Alec.
Minęły około trzy miesiące, odkąd ta suka wywróciła moje życie do góry nogami. Trzy miesiące później ta zdzira wciąż odmawia mówienia.
Nienawidzę jej za wszystko, co zrobiła. Gdyby nie jej egoizm, Lola i ja bylibyśmy sparowani. Prawdopodobnie byłaby w ciąży z moim dziedzicem. Sadie mi to wszystko odebrała. Zabrała więcej, niż kiedykolwiek będzie wiedziała.
Moja wataha jest przeklęta. Słabliśmy i umieraliśmy. Żadna inna wataha o tym nie wiedziała. Wciąż myśleli, że jesteśmy silni. Gdyby wiedzieli, nie minęłoby wiele czasu, zanim by nas wybili.
Nikt nie wiedział zbyt wiele o klątwie. Ani o tym, jak ją dostaliśmy. Tylko tyle, że została na nas rzucona około sto lat temu. Mój ojciec i dziadek myśleli, że nie ma nadziei. Dopóki nie przepowiedziano, że moja partnerka będzie tą, która złamie klątwę. Miała przynieść nadzieję i odnowę. Z nią u mojego boku wataha odzyskałaby dawną chwałę i bylibyśmy silniejsi, niż kiedykolwiek uważaliśmy za możliwe.
Sadie zrujnowała to wszystko, kiedy mnie odurzyła. Nie tylko prawdopodobnie straciłem moją partnerkę na dobre, ale straciłem też jedyną nadzieję na przetrwanie mojego stada.
„Kurwa, mam ochotę skręcić jej kark” – warczy mój wilk, Knox.
„Uczucie jest odwzajemnione” – mówię mu. – „Chociaż najpierw chcę jej przyznania się do winy, zanim ją stracę”.
Po jej aresztowaniu Pip powiedziała mi, że zauroczenie Sadie moją osobą trwało nawet, gdy dorośliśmy. Opowiedziała mi, że kiedyś wyznała jej, iż mnie kocha i że pewnego dnia będzie moją partnerką. Pip nie wzięła tego na poważnie i myślała, że cokolwiek czuła, z czasem wyblaknie.
Kiedy mi to powiedziała, prychnąłem. Jakby taka żałosna kobieta mogła być moją partnerką. Nawet gdyby nie była przyczyną mojego bólu, i tak nie spojrzałbym na nią dwa razy. Lubię kobiety szczupłe jak modelki i piękne. Sadie nie była żadną z nich. Ubierała się jak kloszard; inni powiedzieliby, że ma krągłości, ale ja nazywam to tłuszczem, a do tego nie dbała o swój wygląd.
Moja Luna powinna być silna i piękna, a nie jakąś żałosną, słabą, brzydką kobietą. Lola była wszystkim, czego pragnąłem: piękna, mądra i silna. Jest córką bety-wojownika. Sadie, z drugiej strony, była córką pomocników. Jej rodzice byli omegami i służącymi rodziny Alfy.
Nawet nie jesteście w stanie sobie wyobrazić nienawiści, jaką do niej żywię. Bólu, przez który mnie przeczołgała. Każdego pieprzonego dnia budzę się, czując pustkę. Czując się, jakby moja dusza została rozerwana na dwoje.
Wciąż mam nadzieję, że Lola mi wybaczy, ale w głębi duszy wiem, że to mało prawdopodobne. Nie wtedy, gdy odmawia widzenia się ze mną czy rozmawiania, odkąd obudziłem się z Sadie u boku.
Idę w stronę mojego gabinetu. Kiedy Micah powiedział mi, że Lola tu jest, nie mogłem powstrzymać nadziei, która we mnie wzrosła.
Czekam na nią cierpliwie. Byłem zdenerwowany i kurewsko przerażony jednocześnie. Wyczuwam jej zapach w chwili, gdy zbliża się do drzwi. Lawenda. Tak właśnie pachnie. Bez pukania wchodzi do mojego gabinetu.
Gdyby to była jakakolwiek inna osoba, wybuchłbym na nią. Ale to Lola. Moja partnerka i kobieta, która posiada moje serce. Poznaliśmy się po naszym pierwszym spotkaniu. Chciała, żebyśmy robili wszystko powoli. Poznali się. Zgodziłem się, bo nie chciałem, żeby moja niecierpliwość ją odstraszyła. W ciągu tygodni, kiedy ją poznawałem, zakochałem się. Była wszystkim, co kiedykolwiek mogłem sobie wyobrazić u mojej partnerki. To, co kurewsko boli, to fakt, że mogę ją stracić przez coś, czego nawet nie pamiętam.
– Cześć, Alec. Jak się masz? – wita się z rękami skrzyżowanymi na piersi.
Ciepłe spojrzenie, którym mnie obdarzała, dawno zniknęło. Przede mną stoi kobieta, którą ledwo rozpoznaję. Jestem zimnym draniem, ale ta wersja Loli nie ma w sobie żadnego ciepła. To tak, jakby kobieta, w której się zakochałem, już nie istniała.
