Miała oczy koloru trawy w jej najbardziej brązowe dni i krótkie brązowe włosy do ramion, które ładnie okalały jej twarz. Ubrana była w krótką czarną sukienkę z wysokim kołnierzem i rozcięciem, które eksponowało jej długie nogi. Z bólem musiałam przyznać, że była co najmniej piękna.
Uśmiechnęła się do mnie ze złośliwym, wiedzącym błyskiem w oczach. – Miło cię w końcu poznać, Lucy – przywitała się, udając, że nie spotkałyśmy się wcześniej, gdy jej ręce oplatały mojego obecnego męża. Wyciągnęła dłoń do uścisku, a ja ostrożnie ją przyjęłam.
Zmusiłam się do odwzajemnienia uśmiechu. – Ciebie również miło poznać, Ariano. – Poczułam, jak jej dłoń zaciska się mocniej na mojej, tak mocno, że byłam pewna, iż do jutra zostanie siniak.
– A gdzie jest Austin? – zapytał Eric, przeszukując wzrokiem salę.
– Och, był ze mną na zewnątrz zaledwie kilka minut temu, pójdę go zawołać, tato – odpowiedziała Ariana, w końcu puszczając moją dłoń.
Całe moje ciało zesztywniało na jej słowa. A więc to tam był przez cały wieczór, powinnam była się domyślić.
– Ta dwójka zawsze dzieliła nierozerwalną więź – skomentował Eric, patrząc za swoją córką.
– Cóż, nie zawsze – wciął się książę Lucas. – Kilka lat temu Austin nawet nie przepadał za Arianą, ale pewnego dnia coś się w nim zmieniło, jak za dotknięciem przełącznika. Trudno to wyjaśnić, to prawie tak, jakby ktoś rzucił na niego urok, można by rzec.
Eric wydawał się zaniepokojony słowami Lucasa i cicho przeprosił, odchodząc, podczas gdy królowa poszła upewnić się, że wszystko z nim w porządku.
– Dziękuję za to.
Lucas uśmiechnął się do mnie szeroko. – Polecam się, Lucy. Wiem, jak to jest być nowym i mieć na sobie całą uwagę. Nie martw się, postaram się jak najlepiej, by ułatwić ci to całe doświadczenie.
– Chciałabym, żeby istniał jakiś sposób, w jaki mogłabym ci podziękować za twoje słodkie słowa – odpowiedziałam, uśmiechając się do niego promiennie. Choć raz faktycznie czułam, jakbym miała starszego brata, który się o mnie troszczy, i to było niesamowite uczucie.
– Uścisk wystarczy! – zasugerował z bezczelnym uśmiechem.
Niskie, groźne warknięcie dobiegło zza naszych pleców i zobaczyłam Austina piorunującego Lucasa wzrokiem. Wyraz jego twarzy był zabójczy, niemal jakby chciał zaatakować własnego brata.
Tym razem nie było pomyłki – to było warknięcie, które słyszałam od niego. Nic tu nie miało sensu; nigdy w całym moim życiu nie słyszałam, by ktokolwiek tak warczał, a wierzcie mi, przebywałam wcześniej wśród wielu ludzi.
– Spokojnie, bracie, po prostu bądź wdzięczny, że to ja prosiłem ją o uścisk, a nie któryś z mężczyzn, którzy się na nią teraz gapią.
– Austin! – prawie krzyknęła Ariana, próbując zwrócić na siebie jego uwagę; wydawała się zszokowana jego reakcją na Lucasa proszącego mnie o uścisk.
To jednak zadziałało, znów wydawał się nad sobą panować, a jego mordercze spojrzenie skupiło się teraz na mnie. Posłałam mu skonsternowane spojrzenie. Co ja takiego właściwie zrobiłam?
Jego oczy przeniosły się ze mnie na salę i na jego twarzy pojawił się grymas. Podążyłam za jego wzrokiem i zauważyłam kilka twarzy patrzących w moim kierunku, w większości męskich.
Mięsień drgnął w jego szczęce i wyglądało na to, że walczy o zachowanie kontroli.
– Gdzie jest mój ojciec? – zapytała Ariana.
