ELOWEN
Wiedziałam, że zginę z rąk wilkołaka. Wiedziałam, że pewnego dnia ich pazury sięgną do mojego wnętrza i zatrzymają bicie mojego serca.
– Cóż, to interesujące.
Otwieram oczy i widzę księżniczkę spoglądającą na mnie ze zmarszczonymi brwiami. Jej pazury są schowane, a jej oczy lustrują mnie, jakby próbowała coś rozszyfrować.
– Oczywiście spodziewałam się, że któryś z was, wieśniaków, będzie zawracał głowę mnie lub moim żołnierzom, ale nie spodziewałam się, że to będziesz ty.
– Dlaczego nie ja? – pytam. Słowa brzmią wyraźniej, niż się spodziewałam.
Księżniczka znów zwraca się do mnie i parska lekceważąco. – Ponieważ jesteś słaba, oczywiście. Przynajmniej sądziłam, że o tym wiesz, ale może po prostu jesteś głupia.
Zaczyna mnie okrążać. Jedynym dźwiękiem wokół nas jest odgłos butów stąpających po żwirze. – Słaba, głupia ludzka istota – mruczy.
Zatrzymuje się, gdy znów stoi naprzeciw mnie. – Co dokładnie próbowałaś tutaj osiągnąć?
Rozglądam się i zauważam, że żołnierz za mną trzyma Karys w mocnym uścisku za ramiona. Jej oczy są szeroko otwarte i pełne łez. Przełykam gulę w gardle.
– Rozumiem, chcesz ją chronić.
Zwracam się z powrotem ku księżniczce. Jej bursztynowe oczy są zdecydowane i okrutne. – Nawet twój plan był słaby. Mogłam po prostu zabić was obie i mieć to z głowy – mówi z lekceważącym machnięciem ręki.
– Więc dlaczego tego nie zrobiłaś? – Moje słowa są ledwie szeptem, ale księżniczka nie ma problemu z ich usłyszeniem.
Złowieszczy uśmiech rozlewa się na jej twarzy. – Ponieważ mam dla ciebie lepsze zastosowanie. – Wskazuje na mnie idealnie wypolerowanym paznokciem. – Proponuję ci układ. Pozwolę twojej małej przyjaciółce żyć, jeśli pojedziesz ze mną.
Marszczę brwi. – Dlaczego?
Księżniczka przewraca oczami, jakbym wystawiała jej cierpliwość na próbę. – Za kilka dni mój ojciec każe mojemu bratu wybrać partnerkę, a ja potrzebuję, żeby wybrał kogoś takiego jak ty, kogoś słabego.
Księżniczka odchyla się, by znów mnie przeanalizować. – Poza tym jesteś słaba, a to daje mi pewność, że zrobisz, co każę. Daję ci godzinę na decyzję.
Podnosi rękę, a Kaelen i Jovian zostają uwolnieni i padają na ziemię. Ich klatki piersiowe falują, ale Kaelen wbija pięści w grunt, podrywa się i szarżuje prosto w moją stronę. Przez sekundę myślę, że z tym zdeterminowanym wyrazem oczu może zaatakować księżniczkę, ale on tego nie robi. Chwyta mnie dłonią za ramię i odciąga od niej.
Kiedy w końcu się zatrzymujemy, jesteśmy z powrotem nad jeziorem, poza zasięgiem wzroku wilków. Kaelen zaczyna zdejmować buty. – Nie mogą wyczuć naszego zapachu w wodzie. Możemy dopłynąć do wyspy.
– Nie mogę odejść. Oni zabiją Karys.
Ramiona Kaelena napinają się, gdy odwraca się do mnie. – Nie, nie chcę tego słuchać. Wiem, dlaczego to robisz. Wiem, że uważasz, iż zawdzięczasz życie tym dziewczętom, ale nie pozwolę ci na to. – Pręży ramiona i zaciska pięści, przeszywając mnie spojrzeniem pełnym bólu w ciemnoniebieskich oczach. – Nie mogę stracić też ciebie.
Gula w moim gardle rośnie, a Kaelen ciągnie mnie w stronę wody, aż docieramy do brzegu. Próbuję wyrwać się z jego uścisku i potykam się na piasku.
Wtedy widzę, że Jovian trzyma mojego brata w duszeniu, które zaciska mu gardło. Kaelen szarpie się, by uwolnić się od Joviana.
– Jovian, przestań! Zabijasz go! – Podrywam się i próbuję odciągnąć Joviana, ale to bezużyteczne. Jest niewzruszony jak góra, aż w końcu ciało mojego brata wiotczeje w jego uścisku. Zaczynam bić go po ramionach. Miał być przyjacielem.
Jovian ignoruje mnie i kładzie Kaelena na piasku, z dala od wody. Padam na kolana obok niego.
