydencję Ashfordów była czarna i nieprzenikniona jak atrament, brzemienna przytłaczającą ciszą, którą nagle gwałtownie rozdarł przeraźliwy, pełen bólu krzyk. Wewnątrz zimnych, surowych ścian zamkniętego magazynu rezydencji Clara Ashford leżała bezwładnie na lodowatej betonowej podłodze. Jej twarz była blada jak u ducha, a popękane wargi całkowicie pozbawione krwi. Kolejny bezlitosny skurcz przeszył jej brzuch, wyrywając z gardła zduszony jęk. Gorąca krew chlusnęła z jej krocza, przesiąkając przez cienki materiał sukienki i gromadząc się w przerażającej ilości na szorstkim podłożu. Była zaledwie w ósmym miesiącu ciąży. Rozdzierające fale bólu promieniujące przez jej brzuch zwiastowały przerażającą rzeczywistość: zaczął się przedwczesny poród. Wydanie na świat dziecka miesiąc przed terminem w brudnym, lodowatym pomieszczeniu bez pomocy medycznej było wyrokiem śmierci. Napędzały ją desperacja i pierwotny strach. Nie mogła po prostu tam leżeć i umrzeć. Wlokąc swoje ociężałe, wstrząsane dreszczami ciało po szorstkiej ziemi, czołgała się na czworakach, w udręce posuwając się w stronę ciężkich metalowych drzwi. Każdy centymetr w przód przypominał tarcie potłuczonym szkłem o kości. Zbierając resztki gasnących sił, uderzyła zakrwawionymi pięściami w nieubłaganą stal. – Panie Hawkins! – krzyknęła, a jej głos się załamał. – Zaczęłam rodzić. Błagam, niech pan odeśle mnie do szpitala. Błagam pana! Pełniąc wygodnie wartę po drugiej stronie drzwi, czterdziestoletni strażnik siedział na składanym krześle. Hawkins ze spokojem zaciągnął się papierosem, a dym zwinął się w chłodnym nocnym powietrzu, gdy z jego głosu sączyła się zimna, wyrachowana obojętność. – Panno Claro, nawet pani nie wie, kto jest ojcem pani nienarodzonych dzieci – zakpił, a w jego tonie nie było za grosz człowieczeństwa. – Czy naprawdę pani myśli, że pan i pani wyślą panią do szpitala tylko po to, by wszyscy mogli zobaczyć, jakim jest pani pośmiewiskiem? Niech pani przestanie robić zamieszanie i siedzi cicho w środku. Łzy popłynęły po bladych policzkach Clary, mieszając się z zimnym potem na jej twarzy. Była zamknięta w tej całkowicie mrocznej izolatce od długich ośmiu miesięcy. Wszystko zaczęło się od druzgocącego skandalu w hotelu, który doszczętnie zrujnował jej nieskazitelną reputację. Reporterzy zrobili jej nieprzyzwoite zdjęcia w łóżku z nieznajomym, z dnia na dzień zamieniając dumę rodziny Ashfordów w największe pośmiewisko w mieście. Kiedy jej ojciec odkrył, że jest w ciąży, uznał ją za hańbę i zażądał przymusowej aborcji. Ale Clara nie pozwoliła, by jej ukochane dzieci umarły w jej łonie. Zeskoczyła ze stołu operacyjnego i uciekła, wybierając to mroczne więzienie zamiast morderstwa swoich dzieci. – Panie Hawkins, błagam! – Palący ból znów ścisnął jej macicę, sprawiając, że zwinęła się w kłębek. – Niech pan ratuje moje dzieci. One tu umrą... proszę, niech mi pan pomoże! Jej błagania stawały się coraz słabsze, lecz strażnik zachowywał się tak, jakby jej nie słyszał. Po prostu wziął kolejny, odprężający sztach papierosa. Ciepła krew