Kaelia
Wszystko wydawało się być snem. Strasznym koszmarem, z którego nie mogłam się obudzić.
Nie wiedziałam, co gorsze: umrzeć z rąk potwora, czy usłyszeć takie słowa od mojego przeznaczonego.
Caius był moim przeznaczonym, Alfą Watahy Księżycowego Blasku.
Byłam córką rodziny kapłanek, rodziny, która służyła bezpośrednio Księżycowej Bogini. Zawsze byłam inna. Moje włosy były tego dowodem, w połowie czarne, w połowie białe. Mówiono, że to klątwa. Kapłanki powinny nosić wyłącznie białe włosy, znak czystości. A ja byłam wyrzutkiem, zanim jeszcze nauczyłam się chodzić.
Nie miało to dla mnie znaczenia. Wszystkim, czego pragnęłam, było szczęście. Pragnęłam więzi z moim przeznaczonym.
Kiedy dowiedziałam się, że moim przeznaczonym jest sam Alfa, byłam wniebowzięta. Czułam naszą więź. Nawet kiedy Caius ledwo mnie zauważał, nawet gdy był zimny, zdystansowany i obojętny, wciąż byłam szczęśliwa. Bo był mój. I wierzyłam, że pewnego dnia może on również mnie pokocha.
Więc oddałam mu wszystko.
Pracowałam, krwawiłam, poświęciłam się, by być idealną Luną. Tak dobrze wypełniałam swoje obowiązki, że zatraciłam w nich siebie i tych nielicznych ludzi, którym naprawdę na mnie zależało. Poszłam dla niego na wojnę przeciwko Alfie Zaricowi, tej żmii, która zabijała mnie życie po życiu.
I ani razu nie obwiniałam Caiusa. Nawet wiedząc, że to zawsze jego rozkazy prowadziły mnie do śmierci. Nawet wtedy cieszyłam się, że on był bezpieczny.
Jakież to głupie.
Wszystkie moje poświęcenia, moja miłość – wszystko to było na nic.
Uciekłam przed śmiercią tylko po to, by cierpieć w ten sposób.
Mój oddech stał się płytki. A potem poczułam, jak nasza delikatna więź pęka. Kolana się pode mną ugięły, a moje ciało dygotało. Łza spłynęła mi po policzku, potem kolejna, aż nie mogłam ich już powstrzymać.
– Powiedz to, Kaelio – warknął Caius.
Uniosłam głowę, drżąc i rozchylając usta, ale jedyne co z nich wyszło to załamany szept. – Z-Zaric…
– Powiedz to – powtórzył, tym razem twardziej. – Kiedy to powiesz, zostaniesz opatrzona. Następnie zostaniesz wygnana z tej watahy. To wszystko, co mogę dla ciebie zrobić.
Wpatrywałam się w mężczyznę, którego kochałam przez tyle lat. Mój wzrok zamazał się od łez, a moje serce krzyczało, gdy spojrzałam w dół na swoją dłoń, wciąż zaciskającą się na ranie, która nie chciała przestać krwawić.
Mój głos się załamał, gdy wyszeptałam: – Po tym wszystkim, co dla ciebie zrobiłam… po całej tej miłości, którą ci dałam, jak mogłeś mi to zrobić? – Moje ciało drżało. – Poszłam dla ciebie na wojnę. Oddałam ci moje życie, moją duszę, moje oddanie.
– Dlaczego mi to robisz… kiedy wszystko, co kiedykolwiek ci dałam, to miłość?
Przez chwilę coś mignęło w spojrzeniu Caiusa. Ale zniknęło równie szybko, jak się pojawiło. Jego twarz znów stwardniała.
Otworzył usta, jakby chciał coś powiedzieć, ale Giselle wystąpiła naprzód jako pierwsza. – Caius nie chciał tego, Kaelio.
Zmarszczyłam brwi. Caius. Sposób, w jaki wypowiedziała jego imię, był zbyt intymny. Poczułam ścisk w żołądku. Dlaczego tak to powiedziała?
Uderzyła mnie prawda.
Przeniosłam wzrok na nich oboje, a moje serce waliło tak głośno, że nie słyszałam niczego innego. Kiedy Giselle przechwyciła moje spojrzenie, uśmiechnęła się z wyższością, a jej usta wykrzywiły się w triumfie, jakby cieszyła się, że w końcu to zrozumiałam.
