Ludzka towarzyszka księcia likanów

Ludzka towarzyszka księcia likanów

Autor: Maisie Willow

Rozdział 2 - Wilkołaki nadchodzą
Autor: Maisie Willow
30 maj 2026
ELOWEN – SIEDEM LAT PÓŹNIEJ Sucha ziemia kruszy się między moimi palcami. Słońce praży moją twarz, czuję, jak skóra pod jego wpływem płonie. Susza zniszczyła większość plonów, a teraz nawet ziemia wokół jeziora wysycha. Woda jeziora obmywa suchy grunt, a ziemia natychmiast ją pochłania. Gdzieś w oddali pieje jeden z kogutów z miasteczka. – Musisz zejść ze słońca, wiesz, że to bezużyteczne – mówi mój brat. Kaelen siedzi pod wielkim czerwonym dębem tuż przy brzegu jeziora. Na jego rysy pada cień, a on przygląda mi się z troską. Jego piaskowe włosy są w nieładzie, a błękitne oczy są lekko zaczerwienione z braku snu. – Chcę tylko znaleźć trochę korzenia łopianu – mówię z dąsem, wyciągając z ziemi kolejny wyschnięty korzeń. Jedna z dziewcząt, która właśnie przybyła do miasteczka, ma infekcję na ramieniu, a nie ma dostępnych leków, by ją wyleczyć. Kiedy byłam młodsza, babcia nauczyła mnie wiele o ziołolecznictwie, więc sporządzam maści i leki, by pomagać chorym i rannym. Korzeń łopianu ma wiele właściwości leczniczych, które mogą zwalczyć infekcję. Zazwyczaj łatwo go znajduję wzdłuż brzegu jeziora. Powiedziałam bratu, że nie musi przychodzić, ale mnie zignorował. To samo dotyczy Joviana. Jego najlepszego przyjaciela, który gdzieś na skraju lasu zbiera drewno na opał. Jovian jest synem Jovariusa, przywódcy wioski. Mój brat i ja poznaliśmy Joviana, gdy prawie siedem lat temu po raz pierwszy przybyliśmy do tego miasteczka rybackiego. Nie mieliśmy nic i przymieraliśmy głodem, dopóki Jovarius nas nie znalazł i nie przyjął do siebie. Mieliśmy szczęście, że przeżyliśmy, niewielu może powiedzieć to samo. W jakiś sposób Kaelen wciągnął Joviana w „plan ochrony młodszej siostrzyczki”. Nie spuszczają mnie z oka. Jesteśmy zaledwie dwie minuty spacerem od miasteczka. Widzę wejście z miejsca, w którym stoję. Uchodźcy przybywają tutaj po tym, jak ich domy zostały zaatakowane przez wilki. Przychodzą do tej wioski, gdy usłyszą szepty o ukrytym sanktuarium, o którym wilki nie wiedzą. Sanktuarium to wioska na wyspie pośrodku jeziora, niewidoczna z brzegu nawet dla wilkołaków. Miasteczko rybackie to jedyny sposób, by dostać się na wyspę, ponieważ jedyna droga prowadzi przez wodę. Z biegiem lat coraz więcej osób znajdowało drogę do ukrytej wioski, ale zapasy żywności maleją. I teraz ludzie głodują. Idę w stronę jeziora, myję ręce w zimnej wodzie i chlapię nią twarz, by schłodzić skórę. W odbiciu wody widzę, że moja normalnie blada cera ma czerwony odcień. Moja skóra jest bledsza niż u większości ludzi i płonie przy pierwszym promieniu słońca. Odgarniam pasmo moich śnieżnobiałych włosów i wpatruję się przez pofalowaną wodę w powód, dla którego wciąż żyję. Powód, dla którego żołnierze wilkołaków pozwolili mi żyć, podczas gdy tak wielu zginęło. Moje ciemnoszare oczy. Koloru brązu. W ciągu ostatnich siedmiu lat podczas ataków było wiele ofiar. Mężczyźni i kobiety próbują chronić swoje rodziny przed bezlitosnymi wilkami, ale przez te wszystkie lata armia miała tylko jeden stały cel. Kobiety i dziewczęta o niebieskich