wciąż płynęła z krocza Clary, jeszcze mocniej nasączając jej ubranie. Siedziała teraz w przerażającej kałuży własnej krwi. Rozpacz wyzwoliła w niej falę gorączkowej energii. Wyciągnęła rękę, chwyciła za ciężką metalową klamkę i naparła na nią całym ciężarem ciała. Szarpała nią ze wszystkich sił. Nie mogła pozwolić, by jej dzieci umarły w jej łonie! – Zwariowałaś?! Co ty wyrabiasz?! – warknął Hawkins. Zirytowany Hawkins odkluczył ciężkie drzwi i w końcu otworzył je siłą. Całkowicie zignorował jej zalany krwią, żałosny stan. Pochylił się, brutalnie chwycił ją za włosy i pociągnął do tyłu, wlekąc głębiej do ponurego, ciemnego magazynu, z dala od wyjścia. Clara krzyknęła, gdy poczuła palący ból skóry głowy, a jej dłonie desperacko próbowały oderwać jego palce. Nagle jednak Hawkins zamarł. Jego dłoń rozluźniła swój brutalny uścisk na dźwięk chłodnego, opanowanego głosu rozbrzmiewającego w drzwiach. – Co tu się dzieje? Clara zmusiła się do otwarcia oczu przez mgłę łez. Do ponurego pomieszczenia z gracją wkroczyła jej ukochana siostra, Sloane Ashford. Dorastały razem, dzieliły każdy sekret i były nierozłączne. Łapiąc za brzeg nieskazitelnego płaszcza siostry niczym tonąca chwytająca koło ratunkowe, Clara desperacko błagała: – Sloane! Błagam, pomóż mi. Uratuj moje dzieci... Zamiast litości, twarz Sloane wykrzywiła się w okrutnym, pełnym obrzydzenia grymasie. Nie wyciągnęła ręki, by pomóc. Spojrzała na strażnika i zganiła go – nie za jego brutalność, lecz za brak przyzwoitości. – Panie Hawkins, to najstarsza córka rodziny Ashfordów. Jak pan może wlec ją po ziemi jak zdychającego psa? Hawkins szybko wyłapał podtekst i skłonił z szacunkiem głowę, broniąc swoich bezlitosnych czynów. – Panno Sloane, nie miałem zamiaru okazać braku szacunku. Panna Clara po prostu nie wiedziała, co jest dla niej dobre, i chciała uciec do szpitala. Gdyby obcy dowiedzieli się, że jest w ciąży z bękartami, zrujnowałoby to reputację rodziny Ashfordów. Ja tylko chroniłem dobre imię rodziny. – Niezle – Sloane pochwaliła go otwarcie, a na jej ustach wykwitł mrożący krew w żyłach uśmiech. – Powiem ojcu, żeby później znacząco podniesiono panu pensję. Przeniosła swój wrogi, nieczuły wzrok z powrotem na Clarę, skupiając spojrzenie na jej nabrzmiałym brzuchu. – Twoje dzieci trzymają się życia jak karaluchy. Kiedy ojciec kazał ci je usunąć, uparłaś się, by je zatrzymać, wiedząc, że rodzina ich nie zaakceptuje. Jeśli to przetrwają, będziemy musieli uznać ich niezrównaną wytrwałość. Ale szczerze mówiąc, byłoby o wiele lepiej, gdyby po prostu umarły tu i teraz. Wtedy rodzina Ashfordów mogłaby zachować swoją nieskazitelną reputację. – Nie... moje dzieci nie mogą umrzeć... – wysapała z przerażeniem Clara. Wyczuwając czysty jad emanujący od siostry, Clara wzdrygnęła się w kałuży własnej krwi i zimnego potu. Ściskając kurczący się brzuch, instynktownie odczołgała się do tyłu. Przedstawiała sobą przerażający widok. Krew i brud przykleiły jej włosy do czoła. Jej usta były popękane i krwawiły, sprawiając wrażenie, jakby płakała krwawymi