Kaelia
Wylądowałam miękko na trawie, a rąbek mojej sukni zafalował na nocnym wietrze, gdy moje buty dotknęły ziemi niemal bezszelestnie. Powietrze było chłodne, pachnące lekko słodką wonią księżycowych kwiatów kwitnących wzdłuż świątynnych murów.
Obok mnie rozległo się zaskoczone sapnięcie.
– Moja pani! – pisnęła Linnea. Gdy się odwróciłam, stała tam z szeroko otwartymi oczami, ściskając jedną ręk














