VOKAR
Sala tronowa tonie w mroku. Jedyne światło wpada przez jedno okno, resztę zasłaniają kotary. Pomieszczenie jest puste, nie licząc mojego ojca. Głębokie cienie spowijają jego sylwetkę. W sali panuje chłód, który sprawia, że dreszcz przebiega mi po plecach. Erebus już warczy, jest podenerwowany. Staram się nie ulec jego czujności i wchodzę głębiej do środka.
– Dzień dobry, ojcze – mówię, klęka
