łzami. Niegdyś najpiękniejsza kobieta w Bay City została zredukowana do kogoś, kto wyglądał, jakby wyczołgał się z wysypiska śmieci. Sloane wydała z siebie ostry, kpiący śmiech na ten żałosny widok. Pochyliła się, aż zrównała się wzrokiem z Clarą, a na jej ustach igrał złośliwy uśmiech, po czym wyjawiła jej druzgocącą prawdę. – Claro, wiesz, dlaczego osiem miesięcy temu przespałaś się z obcym mężczyzną? – zapytała cicho Sloane. – Ponieważ to ja wszystko zaaranżowałam. – Co?! – wykrztusiła oszołomiona Clara. Zanim zdążyła przetworzyć te słowa, wstrząsnął nią kolejny krwawy skurcz. Wypłynęło z niej jeszcze więcej krwi, ale zmusiła się do słuchania w absolutnym przerażeniu, gdy Sloane wyznała swoją jadowitą, głęboko zakorzenioną zazdrość. – Zawsze byłaś najdroższą księżniczką tej rodziny – syknęła Sloane, a jej opanowana fasada pękła. – Miałaś połowę udziałów w Ashford Corporation, a w dniu swoich osiemnastych urodzin stałaś się upragnioną dziedziczką. Masz pojęcie, jak bardzo byłam zazdrosna? Skoro jesteś tak czysta, że stoisz ponad wszystkimi innymi, przysięgłam, że drobiazgowo zaaranżuję twoją całkowitą zgubę. Przysięgłam, że zmienię czystą Clarę w dziwkę, która sypia z byle kim! Clara wpatrywała się w nią z mętlikiem w głowie. Przez ostatnie osiem miesięcy analizowała niezliczone scenariusze, zastanawiając się, kto zniszczył jej życie. Ani razu nie podejrzewała swojej ukochanej siostry. Sloane wstała, skrzyżowała ramiona i zachichotała triumfalnie. – Przez te osiem miesięcy, kiedy byłaś tu zamknięta, stałam się nową dziedziczką rodziny Ashfordów. Claro, od teraz jesteś tylko kobietą o najgorszej reputacji w Bay City. Jesteś dziwką, która urodziła bękarty, które nigdy nawet nie poznają swojego ojca! Twoje życie jest zrujnowane! Hahaha! Szokująca zdrada spotęgowała się w połączeniu z rozdzierającą traumą fizyczną. Ogromne fale bólu przetaczały się przez brzuch Clary, gdy słuchała tych przerażających słów. Miała wrażenie, jakby jej okolice intymne były dosłownie rozrywane na strzępy. Czysta intensywność tej agonii sprawiła, że niemal zemdlała. – Aaaaahhhh! Przeraźliwy krzyk wydarł się z gardła Clary, gdy upadła na twardą podłogę. Jej blada twarz odchyliła się do góry, wpatrując się w sufit w czystej, niezmąconej niczym udręce. Instynkt przetrwania przejął kontrolę nad jej słabnącym ciałem, a ona instynktownie rozłożyła nogi na lodowatym betonie. Fale krwi chlusnęły z jej krocza. Coś z dużą siłą napierało na obszar między jej nogami, a nacisk był tak intensywny, że czuła się, jakby rozrywano ją na strzępy. Parła wszystkim, co jej pozostało, a jej paznokcie drapały krwawe ścieżki na podłodze, gdy jej ciało walczyło o wydanie dzieci na świat. W przytłaczającej ciemności minął ciągnący się w nieskończoność, pełen udręki czas. Nieubłagany ból zatarł jej wizję, ciągnąc ją na sam skraj utraty przytomności, aż nagle w magazynie rozległ się płacz dzieci.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Zdrada i narodziny – Z popiołów do imperium: Powrót czworaczków | Czytaj powieści online na beletrystyka