Dziś jest środa, do egzaminu końcowego i ostatniego dnia tego semestru zostały zaledwie dwa dni. To także kilka miesięcy do ślubu Brielle, a ja w moim gorączkowym harmonogramie próbuję pogodzić zakuwanie i spotkania z nią. Dziś poprosiła mnie o spotkanie, by pooglądać suknie w jej magazynach ślubnych.
– Hej, Sienna. Masz może pożyczyć długopis? – pyta Tessa, wyrywając mnie z zamyślenia.
– Jasne – mówię, grzebiąc w torbie i wyciągając jeden z nich. – Proszę bardzo – uśmiecham się, podając go Tessie.
– Dzień dobry, klaso! – mówi pan Mercer. – Przejdźmy do dzisiejszego tematu, dobrze? – sugeruje i zaczyna mówić nam o tym, czego spodziewać się na egzaminie końcowym oraz jaki będzie on miał wpływ na naszą ogólną ocenę.
Tessa odwraca się do mnie z widoczną w oczach ekscytacją obietnicą plotek. – No więc, widziałam, jak ten facet, który gapił się na ciebie w zeszłym tygodniu, rozmawiał z tobą na korytarzu po zajęciach. Co mówił? – pyta, wścibska jak zawsze.
– Zaprosił mnie na kawę w ramach koleżeńskich – stwierdzam, by uciąć jej ciekawość.
– To fajnie – mówi z rozczarowaniem, po czym z powrotem skupia uwagę na profesorze.
Zbliżał się koniec zajęć, gdy dostałam SMS-a. „Widziałem cię rozmawiającą z pewnym mężczyzną w kawiarni. Powinnaś trzymać się z daleka od innych facetów. Nie chciałabyś przecież wzbudzić we mnie zazdrości!” – brzmiała tajemnicza wiadomość.
Odpisałam, a przez moje ciało przepłynął niepokój zmieszany z frustracją. „Proszę, zostaw mnie w spokoju! Nie pisz do mnie więcej!” – odpowiedziałam i w mgnieniu oka otrzymałam zwrotną wiadomość.
„Och, wszystko źle zrozumiałaś, piękna. Nie pozbędziesz się mnie tak łatwo” – odpisano.
„Zablokuję cię!” – szybko odpowiedziałam.
„Jeśli będziesz mnie ignorować, wezmę się za twoją rodzinę” – grożą, zmuszając mnie do zakrycia dłonią ust, by stłumić głośny wdech.
– Sienna? Co się stało? – pyta z troską Tessa.
Nie odpowiadając na jej pytanie, rzucam tylko: – Muszę iść – wstaję i opuszczam salę, by pospieszyć do mojego samochodu. Idąc, nie potrafię powstrzymać się przed oglądaniem się za siebie.
Otwieram drzwi samochodu, a gdy tylko zajmuję miejsce, wciskam przycisk blokady drzwi i odjeżdżam. Drżąc, od razu zadzwoniłam do Brielle.
Telefon Brielle zadzwonił kilka razy, zanim odebrała. – Hej, ty – mówi radosnym głosem jak zawsze.
– Brielle? Gdzie jesteś? – pytam gorączkowo.
– Jestem w domu watahy, zaraz wychodzę na nasze spotkanie. Dlaczego pytasz? Wszystko w porządku? Brzmisz na zdenerwowaną – pyta, zauważając mój nietypowy ton głosu.
– Jestem! Ktoś mi grozi – mówię łamiącym się głosem.
Ryker
Razem z Calebem przeglądamy papiery w moim biurku, podczas gdy Brielle siedzi na kanapie, kartkując magazyny. Nagle ciszę przerywa dzwonek jej telefonu, ale nie zwracam na to większej uwagi.
– Hej, ty – wita się wesoło. – Jestem w domu watahy, zaraz wychodzę na nasze spotkanie. Dlaczego pytasz? Wszystko w porządku? Brzmisz na zdenerwowaną. – Mówi to, a ja kieruję wzrok na Brielle, zastanawiając się, z kim może rozmawiać. Wiem, że to nie moja sprawa, ale co, jeśli to Sienna? Dlaczego miałaby być zdenerwowana?
Zauważam, jak oczy Brielle rozszerzają się ze zdziwienia. – Co? – rzuca gorączkowo Brielle. Odwracam się w jej stronę, a Caleb także wydaje się zaintrygowany.
– Brielle, kto to jest? Czy wszystko w porządku? – pyta Caleb, a ja sam łapię się na tym, że jestem żywo zainteresowany jej odpowiedzią.
– To Sienna. Ktoś jej grozi – mówi z zatroskaniem.
Na jej słowa czuję wzbierający we mnie gniew. – Kto grozi Siennie? – żądam odpowiedzi głosem Alfy. – W tej chwili go stąd sprzątnę – warczę wściekły.
Brielle patrzy na mnie i widzę, że nie wie, jak odpowiedzieć. – Sienna, wiesz, kto ci grozi? – pyta i milknie, słuchając odpowiedzi.
Brielle znów na mnie patrzy i domyślam się, że odpowiedź nie jest tą, którą chciałbym usłyszeć. – Mówi, że wypisuje do niej jakiś nieznany numer. Piszą, że skrzywdzą jej rodzinę, jeśli będzie ich ignorować – odpowiada.
