Ludzka towarzyszka księcia likanów

Ludzka towarzyszka księcia likanów

Autor: Maisie Willow

Rozdział 4 - Ona cuchnie srebrem
Autor: Maisie Willow
30 maj 2026
VOKAR Moje mięśnie są napięte jak struny, gdy pędzę przez bazę w stronę siostry. Mój wilk naciska na przemianę. Erebus też nie przepada za moją siostrą. Żołnierze wokół mnie zataczają się do tyłu, gdy ich mijam. Tak, jestem wściekły. Cholernie wściekły. Wpadam do mojej chaty i staję twarzą w twarz z siostrą. „Co, do diabła, robi człowiek w mojej bazie?” Siostra ignoruje mnie, siadając przy stole jadalnym i z grymasem przesuwa dłonią po szorstkim drewnie, po czym strzepuje niewidzialny kurz z ręki i spogląda na mnie. „Technicznie rzecz biorąc, ona znajduje się poza bazą”. Prostuję ramiona, patrząc na siostrę z góry. „Wiesz, co mam na myśli, Vespero”. Vespera nie robi sobie nic z mojej królewskiej aury. Nie tylko dlatego, że jest moją siostrą, ale także dlatego, że jest najwyższym generałem w armii. W wieku dwudziestu dwóch lat jest prawdziwym fenomenem. Ja walczyłem zębami i pazurami o wszystko, co osiągnąłem. Zostałem najmłodszym generałem w armii w wieku dwudziestu czterech lat, tylko po to, by rok później moja młodsza siostra podważyła to osiągnięcie. „Co to ma być, drogi bracie? Czy nasz ukochany następca tronu boi się zwykłego człowieka?” „Cuchnie srebrem, droga siostro. A jeśli skrzywdzi któregoś z moich ludzi?” „Wtedy twoi ludzie na to zasłużą” – odgryza się. Kiedy podjechał SUV, byłem tylko zirytowany. Nie lubię niespodzianek, ale kiedy ta kobieta wysiadła z samochodu, mój wilk oszalał. Wyraźnie ukrywała srebro pod ubraniem. Fakt, że była chroniona przez strażników, drażnił mnie jeszcze bardziej. „Nie wolno ci sprowadzać ludzi do królestwa” – przypominam jej. Ona posyła mi złośliwy uśmiech, obnażając ostre zęby. „Pozwól, że to już będzie moje zmartwienie, drogi bracie”. Zaczyna mi brakować argumentów. Nie mam nad nią władzy. Co gorsza, ma wyższy stopień niż ja. Jestem następcą tronu, ale ona traktuje mnie jak podrzędnego żołnierza. „Ojciec nie będzie z tego zadowolony” – cedzę przez zęby. „Och, on już wie”. Zaciskam pięści i staram się nie pokazywać zaskoczenia. Sądząc po jej drwiącym uśmieszku, ponoszę sromotną klęskę. Nie wiem, co planuje moja siostra, ale zawsze znajduje sposób, by postawić mnie w złym świetle przed ojcem. Nawet gdy byliśmy dziećmi, to ja byłem karany za coś, co ona zrobiła. Erebus jest pobudzony i coraz mocniej naciska na przemianę. Nie wiem, co zrobi, gdy to nastąpi, więc ruszam w stronę drzwi, zanim przekonam się o tym w bolesny sposób. Rodzina królewska szczyci się samokontrolą. Lubię myśleć, że mam większą kontrolę niż przeciętny wilkołak, ale moja siostra zawsze wie, jak nacisnąć odpowiednie guziki. Sprawia, że czuję się, kurwa, bezwartościowy. Muszę stąd wyjść, zanim zrobię coś, czego będę żałował. „Och, Vokar, zanim zapomnę. Ojciec prosi o twoją obecność w pałacu jutro”. Zgrzytam zębami, przepycham się przez próg i idę prosto w stronę skraju lasu. Niemal