DECKARD
Wchodzę do słabo oświetlonej celi, a mój wzrok od razu pada na Collina, skrępowanego ciasno w najbardziej niewygodnej pozycji – dokładnie tak, jak rozkazałem.
– Och, drogi bratanku – jęczy, wiercąc się w więzach. – Dlaczego trzymasz mnie w ten sposób? Związanego jak jakieś bezwartościowe zwierzę? Przynajmniej poluzuj te sznury, daj mi kubek wody. Przecież jesteśmy rodziną.
– Ponieważ jeste
