– Hej, Lola.
Odwraca ode mnie wzrok. Nie spiesząc się, taksuje gabinet. Minutę później jej oczy znów skupiają się na mnie.
– W końcu podjęłam decyzję w sprawie nas. – Jej głos jest tak zimny, jak jej wyraz twarzy.
Oto co zrobiła moja głupota. Wiem, że nie skrzywdziłem jej celowo, ale wciąż czuję się kurewsko winny. Wiedziałem, że Sadie mnie pragnie. Miała na moim punkcie obsesję. A jednak poszedłem i dołączyłem do niej przy barze. Szczerze mówiąc, nigdy, kurwa, nie myślałem, że upadnie tak nisko, by mnie odurzyć. To nigdy nie przyszło mi do głowy.
– I? – Mój głos jest opanowany, ale moje wnętrze płonie.
– Nie mogę być z oszustem, Alec – zadaje cios gładko. To niemal sprawia, że myślę, iż źle ją usłyszałem.
– Proszę, przemyśl to. Nie chciałem z nią spać. Nawet nie pamiętam, co się, do cholery, stało.
W mojej zbroi pojawia się pęknięcie. Takie, którego nigdy nikomu nie pozwalam zobaczyć.
– Przykro mi, ale nie mogę. Za każdym razem, gdy zamykam oczy, widzę ciebie i ją owiniętych w pościel, nagich. Wciąż czuję zapach waszego stosunku. Wciąż czuję jej zapach na całej twojej skórze i twój na jej.
Zamykam oczy przed bólem, który rozdziera moje serce. Nienawidzę tej suki wszystkim, czym jestem.
– Proszę. – Nigdy wcześniej nie błagałem, ale to moja partnerka. Zrobiłbym dla niej wszystko.
Bierze głęboki oddech. Myślę, że zamierza cofnąć swoją decyzję, ale się mylę. Tak kurewsko się mylę.
– Ja, Lola Thompson, odrzucam ciebie, Alfo Alecu Ashfordzie, jako mojego partnera i niniejszym zrywam naszą więź.
Zatacza się z bólu, ale nie upada. Zaciskam zęby z bólu, czując, jak moje serce jest rozdzierane na dwoje. To niewyobrażalne. To najgorszy ból, jaki kiedykolwiek czułem. I to wszystko dzięki Sadie.
Zapłaci za to.
– Złamałeś mi serce, ale życzę ci dobrze. Mam nadzieję, że będziesz dobrze traktował swoją drugą szansę.
Z tymi słowami i bez oglądania się za siebie opuszcza gabinet. Zostawiając mnie, bym poradził sobie ze szczątkami mojego zdruzgotanego serca i duszy.
Oddycham przez ból. Próbując uspokoić siebie i mojego wilka.
– Spraw, żeby przestało – wyje Knox w mojej głowie.
Jednak nic nie mogę zrobić. Blokuję moją więź z watahą, aby nie czuli ani nie byli świadkami mojego bólu. Już cierpieliśmy; nie musieli martwić się o swojego Alfę.
Uspokajam się w samą porę. Jason wchodzi do mojego gabinetu ze zmartwionym i gniewnym wyrazem twarzy.
– Co jest?
– Sadie zniknęła – cedzi przez zęby.
– Co, kurwa, masz na myśli, mówiąc, że zniknęła? – Wstaję.
Gniew wzbiera we mnie. Jakby nie wystarczyło, że kosztowała mnie moją partnerkę i moją watahę ich ocalenie, teraz śmie uciekać?
– Znajdźcie ją, kurwa – krzyczę, dając upust mojej goryczy i frustracji. – Nie mogła uciec daleko.
W chwili, gdy wychodzi, wywracam biuro do góry nogami. Nie mając nic więcej do stracenia, wydaję z siebie ryk, który wstrząsa całym cholernym domem. Taki, który mówi o moim bólu serca i cierpieniu.
W tym momencie czuję, jak członek stada odcina swoją więź z watahą. Głęboko w środku po prostu wiem, że to Sadie. Nikt inny by tego nie zrobił.
Uśmiecham się okrutnie, przypominając sobie, jak rozciąłem jej twarz. Jak oszpeciłem jej piękną, acz zwodniczą buzię. Jeśli myślała, że może po prostu zniszczyć moje życie i ujdzie jej to na sucho, to się grubo myliła. Zniszczyła mój świat, a ja zamierzałem się jej odwdzięczyć.
– Za jej zbrodnie przeciwko Alfie i Wasze Krwawego Księżyca, niniejszym skazuję Sadie Evans na banicję.
Przez sekundę czuję jej ból, zanim znika wraz z jej esencją.
Uśmiecham się szeroko. Właśnie pogorszyłem jej sytuację. Jako wygnana wilczyca, nigdy nie będzie mogła dołączyć do innej watahy.
