– Powiedz, żeby tu przyjechała. Możemy ją chronić – polecam, widząc, jak przytakuje.
– Sienna, przyjedź tutaj, żebyś nie była sama – Brielle przekazuje moją wiadomość, a ja zauważam, że jej postawa zmienia się na taką pełną ulgi. – Okej, do zobaczenia wkrótce – ogłasza Brielle, a ja czuję, jak moja klatka piersiowa wypełnia się w oczekiwaniu na tę wiadomość.
Sienna
Dzwoniąc do Brielle, wiedziałam, że będzie mi zadawać pytania. – Sienna, wiesz, kto to jest? – Pyta, a ja żałuję, że nie znam na to odpowiedzi.
– Nie, piszą do mnie SMS-y z nieznanego numeru i twierdzą, że jeśli będę ich ignorować, wezmą się za moją rodzinę. Boję się, Brielle – mówię w amoku, walcząc z łzami, które grożą wypłynięciem z moich oczu.
– Sienna, przyjedź tutaj, żebyś nie była sama – sugeruje Brielle, a ja wiem, że przy niej będę najbezpieczniejsza.
– Okej, właśnie jadę. Będę niedługo – informuję ją, skręcając w drogę prowadzącą do domu watahy.
– Do zobaczenia wkrótce – mówi Brielle, po czym się rozłączam.
Wjeżdżam na teren watahy i widzę Brielle stojącą przy drzwiach, czekającą na mnie. Kiedy parkuję, podchodzi do moich drzwi, żebym nie musiała iść sama. Zrobiłaby wszystko, by mnie chronić. Otwiera moje drzwi i obejmuje mnie ramieniem, a ja natychmiast czuję się bezpiecznie.
– Wejdź. Zrobię ci coś gorącego do picia – mówi miękkim, kojącym głosem.
– Dzięki – odpowiadam bez tchu, trzęsąc się z zimna.
Prowadzi mnie do kuchni, gdzie siadam przy wyspie i patrzę, jak wyciąga z szafki gorącą czekoladę. Stawia na kuchence rondelek z mlekiem, odpala palnik, po czym odwraca się do mnie. – Bardzo mi przykro, że to cię spotyka – jej wyraz twarzy jest łagodny i pełen troski.
Znowu walczę z łzami i odpycham od siebie strach, ale muszę być z nią szczera. – Boję się wracać do domu. Co mam zrobić? – pytam z desperacją.
– Możesz zostać u mnie i Caleba. Nie powinnaś być sama – nalega.
– Masz na głowie tyle spraw związanych ze ślubem. Nie chcę wam się narzucać – mamroczę.
– Wcale byś się nie narzucała. Jesteś moją najlepszą przyjaciółką. Nigdy bym cię nie opuściła, kiedy mnie potrzebujesz, a ślub możemy przełożyć, aż tego nie rozwiążemy – sugeruje, przez co na jej słowa kręcę głową.
– Brielle, nie mogę ci na to pozwolić – mówię, ostrożnie odbierając od niej gorący kubek. Biorę łyk, rozkoszując się ciepłem rozlewającym się po mojej klatce piersiowej.
– W domu watahy jest pokój gościnny. Jestem pewna, że mogłabyś się tu zatrzymać, dopóki nie wymyślimy, co dalej. W ten sposób zawsze będziesz chroniona – nadmienia.
– Zastanowię się nad tym – mruczę, biorąc kolejny łyk. – Gdzie jest Caleb? – pytam.
– Są w biurze Rykera, pracują nad jakimiś rzeczami na jutrzejsze spotkanie watahy – wyjaśnia, kiwając głową, abym za nią poszła.
Przeszłyśmy do salonu, gdzie w kominku płonie ogień. Siadam w dużym fotelu blisko ognia, podczas gdy Brielle zajmuje miejsce na kanapie.
Niedługo potem wchodzi Caleb, całuje ją w czoło i zajmuje miejsce obok niej. Są razem tacy uroczy. Myślę sobie, szczerze ciesząc się szczęściem przyjaciółki.
– Hej, Sienna – mówi Caleb, spoglądając w moją stronę.
– Cześć Caleb, przepraszam, że przerywam wam plany – mówię potulnie.
– Nigdy za to nie przepraszaj – mówi Brielle, patrząc na mnie z pocieszeniem i zrozumieniem w oczach.
– Co ja bym bez was zrobiła? – mówię prosto z serca.
– Kocham cię, Sienna, i zawsze będę cię chronić, tak samo jak cała wataha, twoja rodzina – mówi mi z uśmiechem.
Jej słowa głęboko mnie poruszają. Nie potrafię już powstrzymać łez i zaczynam płakać. – To dla mnie tak wiele znaczy, Brielle – mówię łamiącym się głosem. Przy nieudanej próbie otarcia łez zauważam na wierzchu dłoni czarne smugi. – Muszę poprawić tusz do rzęs. Rozmazał się. Mogę skorzystać z łazienki? – pytam.
– Tak, korytarzem w dół i po lewej – instruuje mnie Caleb.
– Dzięki – mówię z wdzięcznością, po czym wstaję i idę korytarzem. Skręcając w lewo, wpadam prosto na kogoś...
