oczach. Zauważam, że mój naszyjnik wystaje spod swetra, chowam go z powrotem i podchodzę do brata. Ma zarzuconą wędkę, ale nie zwraca na nią uwagi. Wpatruje się w niebo z zamyśloną miną. – Co się z tobą dzieje? – pytam, kopaląc go w stopę i siadając obok niego. Mój brat jest cichszy niż zwykle. Kaelen unika mojego wzroku. – Ze mną? Nic. Mrużę na niego oczy. To mój brat. Wiem, kiedy coś ukrywa. Mijają sekundy, aż w końcu Kaelen wzdycha z rezygnacją. – Po prostu mam takie przeczucie. Przewracam oczami. Mój brat ma silną intuicję i przez większość czasu ma rację. Znajdował jedzenie, gdy było potrzebne, i ratował dziewczęta ukryte w mroku, ale zazwyczaj po prostu pozwala, by uderzyło mu to do głowy. Siada prosto i skubie martwą trawę. – Nie wiem dlaczego, ale to to samo uczucie, co siedem lat temu. Jakbym miał cię stracić. – Nie stracisz mnie – mówię mu i kładę ramię na jego barkach. – Nie jestem ich celem – dodaję po raz setny. – Wiem, ale… Ziemia pod nami zaczyna drżeć, a moje dłonie wbijają się w grunt. Patrzę na brata, a jego szeroko otwarte oczy potwierdzają moje obawy. Ten łoskot w ziemi jest nam obu aż zbyt dobrze znany. Wilkołaki nadchodzą. Kładziemy się nisko przy ziemi i chowamy za dębem. Kiedy zaczyna się dudnienie, nie trwa długo, aż pojawiają się wilkołaki. Wypadają z lasu jako rozmazane kształty, a formacja trzech lśniących czarnych SUV-ów jedzie jedyną żwirową drogą prowadzącą do miasteczka. Ryk silników wypełnia powietrze wokół nas. Gęste futra wilków lśnią w porannym świetle. Kolory wahają się od piaskowego brązu po głęboką czerń. Lśniące białe kły są obnażone, gdy zmierzają do miasta. Głębokie mruczenie ich warknięć wibruje aż do dołka w moim żołądku. Serce wali mi głośno w piersi, a mięśnie są jak z ołowiu, gdy trwam przykuta do ziemi. Jovian wybiega z lasu z dwoma srebrnymi sztyletami w dłoniach i kuca obok nas. Jego twarz jest wykrzywiona w grymasie, zawsze gotowy do walki. Na jego twarzy nie ma ani śladu strachu, w przeciwieństwie do mnie. Drżę jak liść na wietrze. Jovian walczył już wcześniej z wilkołakami, a cztery wielkie blizny na jego twarzy są tego dowodem. – Mamy problem. – Widzimy, Kapitanie Oczywisty – szepcze-krzyczy Kaelen. Widzę panikę w jego oczach, coś, co rzadko spotykam u mojego brata. Zazwyczaj jest bardzo opanowany i chłodno kalkuluje. – Nie to mam na myśli. To… – Jovian wskazuje sztyletem na kilka wilków z przodu. – …nie jest zwykły pluton. Te wilki są mniejsze i słabsze. Przeznaczone na straty. Chmury pyłu unoszą się, gdy SUV-y zatrzymują się przed wejściem do miasteczka. – To Aethelgard – mówi Jovian. – Cholera – przeklina mój brat. Jovian mruczy w przypływie zgody. Aethelgard składa się wyłącznie z Likanów, a oni są nie tylko silni, niektórzy z nich mają nawet specjalne zdolności. Drzwi SUV-a otwierają się i długie czarne buty stają na żwirze. Buty są damskie i błyszczące, jakby były fabrycznie nowe. Kobieta wysiadająca z samochodu jest wysoka i piękna. Jej czarny mundur wojskowy ma wyhaftowanych pięć złotych gwiazdek, co świadczy o jej wysokiej randze. Jej rude włosy są spięte w ciasny koki. Migdałowe, bursztynowe oczy są ostre i podkreślone czarnym eyelinerem. Emanuje z niej władza i bogactwo, i wiem, że to ona musi