– Nie umarł, jest tylko nieprzytomny.
Odwracam głowę w stronę Joviana. – Ufał ci, dlaczego to zrobiłeś?
– Nie pozwoliłby ci odejść. Prędzej dałby się zabić, niż pozwoliłby ci odjechać z księżniczką.
Przez chwilę patrzę na Joviana, próbując go zrozumieć, ale na jego twarzy maluje się tylko powaga. – Uważasz, że powinnam jechać z księżniczką?
Potakuje głową. – Musisz zbliżyć się do księcia, a potem go zabić.
Moje oczy rozszerzają się jeszcze bardziej, czuję, jakby miały za chwilę wyskoczyć z oczodołów. – Ja? I jak mam to zrobić? Nie słyszałeś księżniczki? Jestem słaba. Nie potrafię zabić wilkołaka, a zwłaszcza księcia.
Według plotek jest brutalny, wściekły i zimny. Dorośli mężczyźni kłaniają mu się ze strachu. Jest tak samo zepsuty jak jego ojciec.
Jovian parska. – Księżniczka to nie mężczyzna. Każdy mężczyzna w końcu traci czujność, gdy uwodzi go piękna dziewczyna.
– Uwieść go?
Jovian potakuje. – Kiedy już się z nim prześpisz, on…
Zastygam. – Czekaj, nie zamierzam tego robić.
Jovian zaciska usta i marszczy brwi. – Zostanie twoim *partnerem*, lepiej pogódź się z tym teraz.
– Tu chodzi o coś więcej niż tylko o ciebie czy nawet o to miasteczko. To może wpłynąć na cały świat, a ty mogłabyś uratować znacznie więcej dziewcząt. – Jovian krzyżuje ramiona w obronnej pozie. – Więc tak. Musisz się z nim przespać. Pewnie więcej niż raz. Mężczyźni tracą czujność, gdy uprawiają seks. To sprawia, że działamy pod wpływem instynktu, a nie logiki. Musisz to wykorzystać.
To najdłuższa wypowiedź, jaką kiedykolwiek słyszałam z ust Joviana. Przełykam ślinę, przytłoczona informacjami, którymi mnie zarzucił. Nadszedł moment, w którym nie ma już nic do powiedzenia. Kładę dłoń na naszyjniku i na sekundę zamykam oczy.
– Powinnaś już iść.
Potakuję i pochylam się, by szepnąć bratu, jak bardzo mi przykro, że go zostawiam i że do niego wrócę. Powstrzymuję łzy, które cisną się do oczu, i prostuję ramiona, wracając do miasteczka.
Księżniczka obserwuje mnie, gdy idę w jej stronę.
– Jeśli pojadę z tobą, zostawisz miasteczko w spokoju?
Księżniczka posyła mi uśmieszek i potakuje. – Jakieś inne prośby?
Przez chwilę rozważam to pytanie. – Potrzebują też jedzenia i leków.
Księżniczka czeka, aż będę kontynuować, a kiedy milczę, unosi brew.
– To wszystko? Spodziewałam się czegoś bardziej interesującego. – Księżniczka odwraca się, a ja ruszam za nią.
Miasteczko znika za mną, a jego miejsce zajmują wysokie dęby, sięgające jak okiem sięgnąć. W samochodzie jest pięć osób. Kapitan, dwóch strażników, księżniczka i ja. Księżniczka siedzi wyprostowana, na jej mundurze nie ma ani jednej zmarszczki. Jest definicją doskonałości.
Zwracam wzrok ku oknu i patrzę na rozmazujące się drzewa, gdy mkniemy obok nich z dużą prędkością. Jedziemy godzinami, aż dęby zmieniają się w sosny, a słońce zaczyna chylić się ku zachodowi.
Słychać pukanie w przegrodę między kapitanem a księżniczką.
– Przepraszam, księżniczko Vespero.
Księżniczka przewraca oczami i opuszcza osłonę dzielącą ją od kierowcy. – O co chodzi? – pyta z jadem w głosie.
W lusterku wstecznym widzę kroplę potu spływającą po skroni kapitana. – Układ hydrauliczny zaczyna się przegrzewać i…
– Czy sugerujesz, że popełniłeś błąd, kapitanie? Bo inaczej nie widzę powodu, dla którego miałby to być mój problem – przerywa mu Vespera.
Kapitan przełyka ślinę, a jego grdyka porusza się w górę i w dół. – Moje przeprosiny, wasza wysokość. Jeśli dokonamy napraw w najbliższej jednostce, wciąż zdążymy dotrzeć do pałacu przed północą.
Grimas wykrzywia nieskazitelną skórę księżniczki, a widok ten jest przerażający. – Która jednostka jest najbliżej?