Mój oddech się zatrzymał. Gwałtownie pokręciłam głową. – N-Niemożliwe – wyszeptałam. – Niemożliwe, nie zrobilibyście mi tego. Nie bylibyście w stanie…
Żadne z nich się nie odezwało ani temu nie zaprzeczyło.
Giselle położyła dłoń na ramieniu Caiusa, zgłaszając do niego roszczenie.
– Tak – powiedziała. – Cokolwiek sobie myślisz, masz rację, siostro. – Przysunęła się do niego bliżej. – Caius i ja jesteśmy razem. Byliśmy już od dawna. Ukrywaliśmy to tylko po to, żeby cię oszczędzić i uniknąć zranienia ciebie, ale nie mogliśmy się już dłużej ukrywać. Zbyt bardzo się kochamy. Wiem, że to zrozumiesz, Kaelio. Zawsze byłaś wyrozumiała.
Jej głos był słodki, ale słyszałam kryjący się pod nim jad. I tak po prostu wszelkie kruche resztki nadziei czy człowieczeństwa, jakie mi pozostały, rozpadły się w pył.
Mój przeznaczony i moja siostra. Dwoje ludzi, których kochałam, którym ufałam, od samego początku było ze sobą. I zamiast stawić mi czoła, rzucili mnie w pazury Zarica, mając nadzieję, że rozerwie mnie na strzępy w ich zastępstwie.
Caius westchnął z wyraźnym znużeniem na twarzy, jakby to wszystko było niczym więcej niż tylko niedogodnością. – Nie marnuj mojego czasu. Odrzuć mnie wreszcie, Kaelio.
Zanim zdążyłam odpowiedzieć, Giselle odwróciła wzrok w jego stronę, a jej dłoń wciąż spoczywała na jego ramieniu.
– Zaczekaj – powiedziała miękko. – Pozwól mi najpierw porozmawiać z moją siostrą. Może mnie posłucha.
Szczęka Caiusa się zacisnęła, jakby nie podobała mu się zwłoka, ale w końcu skinął krótko głową. – Tylko szybko.
Podeszła do mnie i ujęła moją dłoń w swoją; jej palce były chłodne w zetknięciu z moją zakrwawioną skórą. Przechyliła głowę i pochyliła się bliżej, jakby mnie pocieszała. Mój żołądek się skręcił. Chciałam wyrwać dłoń i odepchnąć ją, ale byłam na to zbyt słaba.
– Siostro, nie powinnaś być aż tak załamana, w końcu i tak nie mogłabyś zatrzymać go na zawsze – wyszeptała.
Moje ciało wzdrygnęło się. Jej oddech był ciepły na mojej skórze, gdy kontynuowała. – Nareszcie mogę pozbyć się śmiecia takiego jak ty. Wiesz, jak bardzo mnie zawsze irytowałaś? Jak ktoś taki jak ty, przeklęta wilczyca, mógł wylądować z Caiusem jako przeznaczonym, skoro to powinnam być ja?
– Giselle…
– Dlatego zrobiłam wszystko, by go uwieść i sprawić, by był mój. I nie było to trudne, wiesz. On już i tak nienawidził samego twojego widoku. Trzymał cię przy sobie tylko dlatego, że byłaś użyteczna. Ale teraz już nie jesteś przydatna. Więc po prostu powinnaś umrzeć. Tak będzie lepiej dla wszystkich. Poza tym… twoja wilczyca i tak jest już otruta.
Moje oczy w szoku napotkały jej wzrok.
Uśmiechnęła się szyderczo. – Tak, Kaelio. Otrułam Nylę. Właśnie dlatego twoja cenna wilczyca milczy przez cały dzień. Powoli umiera. A kiedy zniknie, będziesz niczym. Już nigdy się nie podniesiesz ani nie zawalczysz. Będziesz bezwartościowa.
Nie mogłam oddychać. Po prostu się w nią wpatrywałam, a mój świat rozpadał się kawałek po kawałku.
Nawet gdybym dziś przeżyła, nawet gdybym jakimś cudem uniknęła tego upokorzenia, Nyla i tak by umarła. A razem z nią także i ja.
Trucizna mojej siostry już zadecydowała o moim losie.














