Kaelia
Torin już miał znowu podnieść głos, z napiętą szczęką i tym dobrze znanym oburzeniem płonącym w oczach, gdy Giselle delikatnie wyciągnęła rękę i położyła mu dłoń na ramieniu. — To nie ma znaczenia, bracie — powiedziała cicho, jej ton był spokojny i niemal anielski.
Torin zamrugał, zaskoczony. — Ale...
Ponownie pokręciła głową, jej twarz była opanowana, a zarazem pełna tej mdłej łagodności,














