Kaelia
– Hahahaha.
Dźwięk wydobył się ze mnie, zanim zdążyłam go powstrzymać, niosąc się echem po dziedzińcu. Strażnicy i Caius zamarli. Nawet oczy Giselle się rozszerzyły, a ona sama zesztywniała.
Próbowała się odsunąć, ale byłam szybsza, moja dłoń wystrzeliła w górę, zaciskając się na jej gardle. Pociągnęłam ją z powrotem do siebie, przyciskając moje ostrze do jej bladej szyi.
– Aaah! Co ty robisz?! Puść! – wrzasnęła, drapiąc mnie po nadgarstku.
Nie odpowiedziałam. Zamiast tego przycisnęłam ostrze mocniej, dopóki cienka, czerwona linia nie przecięła jej gardła.
– Kaelia! – szczeknął Caius. – Puść ją w tej chwili!
Ja tylko zaśmiałam się ponownie. Jego głos Alfy nie miał nade mną władzy. W tym momencie nie było nic bardziej niebezpiecznego niż kobieta, która straciła wszystko.
– Zamknij pysk! – odkrzyknęłam.
Jego oczy się rozszerzyły, a na twarzy pojawił się szok. Nie spodziewał się, że przeciwstawię się jego poleceniu i ośmielę mu się postawić tak otwarcie.
Giselle drżała w moim uścisku, a jej głos się trząsł, gdy wydukała: – C-co jest z tobą nie tak, Kaelio? Przerażasz mnie. Przestań.
Jej strach powinien był mnie zmiękczyć. Ale teraz tylko roześmiałam się znowu z szeroko otwartymi oczami, podczas gdy ostrze wbijało się głębiej w jej skórę.
– Ja cię przerażam? – Mój głos się załamał. – Ja cię przerażam?! Podczas gdy przez cały ten czas to ja byłam przerażona, przerażona śmiercią, przerażona porażką. Stawałam twarzą w twarz ze śmiercią więcej razy, niż potrafisz zliczyć, a kiedy w końcu uciekłam samemu przeznaczeniu, proszę bardzo. Moja siostra, mój przeznaczony. Ludzie, którym najbardziej ufałam, również próbują mnie zabić.
Pochyliłam się bliżej, a mój głos był niski i pełen jadu. – Więc powiedz mi, Giselle, która z nas dwóch jest bardziej przerażająca? Dwulicowa suka, która uśmiecha się podczas wbijania mi noża w plecy, czy szalona suka, która nie ma już nic do stracenia?
Przesunęłam ostrze tylko na tyle, by przeciąć skórę.
– Aaah! – krzyknęła, szarpiąc się. – Caius! Pomóż mi! Ona naprawdę mnie zabije, zrób coś!
Głos Caiusa złagodniał. – Spokojnie, przestań się ruszać, bo tylko pogorszysz sprawę. Ona cię nie skrzywdzi, Giselle. Znam ją.
– D-dobrze… – wydukała, ale jego słowa wcale jej nie uspokoiły. Widziała, że to był mój ostateczny punkt załamania. Bądź co bądź, byłyśmy bliźniaczkami.
Zwrócił na mnie wzrok, próbując przemówić mi do rozsądku. – Wystarczy, Kaelio. Wiem, że jesteś wściekła. Ale jesteś racjonalna. Nie w twoim stylu jest robienie czegoś tak głupiego. Nigdy nie powiedziałem, że cię zabiję. Wciąż możesz zostać obdarzona przebaczeniem. Po prostu ją puść.
– Wszyscy moi ludzie mają wycelowane w ciebie strzały. Mógłbym rozkazać im strzelać bez najmniejszego draśnięcia Giselle. Więc zakończ to sama. Odłóż ostrze.
Wpatrywałam się w niego z ciężko unoszącą się piersią i dłonią drżącą na gardle Giselle.
Prychnęłam. – Myślisz, że boję się śmierci? Nie, Caiusie. Umarłam już tak wiele razy. Śmierć i ja jesteśmy starymi przyjaciółkami. Twoi ludzie mogą strzelać, jeśli chcą, właśnie przetrwałam morderczą grę w strzały. Nic z tego już mnie nie przeraża. Nie boję się śmierci, ale przysięgam ci, że pociągnę kogoś ze sobą do piekła.
Mój uścisk zacieśnił się na ostrzu. Byłam gotowa zakończyć przynajmniej jedno życie, zanim moje zostanie mi odebrane.
– Nie! – Głos Caiusa rozdarł powietrze.
W tym ułamku sekundy zawahania łokieć Giselle wbił się w moją otwartą ranę. Ból eksplodował w moim ciele. Jęknęłam, gdy kolana ugięły się pode mną.
