– Sadie? – słyszę wołający mnie głos, ale brzmi on stłumiony, jakby dochodził spod wody.
W uszach mi dzwoni i ledwo cokolwiek widzę, bo obraz mam zamazany. Czuję się oszołomiona, a gdzieś w moim ciele promieniuje rozdzierający ból.
– Otwórz oczy, Sadie. Musimy się stąd wydostać.
Tym razem głos jest wyraźniejszy. Należy do Aleca. Mija minuta, może dwie, ale mój umysł się rozjaśnia i wszystko do mni
















