Kaelia
Para unosiła się leniwie znad wody w wannie, a w powietrzu dryfował łagodny zapach jaśminu i róż. Wilgotne włosy kleiły mi się do policzków, podczas gdy krople wody lśniły na mojej skórze. Dłonie Linnei były delikatne, gdy polewała mi ramiona ciepłą wodą, a jej palce gładziły moje plecy.
– Dzisiaj wciąż są twoje urodziny, moja pani – powiedziała cicho. – Gdzie chciałabyś pójść?
Przechyliłam