Wyrwała się z mojego uścisku i wpadła prosto w ramiona Caiusa.
– Nic ci nie jest, Giselle? – Głos Caiusa był pełen troski, a jego dłonie badały ją, jakby była zrobiona ze szkła.
Dyszała dramatycznie, czepiając się go. – J-ja, nic mi nie jest. Było blisko… ona naprawdę zamierzała mnie zabić.
Twarz Caiusa pociemniała, gdy spojrzał na mnie, a w jego oczach płonęło obrzydzenie. – Jesteś szalona, Kaelio. Zostaniesz za to ukarana. Gdyby przez ciebie Giselle straciła dziecko, sprawiłbym, że byś tego pożałowała.
Zamrugałam. Jej dziecko?
Mój wzrok powędrował tam, gdzie dłonie Giselle zaciskały się na jej brzuchu. Powoli moje oczy znów się uniosły, napotykając wzrok obojga z nich. Nawet się nie wzdrygnęli. Po prostu patrzyli na mnie.
Pusty śmiech zabulgotał mi w gardle, ale go przełknęłam. Zamiast tego zmusiłam się do wstania, ignorując ból rozdzierający moje ciało. Moja krew kapała na kamienie pod moimi stopami, ale stałam wyprostowana.
– Wiecie co? – Mój głos zabrzmiał spokojnie. – Nawet was nie winię. Winię samą siebie za to, że byłam tak ślepa i głupia. Za to, że zmarnowałam swoją miłość i lojalność na waszą dwójkę.
Spojrzeli na mnie zdezorientowani, jakby nie rozumieli, do czego zmierzam.
Posłałam im łamany uśmiech. – Gdybym kiedykolwiek dostała kolejną szansę, Caiusie i Giselle, zadbałabym o to, by stać się waszym najgorszym koszmarem. Zabrałabym wam wszystko. Uczyniłabym wasze życie tak żałosnym, jak wy uczyniliście moje. Ogołociłabym was ze wszystkiego, aż by wam nic nie zostało. A przede wszystkim, upewniłabym się, że nigdy nie dostaniecie tej jednej rzeczy, której tak naprawdę pragniecie.
– Ja, Kaelia Ashwood, obiecuję wam to: nawet jeśli będę musiała zawrzeć pakt z samym diabłem, będę was prześladować do końca waszych dni.
Niebo zagrzmiało, a potem piorun rozdarł powietrze z potężnym trzaskiem, sprawiając, że strażnicy się wzdrygnęli, a nawet twarz Caiusa drgnęła, gdy niebo nad nami pociemniało.
Bogini mnie usłyszała. I diabeł również.
– A odpowiadając na twoje odrzucenie, Caiusie… – wyszeptałam, wbijając w niego wzrok. – Mam nadzieję, że ta odpowiedź cię usatysfakcjonuje.
Zanim zdążył zrozumieć, uniosłam ostrze wysoko do góry.
Jego oczy się rozszerzyły, jakby po raz pierwszy zdał sobie sprawę z tego, co zamierzam zrobić. – Kaelio! – Poruszył się szybko, ale ja byłam szybsza. Moja dłoń wbiła ostrze w moje własne ciało.
Zachłysnęłam się powietrzem, a świat ucichł.
Padłam na kolana, a moja głowa opadła do przodu, gdy ciepła krew kapała na kamienie pode mną. Obraz mi się rozmył; czerwień zbierała się pod moimi nogami.
Widziałam Caiusa i Giselle, oboje sparaliżowanych, o twarzach bladych z szoku, ale ich nie słyszałam. Ich wargi poruszały się, ale dźwięk zniknął, pochłonięty przez ryk w moich uszach.
„Nyla…” – wyszeptałam w duchu, szukając mojej wilczycy. „Jesteś tu?”
Przez dłuższą chwilę panowała tylko cisza, dopóki mi nie odpowiedziała.
„Tak, Kaelio. Jestem tutaj. Zawsze tutaj byłam. Za każdym razem, gdy ty umierasz, ja umieram razem z tobą. Jestem tu z tobą w twoim ostatnim dniu.”
Drżący uśmiech wygiął moje usta, a łzy spłynęły mi po policzkach, mieszając się z krwią.
„Przepraszam” – powiedziałam jej, a moje serce pękało z poczucia winy. „Przepraszam, że byłam taka głupia i nas nie ochroniłam. Za to, że ciebie nie ochroniłam.”
Jej głos był ciepły, chociaż czułam, że ona również zanika.
„W porządku, Kaelio.”