zrywam z siebie mundur. Mundur wyższej rangi ma tyle guzików, że warczę głośno. Kiedy w końcu jestem nagi, oddycham swobodniej po raz pierwszy, odkąd podjechał SUV i poczułem zapach tego człowieka. Biorę kolejny głęboki oddech i pozwalam Erebusowi przejąć kontrolę. Moje kości pękają i trzaskają. Wielkie łapy zastępują nogi i ręce. Gęste, czarne futro wyrasta z mojej skóry, aż zostaję w pełni przemieniony. Jestem największym wilkiem w królestwie. Moje ludzkie ciało i królewski status wpływają na rozmiar mojego wilka. Wbijam łapy w miękką ziemię i pozwalam wiatrowi przelatywać przez moje futro. Matka nazwała mnie Vokar ze względu na moje kruczoczarne włosy. Mój wilk ma tak samo czarne futro. Nie lśni w świetle i porusza się przez las niczym cień. Kiedy przemieniłem się po raz pierwszy, ludzie zaczęli nazywać go Erebus. Erebus zapuszcza się głębiej w las. Jesteśmy otoczeni przez stare sosny. Niektóre z opadłych igieł kruszą się pod naszymi łapami. To miejsce, w którym czuję się najbardziej spełniony. Tu czuję się silny. Silna woń srebra dociera do naszego nosa, a my wzdrygamy się na ten ostry zapach. Nasz zmysł węchu jest silniejszy, gdy jesteśmy w postaci wilka. Erebus kieruje nos w stronę zapachu, gdy coś innego przykuwa jego uwagę. Pod srebrem kryje się inny zapach. Coś słodkiego, jak wanilia, krem budyniowy i trawa cytrynowa. Pozwalam Erebusowi poprowadzić nas w stronę tego zapachu, z dala od granicy. Teren otaczający pałac jest rozległy i stale się powiększa. Rzadko zapuszczam się poza granicę, bo nie mam takiej potrzeby. Moim zadaniem jest dowodzenie oddziałami granicznymi, aby zapewnić bezpieczeństwo obywatelom. Zapobiegamy ucieczkom wyrzutków i przedostawaniu się ludzi do królestwa. Królestwo jest podzielone na wiele watah z Alfą jako ich przywódcą. Ale wszystkie watahy podlegają granicom królestwa i jurysdykcji Króla Alfy. Mojego ojca, króla Koraxa. Ludzka dziewczyna błąka się w oddali. Rozgląda się gorączkowo wokół siebie i za siebie. Potyka się o zwalony konar drzewa. Erebus parska, rozbawiony niezdarnością człowieka. Ja uważam, że to po prostu głupie. Trzymamy się na tyle daleko, by dziewczyna nie mogła nas zauważyć. Co nie jest takie trudne. Ludzie mają fatalny wzrok i są tacy powolni. „Gdzie jest ta *kurczę* rzeka?” *„Czy ona właśnie sama się ocenzurowała?”* – pyta Erebus. Mruczę potakująco, a potem kręcę głową. Rzeka jest stąd o jakieś dziesięć mil, a ona idzie w przeciwnym kierunku. Zaczynam rozumieć, dlaczego Vespera nie martwi się, że ta dziewczyna komukolwiek zaszkodzi. Jeśli ta dziewczyna zdoła zaatakować jednego z moich żołnierzy, to będzie to ich błąd. *„Czy ona powinna tak oddychać? Może jest ranna”* – pyta Erebus. *„A co cię to obchodzi?”