Kaelia
Umierałam dziewięć razy. I za każdym razem z jego ręki.
Alfa Zaric z Watahy Żelaznych. Najniebezpieczniejszy mężczyzna, jakiego kiedykolwiek widziałam.
Scena zawsze zaczynała się tak samo: jego miecz przyciśnięty do mojego gardła, zimne, niebieskie oczy przygważdżały mnie tam, gdzie klęczałam. Ostateczny cios zawsze nadchodził, jego ostrze przecinało ciało, krew spływała po mojej piersi, gdy brałam ostatni oddech.
Moglibyście się zastanawiać, dlaczego, skoro cofałam się w czasie dziewięć razy, nie mogłam tego powstrzymać. Dlaczego nie mogłam zmienić zakończenia. Prawda była okrutna. Nie pamiętałam nic z moich poprzednich żyć aż do tego właśnie momentu, dopóki nie zobaczyłam ostrza Zarica na swoim gardle. To wtedy wszystko uderzało we mnie z powrotem, te dziewięć śmierci, moje życie przelatujące mi przed oczami, raz za razem.
Moja klatka piersiowa gwałtownie falowała. Dłoń zaciskała się na ranie na brzuchu, próbując powstrzymać to, co już się wylewało. Wokół mnie pole bitwy było ciche, jeśli nie liczyć jęków umierających. Wszyscy moi ludzie zginęli.
Zaric górował nade mną, wysoki i bezlitosny, jego zbroja lśniła od krwi. Nie było na nim ani zadrapania. Jego twarz była pusta i pozbawiona emocji jak zawsze, te zimne niebieskie oczy wwiercały się we mnie bez cienia litości. Patrzył na mnie tak, jak patrzy się na ranne zwierzę na sekundy przed zadaniem ostatecznego ciosu. Ten zimnokrwisty potwór miał właśnie zakończyć moje życie.
– Ojej – zakpił ktoś za jego plecami, pozbawiony twarzy żołnierz, który widział moją śmierć zbyt wiele razy. – Ona wciąż walczy o życie. Jakie to smutne.
Inny żołnierz się zaśmiał. – Hahaha. Rzeczywiście smutne. Potężna Luna, prowadząca swój lud na wojnę, podczas gdy jej przeznaczony siedzi w swoim zamku, pijąc i pieprząc swoje nałożnice. Jakaż ona jest głupia?
Odezwał się trzeci głos. – Czy my w ogóle musimy ją zabijać? Spójrzcie na nią. Jest piękna. Moglibyśmy wziąć ją ze sobą, zatrzymać jako naszą niewolnicę. Wyobraźcie to sobie, Luna z Księżycowego Blasku na kolanach przed nami.
Rzucano we mnie brudnymi słowami. Moje pięści drżały na ziemi, paznokcie wbijały się w dłonie. Gardło bolało, oddech był rzężący, ale milczałam. W każdy inny dzień naplułabym im krwią w twarz i ich przeklęła. Byłam Luną. Nie pozwoliłabym, by ktokolwiek mnie obrażał. Ale dostałam nauczkę.
Za każdym razem, gdy stawałam w obronie swojego honoru, Zaric mnie ścinał. To był jeden ze sposobów, w jaki umierałam. I bogowie, byłam już tak bardzo zmęczona.
Więc pozwoliłam im mówić. Pozwoliłam im mieszać moje imię z błotem. Nie podniosłam wzroku ani nie marnowałam sił.
Moje milczenie rozwścieczyło jednego z nich. Buty zachrzęściły na nasiąkniętej krwią ziemi, gdy burzliwym krokiem podszedł bliżej. – Kim ty kurwa jesteś, żeby mnie ignorować, ty dziwko? – Jego dłoń uniosła się, gotowa uderzyć mnie w twarz. Ale zanim dłoń opadła, Zaric odwrócił głowę i wbił w niego wzrok.
Żołnierz natychmiast zamarł. Jego ręka od razu opadła.
Nawet jego właśni ludzie mu się nie sprzeciwiali.
Uniosłam wzrok tylko na tyle, by na nich spojrzeć, po czym znów go opuściłam. Mój głos zabrzmiał cicho. – Zabijcie mnie.
Cisza.
Wszyscy zamarli z rozszerzonymi oczami. Jeden mruknął z niedowierzaniem: – Czy ona właśnie… poprosiła nas, żebyśmy ją zabili?
Inny prychnął, zaniepokojony. – Jeszcze przed chwilą walczyła jak demon. Skąd ta nagła zmiana?
Miecz Zarica nawet nie drgnął przy moim gardle. Przechylił głowę, a w jego lodowatym spojrzeniu błysnęła ciekawość, gdy mi się przyglądał. – Pragniesz śmierci? – Jego głos był spokojny, niemal rozbawiony. – Dlaczego?