Siły mnie opuszczały. Czułam, jak ze mnie uchodzą. Moje ciało było zdrętwiałe, oddech płytki. Ale wydusiłam z siebie te słowa po raz ostatni, moje błaganie do niebios.
Księżycowa Bogini, nie wiem, czy mnie słyszysz, ale jeśli tak, to proszę, daj mi jeszcze jedną szansę. Nie chcę umierać w tak niesprawiedliwy sposób. Nie chcę znów umierać zdradzona.
Łzy zatarły mój wzrok, gdy z trudem łapałam powietrze.
Daj mi szansę na odrodzenie. Daj mi szansę na zemstę. Ale tym razem pozwól mi przypomnieć sobie to odpowiednio wcześnie. Nie pozwól mi znowu błądzić w ciemnościach. Nie pozwól mi umrzeć bez wiedzy o tym, kim tak naprawdę są moi wrogowie. Proszę, daj mi dziesiąte życie.
Grzmot przetoczył się w górze, wstrząsając niebiosami, zanim wszystko pogrążyło się w ciemności.
****
Nie mogłam oddychać.
To było tak, jakby coś ciężkiego ciągnęło mnie w dół, wciągając głębiej i głębiej w nieskończoną wodę. Moja klatka piersiowa płonęła. Próbowałam otworzyć oczy, ale woda sama zmuszała je do otwarcia, rozmywając wszystko dookoła.
Więc to było to?
Nie żyłam.
Przypomniały mi się słowa mojej babki.
„Kiedy ludzie umierają, dziecko, ich grzechy podążają za nimi. Na każdego czeka jego własne piekło”.
To było moje? Czy ta dusząca otchłań była moją karą? Czy Księżycowa Bogini ostatecznie mnie zignorowała? Nie dano mi dziesiątego życia. Jakże ironicznie. Może to dziewiąte naprawdę było ostatnim.
Gorzki śmiech zabulgotał mi w gardle, natychmiast pochłonięty przez wodę. Bolały mnie kończyny, więc przestałam się ruszać. Chciałam dać tym zdrajcom posmakować ich własnego lekarstwa i sprawić, by zapłacili. Ale wyglądało na to, że los nie był po mojej stronie.
A jednak, jeśli to było piekło, dlaczego czułam się tak, jakbym mogła tu naprawdę umrzeć? Dlaczego mój mózg popychał mnie do tego, by płynąć?
– Panienko Kaelio!
Głos był stłumiony.
– Panienko Kaelio!
Co się działo? Czy to naprawdę było piekło?
Gwałtownie otworzyłam oczy. Ktoś wołał moje imię z brzegu. Rozejrzałam się, a moje ociężałe ciało zamarło.
Nie znajdowałam się w jakiejś bezkresnej otchłani. Byłam w rzece.
Oddech uwiązł mi w gardle, kiedy to do mnie dotarło.
Znałam tę scenę. Osiem lat temu Giselle wpadła do wody razem ze mną. Obie tonęłyśmy.
Moje serce zabiło mocniej, gdy się odwróciłam, i oto ona; Giselle szamotała się w wodzie.
„Pomocy!” – ułożyły się w niemym krzyku jej usta.
Powierzchnia zafalowała, a potem ktoś wskoczył do środka. Mój starszy brat, Vane. Odepchnął mnie na bok, a jego silne ramiona sięgnęły po Giselle, unosząc ją na powierzchnię, a mnie całkowicie ignorując.
Zamrugałam. Było dokładnie tak samo.
Osiem lat temu omal tu nie zginęłam.
I jeśli dobrze pamiętałam, kilka chwil po tym, jak Giselle była już bezpieczna, rozległ się kolejny plusk. Mój drugi brat, Torin, wskoczył za mną. Nie mógł pozwolić mi umrzeć, nie wtedy, gdy wciąż mieli ze mnie pożytek. Miał mnie wyciągnąć dopiero po upewnieniu się, że Giselle jest bezpieczna.
Po chwili ktoś w końcu zanurkował w wodzie.
Torin.
Uśmiech wykrzywił moje usta.
Naprawdę wróciłam! I tym razem pamiętałam wszystko.
Torin podpłynął do mnie, marszcząc brwi, ale kiedy spróbował mnie wziąć na ręce, odepchnęłam go. Zmuszając moje kończyny do wysiłku, wypłynęłam na powierzchnię o własnych siłach.
Zobaczyłam szok na jego twarzy, ale go zignorowałam.
Tym razem nie zamierzałam być bezradną dziewczynką, czekającą na ochłapy uczucia.
Tym razem nie pozwolę nikomu mnie wykorzystać.
Nie byłam już tą samą Kaelią. Sprawię, że świat padnie przede mną na kolana.














