Deckard
Poranek nadszedł wraz z głośnym, pilnym pukaniem do drzwi. Moje oczy otworzyły się gwałtownie. Spoglądając w dół, zobaczyłem Amikę wciąż zwiniętą w moich ramionach, jej twarz była spokojna mimo wszystko.
Ostrożnie wyślizgnąłem się z łóżka, zirytowany na tego, kto miał czelność zakłócić mój spokój. W drzwiach zastałem stojącą sztywno Mary, z ostrym wyrazem twarzy, ściskającą w dłoni gazetę.
