Nie odpowiedziałam. Mój wzrok pozostał utkwiony w ziemi, w krwi zbierającej się przy moich kolanach.
– Dlaczego, Luno Watahy Księżycowego Blasku? – naciskał ponownie.
Dlaczego?
Bo byłam zmęczona. Bo każde życie, każde zmaganie, każda rozpaczliwa walka zawsze prowadziły mnie tutaj. Byłam znużona zmaganiem się z losem tylko po to, by spotkać ten sam koniec.
Przełknęłam ślinę. Moje usta drżały, ale prawda i tak się z nich wymknęła.
– Bo jestem zmęczona walką – wyszeptałam załamującym się głosem. – Zamierzasz to skończyć, bez względu na to, co zrobię… więc po prostu zrób to szybko.
Czułam, jak jego wzrok wypala mnie na wylot. Nie śmiałam spojrzeć w górę. Gdybym teraz zobaczyła jego oczy, gdybym stanęła z nim twarzą w twarz w tym stanie, znienawidziłabym się za to, że jestem tak słaba.
Ostrze przycisnęło się mocniej do mojego gardła. Przełknęłam z trudem ślinę, a moje tętno przyspieszyło. Bogowie, byłam przerażona. Nie chciałam znowu umierać. Ale jaki miałam wybór?
Zamknęłam oczy. Błagam, niech tym razem to będzie szybkie. Za każdym innym razem bolało zbyt bardzo.
Ciężar miecza się przesunął. Przygotowałam się na cięcie, ale zamiast tego usłyszałam dźwięk opuszczanego ostrza.
Moje oczy szeroko się otworzyły. Zamarłam. Co?
Wokół mnie wszyscy milczeli. Żołnierze Zarica również byli zdezorientowani, wpatrując się w swojego alfę. Stał tam, z ostrzem opuszczonym wzdłuż boku, a jego twarz była równie zimna i nieodgadniona jak zawsze.
– C-co ty…? – Mój głos drżał, gdy patrzyłam na niego z niedowierzaniem.
Zmrużył oczy. – Chcesz umrzeć? – Jego usta wykrzywiły się, ale to nie był uśmiech. – To dość zabawne. Wyraz twoich oczu… jesteś przerażona śmiercią, a jednak o nią błagasz. Nigdy wcześniej nie widziałem kogoś takiego jak ty.
Przełknęłam ślinę; miałam sucho w gardle.
Zaric przechylił głowę, badając mnie jak zagadkę. Wtedy powiedział: – Bardzo dobrze. Dam ci szansę na przeżycie. Jeśli zdołasz dziś przetrwać, zachowasz życie.
Moje serce zamarło. Nie byłam pewna, czy dobrze go usłyszałam.
– Caleb – zawołał Zaric.
– Tak, Alfo – odpowiedział uderzająco przystojny mężczyzna o blond włosach, jego beta.
– Podaj mi mój łuk.
Caleb posłuchał bez wahania, kładąc broń w dłoniach Zarica. Alfa nałożył strzałę na cięciwę, a następnie wymierzył ją we mnie.
– Dam ci minutę na ucieczkę – powiedział. – Potem moi ludzie i ja zaczniemy strzelać. Jeśli zdołasz uciec, nie będziemy na ciebie polować.
Żołnierze się roześmiali. Ich oczy zapłonęły z zachwytu. Dla nich nie byłam już Luną. Byłam ich ofiarą.
Moja klatka piersiowa się zacisnęła. Każdy instynkt wrzeszczał, abym została na dole, abym pozwoliła temu skończyć się tutaj, zanim zaczną grać w swoją okrutną grę. Ale to się nigdy wcześniej nie wydarzyło. Ani razu w moich dziewięciu życiach mnie nie oszczędził, a co dopiero dał mi drogę ucieczki.
Moje ciało drżało. Mój umysł podpowiadał mi, żebym się poddała. Ale gdzieś głęboko w środku wciąż miałam nadzieję. Nie chciałam umierać.
Chciałam żyć.
Głowa Zarica przechyliła się nieznacznie, jego niebieskie oczy błysnęły. – Na twoim miejscu – powiedział – już bym biegł.
Zęby wbiły się w moją wargę. Moje nogi wydawały się ciężkie, ale zmusiłam je do ruchu. Potem odwróciłam się i pobiegłam.
Za mną jego głos odliczał w dół. Kiedy pierwsze strzały ze świstem przecięły powietrze, nie zatrzymałam się. Nawet gdy wdzierały się w moje ciało, nawet gdy przeszywał mnie ból, wciąż biegłam.
Biegłam, ponieważ po raz pierwszy we wszystkich moich życiach miałam szansę.