– Chyba powiedziałem coś, co go zdenerwowało, powinnaś sprawdzić, co u niego – wyznał Lucas z uśmiechem. Było jasne jak słońce, że jej nie lubił, i to mnie dezorientowało. Dlaczego wolał być miły dla mnie, skoro to ją preferował jego brat?
Jej oczy błysnęły. – Co powiedziałeś?
– Zapytaj go.
– Lucas – Austin wypowiedział jego imię ostrzegawczym tonem, niezadowolony z zachowania brata.
Ariana przewróciła oczami i wzięła Austina pod rękę. – Chodźmy znaleźć mojego ojca.
Mój wzrok spoczął na miejscu, gdzie ich skóra się stykała i znów, tak jak wcześniej, usłyszałam głos w głowie. Tym razem niemal wykrzyczał: „Moja”.
Bolało. Bolało jak diabli widzieć go tak blisko innej kobiety, zwłaszcza gdy tą kobietą była ona. Wciąż jednak nie rozumiałam dlaczego. Jak mogłam już żywić uczucia do kogoś, kogo dopiero co poznałam? Emocje były już tak silne, jakbym znała Austina całe życie, a to było po prostu absurdalne, bo nigdy wcześniej nie spotkałam księcia. Byłam tego pewna; miał ten rodzaj twarzy, której nie da się nie zapamiętać.
Nie mogąc na to dłużej patrzeć, cicho przeprosiłam i wyszłam do pałacowego ogrodu, chcąc zaczerpnąć świeżego powietrza, by oczyścić umysł, z dala od wszystkich, a zwłaszcza z dala od Austina i Ariany.
Po raz pierwszy od przyjazdu tutaj zaczęłam tęsknić za domem. Mimo że byłam tam źle traktowana, wciąż znałam prawie wszystkich i nie musiałam martwić się o męża, który nie chciał mieć ze mną nic wspólnego. Czułam się tu jak kompletna nieznajoma; jedyną rzeczą dodającą mi otuchy było to, jak miła była dla mnie rodzina Austina.
Doświadczałam w tym pałacu nowego rodzaju bólu i stawał się on niemal nie do zniesienia.
Dźwięk dobiegający z lasu nagle przykuł moją uwagę i wbrew zdrowemu rozsądkowi podeszłam bliżej, by mieć lepszy widok.
– Jest tu kto?
Odeszłam kawałek dalej, a moje stopy zatrzymały się natychmiast, gdy usłyszałam ciche warknięcie. Moje oczy rozszerzyły się, gdy spoczęły na ogromnym brązowym wilku. Wyglądał na wściekłego albo głodnego, w tamtej chwili nie byłam pewna. Ale żadna z tych opcji nie była dla mnie dobrym znakiem.
Powoli zaczęłam się cofać, ale to zdawało się go bardziej rozzłościć, gdyż dzikie warczenie stało się znacznie głośniejsze.
Moje dłonie powędrowały do ust, by powstrzymać krzyk, który groził wydostaniem się na zewnątrz; bałam się, że jakikolwiek hałas sprawi, że to cholerstwo zaatakuje znacznie szybciej.
Rozglądałam się gorączkowo, mając nadzieję znaleźć coś, co mogłoby mi pomóc w tej sytuacji. Czułam, jak pot zbiera mi się na czole, gdy słuchałam bicia własnego serca, podczas gdy wilk skradał się w moją stronę.
Serce zamarło mi w piersi, gdy zdałam sobie sprawę, że to może być mój koniec. Nie było mowy, bym przeżyła taki atak ze strony czegoś tak wielkiego i wściekłego jak ten wilk.
Wilk warknął na mnie, szykując się do ataku, gdy jego oczy skupiły się na mnie. Rzucił się do przodu, a ja wydałam z siebie przerażony krzyk.
To był koniec.
Nagle głośne wycie przeszyło powietrze; wszystkie włoski na moim ciele stanęły dęba od potęgi, która biła z tego dźwięku. Znikąd pojawił się ogromny kruczoczarny wilk, skoczył przede mnie i zderzył się z drugim wilkiem. Patrzyłam z przerażeniem, jak rzucili się na siebie.
Co, do cholery, się działo?
















