Kaelen wpatrywał się w dół na Sloane ze spojrzeniem przypominającym odłamki zmrożonego szkła. Nie zaoferował dłoni, by pomóc jej wstać, ani słów pocieszenia, by osuszyć jej łzy. Zamiast tego jego oczy miały ostrą, kpiącą iskrę, która dostrzegała wszystko wskroś jej fasady. Gdy płakała na podłodze, stanowiąc żałosną stertę jedwabiu i skalkulowanego nieszczęścia, Kaelen zmagał się z jednym, dręczący














