DECKARD
Rzucam się na łóżko; ruch jest nagły i gwałtowny, mam nadzieję, że wstrząs wyrwie ją ze snu. Ale nic się nie dzieje.
Jest zimna. Zbyt zimna. Serce wali mi ze strachu. Nie może mi umrzeć. Nie może.
Siadam na łóżku, wciągając ją w ramiona, obejmuję ją, kołysząc jak dziecko, jakby samo moje ciepło mogło przywrócić ją do życia.
– Amica! Proszę, obudź się! Obudź się teraz – rozkazuję ci! – Mój
















