DECKARD
– Collin, ty bydlaku! To ty za tym stoisz? Przysięgam, tym razem cię nie oszczędzę! – warczę, a moje pięści uderzają w jego twarz raz za razem.
Ale zamiast oddać, on po prostu się śmieje – suchy, kpiący dźwięk, który włazi mi pod skórę.
Przerywam na moment, patrząc, jak wykasłuje krew, a jego usta wykrzywiają się w pokręconym uśmiechu.
– Nigdy nie sądziłem, że dożyję tego dnia – charczy, a
