tu dowodzić. Jej ruchy są niemal kocie. Pełne wdzięku i celowe. Kobieta jest młoda i zgaduję, że jest po dwudziestce, tak jak ja. – To księżniczka Vespera – mruczy Jovian. Odwracam głowę, by spojrzeć na Joviana. – Skąd wiesz? Jovian nie spuszcza wzroku z księżniczki. – Ważne jest, by wiedzieć, kto jest prawdziwym wrogiem. Żołnierze to tylko ich marionetki. Księżniczka rozgląda się wokół wejścia, strzepując pyłek ze swojego nienagannego munduru. – Cóż, to mało imponujące – mówi przeciągle, ale jej głos jest wyraźny, jakby każde słowo było wypowiadane z precyzją. Macha ręką w stronę otaczających ją wilków. Wilki natychmiast ruszają do akcji, poruszając się unisono. Żołnierze ubrani w podobne czarne mundury wchodzą do domów. Nikt nie odważy się wejść im w drogę. Siedem lat wojny złamało ducha większości ludzi. Wszyscy patrzyliśmy, jak umierają nasi bliscy. Tych kilka odważnych dusz, które próbują im się przeciwstawić, nie przeżywa, by o tym opowiedzieć. – Musimy uciekać – mówi Kaelen, podciągając mnie i odciągając od miasteczka. Myślę o Karys, która musiała zostać w mieście, by leczyć infekcję. Jej oczy są lazurowobłękitne i jeśli armia ją znajdzie, zabiją ją. Próbuję wyrwać się z jego uścisku, ale jest zbyt silny. Jestem drobna nawet w porównaniu z innymi kobietami w miasteczku. Lata życia w tym bezlitosnym świecie niewiele zrobiły dla moich mięśni. Nawet słońce jest wrogiem mojej skrajnie bladej skóry, a białe włosy sprawiają, że wyróżniam się w tłumie. To prawie tak, jakbym została stworzona po to, by zmagać się z tym światem. Jakikolwiek bóg istnieje, nie szczędził trudów. – Musimy pomóc jej się wydostać – mówię do Kaelena. Kaelen zatrzymuje się i odwraca w moją stronę. – To Likany, Elowen. Jeśli okażą miłosierdzie, to tylko po to, by urwać ci głowę. Zamieszanie przyciąga moją uwagę z powrotem do miasteczka. Zakrywam usta, by powstrzymać krzyk. Kaelen przyciąga mnie do swojej piersi. Karys zostaje wyrwana z ramion matki. Jej krzyk jest ogłuszający. Jej matka jest powstrzymywana przez dwóch żołnierzy, krzycząc za córką. Księżniczka robi poirytowaną minę, jakby krzyki były tylko dokuczliwym hałasem dla jej uszu. Macha ręką i jeden z żołnierzy zabiera matkę. Łzy napływają mi do oczu i spływają po policzkach. Mój wzrok jest przykuty do Karys, która czołga się do tyłu, uciekając przed księżniczką. Jej niebieskie oczy są pełne paniki. Księżniczka przez chwilę przygląda się swoim wypolerowanym na czerwono paznokciom. – A teraz czas na zabawę. Jej zęby obnażają się w niegodziwym uśmiechu, a w miejscu, gdzie przed chwilą były palce, wyrastają ostre pazury. Wyrywam się Kaelenowi i zanim zdaje sobie sprawę z tego, co robię, jestem już za daleko. Moje stopy znajdują oparcie w żwirze, gdy pcham się do przodu. Zaletą bycia małą jest to, że jestem szybka. – ELOWEN, NIE! Ignoruję brata i daję nura przed Karys. Moje odziane w dżins kolano ślizga się po żwirze, gdy wciągam Karys za plecy i staję twarzą w twarz z ostrymi pazurami księżniczki. Zamykam oczy i czekam, aż ból się zacznie, a śmierć mnie powita.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Rozdział 2 - Wilkołaki nadchodzą – Ludzka towarzyszka księcia likanów | Czytaj powieści online na beletrystyka