– Południowa granica, księżniczko.
Grimas powoli znika, a w jej oczach pojawia się psotny błysk. – Bardzo dobrze, skoro musimy. Zatrzymamy się tam na noc – mówi księżniczka z dramatycznym westchnieniem.
Przez sekundę spodziewam się, że księżniczka nakaże jego egzekucję na miejscu, ale jej wyrozumiały ton mnie zaskakuje.
– Czy życzy sobie pani, byśmy poinformowali generała Vokara o pani przybyciu?
– Nie, to nie jest konieczne. Jestem pewna, że generał Vokar ucieszy się na nasz widok. – Jej głos jest opanowany, a mały, złowieszczy uśmiech błąka się w kącikach jej ust, gdy zamyka przegrodę.
————
Powiedzenie, że generał cieszy się na nasz widok, byłoby zdecydowanie kłamstwem. Przybyliśmy do jakiejś małej wioski. Wokół większego, centralnego budynku znajduje się kilkanaście małych ceglanych domków. Kilku żołnierzy biega po obwodzie w naszą stronę.
Potężny warkot rozbrzmiewa wokół nas, wywołując dreszcze na moich plecach. – Co to ma znaczyć? – huczy generał do kapitana.
Przysięgam, że kapitan drży tak samo mocno jak ja. Generał góruje nad pozostałymi mężczyznami. Jego ramiona są szersze niż u innych wilkołaków. Generał wyróżnia się z tłumu w sposób przeciwny do mojego. Jego włosy są czarne jak krucze skrzydła, jakby odpychały światło, a jego bursztynowe oczy płoną jak jasne, złote płomienie. Prawdopodobnie mógłby wycisnąć życie z kapitana gołymi rękami.
Drżę, gdy generał zwraca oczy w moją stronę i szczerzy zęby. Czuję, jak jego warkot wibruje w moim krwiobiegu, a w żołądku czuję ucisk. Przez sekundę myślę, że zwymiotuję, gdy robi krok w moim kierunku.
– No, no, *generale* Vokar, to nie jest sposób na powitanie towarzyszy broni – mówi księżniczka Vespera, wysiadając z samochodu i idąc w stronę przerażającego generała.
Generał przenosi uwagę na księżniczkę. – Wynoś się z mojej bazy. – Lodowaty chłód w jego głosie dorównuje temu u księżniczki.
Moje oczy rozszerzają się na dźwięk tonu, jakiego generał używa wobec księżniczki. Ona tylko posyła mu słodki uśmiech, do którego nie sądziłam, że jest zdolna, i wątpię, by był szczery. – Wiesz, że to tak nie działa, *generale* – mówi i mija go, wchodząc w głąb bazy.
Generał pozwala jej odejść, zaciskając zęby. Myślę, że księżniczka po prostu czerpie przyjemność z dręczenia innych. Jego oczy znów zwracają się ku mnie, płonąc jeszcze bardziej wściekle niż wcześniej. Instynktownie cofam się o krok, ale zostaję zatrzymana przez strażników.
– Ludzka istota zostaje na zewnątrz.
Kapitan kłania się nisko. – Oczywiście, książę Vokar.
Powietrze wokół mnie rzednie, a moja klatka piersiowa zaczyna gwałtownie falować.
*Książę? Ten książę? Następca tronu?*
Nie mogę uwierzyć, że Jovian pomyślał, iż mogłabym zabić tego człowieka-górę. Wątpię, by cokolwiek mogło go zranić. Generał musi mieć ponad metr dziewięćdziesiąt pięć wzrostu i jest co najmniej dwa razy większy ode mnie.
Wsadzają mnie z powrotem do samochodu, a ściany małej przestrzeni zdają się na mnie zaciskać. Nie pamiętam, dlaczego tu jestem. Dlaczego jestem otoczona przez wilkołaki? Nie dam rady tego zrobić, jestem człowiekiem. Nie jestem dość silna, by się bronić.
*Zabiją mnie. Muszę stąd iść. Muszę uciekać.*
Pierwotna potrzeba przetrwania wrzeszczy we mnie, bym biegła. Pamiętam rzekę, którą przekraczaliśmy kilka mil wcześniej. Nie wyczują mojego zapachu w wodzie. Próbuję wziąć oddech, by uspokoić galopujące serce.
Na zewnątrz samochodu jest tylko jeden strażnik. Jeśli będę trzymać się nisko, może uda mi się wbiec do lasu. Zaciskam dłoń na naszyjniku i modlę się, by matka nade mną czuwała. Otwieram drzwi tak powoli, jak tylko potrafię. Uważam, by nie wydać żadnego dźwięku.
A potem biegnę.
















