Kaelia
Dziedziniec tętnił muzyką. Dźwięki śmiechu i rozmów niosły się w powietrzu, odbijając się od marmurowych ścian.
Wiele szlachcianek otaczało moją macochę, a każda z nich próbowała prześcignąć pozostałe swoimi sztucznymi uśmiechami. Moja macocha stała w samym centrum tego kręgu z wysoko uniesioną brodą. Napawała się ich uwagą, udając skromność, choć wyraźnie rozkoszowała się każdym słowem po