* – odgryzam się. Dziewczyna ciężko sapie, jakby miała zaraz zemdleć. *„Jest człowiekiem, może po prostu jest zbyt słaba na marsz”* – dodaję. Mimo to idzie dalej, a Erebus podąża za nią. Dziewczyna jest drobna, a jej tempo jest męcząco wolne. Przewracam oczami, gdy dziewczyna znów się potyka. Tym razem upada na kolana i tak zostaje. Słońce zaszło i las zaczyna pogrążać się w mroku. Dziewczyna musiała iść już od kilku godzin. W lesie jest dość cicho, jeśli nie liczyć pociągania nosem przez człowieka. Erebus podchodzi bliżej, by lepiej się przyjrzeć, a mnie nie podoba się ta nowo odkryta ciekawość z jego strony. Liście szeleszczą pod naszymi łapami, a dziewczyna podnosi wzrok. „Co to było? Kto tam jest?” Jej wielkie szare oczy lśnią jak srebro, które niesie, i mają w sobie zaskakującą głębię. Jej białe włosy mienią się w niknącym świetle. Erebus robi krok naprzód, a ja go powstrzymuję. *„Co ty wyprawiasz?”* – warczę. On warczy na mnie za to, że go powstrzymałem. Dźwięk wibruje w powietrzu. Dziewczyna wzdycha głośno i cofa się na czworakach, gdy dostrzega nas w cieniu. Jej spojrzenie zmienia się z pełnego rezygnacji w przerażone. *„Zobacz, co zrobiłeś”* – warczy Erebus. Posyłam mojemu wilkowi karcące spojrzenie. Dziewczyna zaczyna oddychać ciężej niż wcześniej, a jej ruchy stają się słabsze. *„Może ona umiera”* – mówi zatroskanym głosem Erebus. Wychodzi na światło, a wysoki krzyk przebija moje bębenki w uszach. *„Co u diabła?”* Erebus skomli i zakrywa uszy łapami. Krzyk ustaje, a kiedy podnosimy wzrok, dziewczyna leży nieruchomo w trawie. *„Czy ona nie żyje?”* – pyta Erebus. *„Skąd mam wiedzieć?”* Odwracam się od dziewczyny i odzyskuję kontrolę nad swoim ciałem. Spycham Erebusa na dalszy plan. *„Nie możemy jej tu zostawić”* – mówi Erebus. *„Owszem, możemy”.* Erebus skomli z bólu, gdy zostawiamy dziewczynę za sobą. Nie obchodzi mnie, czy tu umrze. W końcu to tylko człowiek. Nic dla nas nie znaczy. Przedzieram się mocniej przez drzewa. Jego smutne skomlenie trwa nadal, sprawiając, że pęka mi głowa. Warczę, żeby przestał. Nie radzę sobie z jego emocjami, ponieważ on narzuca je również mnie i bez żadnego cholernego powodu czuję smutek. *„No dobrze”.* Zawracam w stronę miejsca, gdzie leży dziewczyna i z łatwością znów podejmuję jej trop. Marszczę nos na zapach srebra. Naprawdę nie rozumiem jego zainteresowania tym człowiekiem. Dziewczyna nie poruszyła się i wciąż leży bez życia na trawie. *„Hmm, może rzeczywiście nie żyje”* – zastanawiam się na głos. *„Powinniśmy ją zabrać ze sobą”.* *„Dlaczego ona ci się w ogóle podoba?”* – pytam. *„Ładnie pachnie”.* Aby dowieść swojej racji, przyciska nos do brzucha dziewczyny. Zapach wanilii, kremu i trawy cytrynowej przybiera na sile. I nie mogę nie zgodzić się z moim wilkiem. Pachnie jak, kurwa, deser. Jej zapach porusza coś głęboko w moim żołądku. Nasz nos przesuwa się w stronę jej szyi i obaj syczymy, gdy srebro parzy naszą skórę. *Jej naszyjnik jest ze srebra*, mówi Erebus. Mruczę niechętnie. Niebieska szklana zawieszka wysuwa się z jej swetra i upada na zagłębienie w jej szyi, odsłaniając srebrny łańcuszek, na którym wisi.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Rozdział 4 - Ona cuchnie srebrem – Ludzka towarzyszka księcia likanów | Czytaj powieści online na beletrystyka