Mary
Och, jest zbyt sprytna jak na własne dobro.
Za każdym razem, gdy nawala w relacji z Deckardem, odstawia ten mały teatrzyk – „choruje” jak w zegarku. I nagle znów jest centrum jego świata, leży tam cała bezradna, owijając go sobie wokół palca.
Sposób, w jaki to rozgrywa, jest prawie zbyt doskonały. Musi władać jakąś czarną magią, bo wygląda to tak przekonująco – jej blada twarz, jej bezwładne
















