Krzyczę, tracę równowagę i prawie upadam na twarz, ale silne ramiona chwytają mnie w talii. Z łatwością mnie łapią i stawiają z powrotem na nogach. Podnoszę wzrok i widzę seksowną twarz Rykera, która na mnie patrzy. – Dziękuję! – mówię z wdzięcznością, czując, że gubię się w jego oczach, jakbym była w transie.
– Mam cię. Nigdy nie pozwoliłbym ci upaść – powiedział z uśmiechem.
– Dlaczego jesteś dla mnie taki miły? – pytam, całkowicie zdezorientowana, dlaczego zadaje sobie tyle trudu, by okazać życzliwość zwykłemu człowiekowi.
– Ponieważ zostaniesz moją Luną – odpowiedział z łobuzerskim uśmiechem.
– Luną? Co to takiego? – dopytuję.
– Biorąc pod uwagę, że twoim najlepszym przyjacielem jest wilk, to nic nie wiesz o naszym gatunku, co? – zapytał, a ja w odpowiedzi pokręciłam głową. – Wkrótce się dowiesz – mówi, pocierając kciukiem moją dolną wargę.
Po chwili wpatrywania się we mnie, delikatnie muska dłonią moją twarz. – Dlaczego płakałaś, Luno? – pyta z wyrazem troski.
– To nic takiego – mówię, odwracając wzrok ze wstydem.
– Skoro płaczesz, to znaczy, że to jednak coś – stwierdza.
– Wszystko w porządku, to był szalony dzień i po prostu poniosły mnie emocje – tłumaczę i próbuję go wyminąć, ale zatrzymuję się, gdy on obejmuje mnie ramionami i mocno przytula. Nigdy nie czułam się tak bezpiecznie jak w jego ramionach i prawie jęczę z niezadowolenia, gdy odsuwa się, by na mnie spojrzeć.
– Luno, nie cofnę się przed niczym, żeby znaleźć tego człowieka i ukarać go za to, przez co musisz przechodzić – przysięga, a przez stanowczość w jego oczach czuję, że coś we mnie pęka.
Nie potrafię już powstrzymać swoich pragnień; zarzucam mu rękę na kark i przyciągam jego usta do swoich. Kiedy się stykają, czuję, jakby przez moje ciało przepływał prąd. Nie waham się otworzyć ust, żeby jego język mógł splątać się z moim. Jego dotyk jest tak niesamowity, że moje ciało mogłoby rozpaść się na maleńkie bańki i odlecieć. Ryker przyciąga mnie bliżej siebie, a ja czuję, jak bardzo jest podniecony, ale nie odsuwam się, tak jak na balu. Pragnę tego.
Ryker przesuwa dłonie w dół mojego ciała, aż w końcu oplatają moje pośladki, mocno je chwytając. Kiedy mnie unosi, oplatam nogami jego talię, a nasze usta wciąż są złączone. Zaczyna ocierać się swoim wzwodem o moje wrażliwe miejsce, które jest już dla niego bardzo mokre. Jęczę głośno, co zachęca go do jeszcze mocniejszego ocierania się o mnie. Ukrywa twarz w mojej szyi, a jego ciepły oddech sprawia, że odchylam głowę do tyłu z rozkoszy, co przyprawia mnie o dreszcze.
– Sienna! Wszystko w porządku? – krzyczy Brielle, wyłaniając się zza rogu i przyłapując nas. Oboje odwracamy się w jej stronę, a Ryker wciąż trzyma mnie dociśniętą do ściany. Moje usta przybierają jeszcze ciemniejszy odcień karmazynu, gdy patrzymy na siebie, po czym Ryker delikatnie stawia mnie na podłodze.
Odchrząkuję, poprawiając ubranie i wpatrując się we własne stopy. – Um, szukałam łazienki – jąkam się.
– Mmhmm – mówi Brielle z lekkim uśmiechem formującym się na jej twarzy, jakby chciała się roześmiać. – Wygląda na to, że się zgubiłaś – stwierdza, patrząc na mnie, jakby chciała powiedzieć: "niezła z ciebie zdzira". Przewracam oczami, odwracam się i odchodzę, by znaleźć łazienkę, zostawiając za sobą Rykera i Brielle.
Kiedy docieram do toalety, wchodzę do środka i zamykam za sobą drzwi na klucz. Opieram się o chłodne drzwi, rozkoszując się tym, jak koją moją rozgrzaną skórę, po czym osuwam się na podłogę. "Co tu się właśnie wydarzyło? Nie mam za grosz samokontroli, gdy w pobliżu jest Ryker. To tak, jakby jakiś seksualny potwór przejmował kontrolę nad moim ciałem i nie potrafię tego powstrzymać" – myślę sobie, opierając twarz w dłoniach, by się uspokoić.
Po chwili wstaję, podchodzę do umywalki i odkręcam zimną wodę. Ochlapuję twarz kilka razy i spotykam się wzrokiem z własnym odbiciem. – Opanuj się, Sienna – mruczę do siebie. Siadam na brzegu wanny, wycierając twarz nienaturalnie puszystym ręcznikiem. Będzie teraz tak niezręcznie, bo Brielle nas przyłapała, a on nawet nie wydawał się tym wzruszony. Zgaduję, że wcale mu to nie przeszkadzało – myślę, podczas gdy mój umysł odtwarza tę sytuację. W końcu zbieram się na odwagę, by wstać i wrócić do salonu.
W drodze korytarzem widzę idącą w moją stronę Brielle. – Sienna, potrzebuję twojej pomocy w przeglądaniu sukienek w internecie. Pójdziesz ze mną do biura? – pyta.
– Jasne, pewnie, oczywiście, że ci pomogę – mówię słodko. Przynajmniej nie wspomniała o tym, co się przed chwilą wydarzyło, co jest do niej niepodobne.
– Wiem, że nie jestem dziewicą, ale nadal chcę białą suknię. Myślisz, że to szaleństwo? – pyta z niepokojem.
– Nie, oczywiście, że nie, Brielle, to twój dzień. Załóż to, co chcesz – przekonuję ją.
Rozmawiając, Brielle prowadzi mnie do biura, gdzie znajduje się jej komputer. Gdy tylko wchodzimy do pokoju, widzę szerokie plecy mężczyzny, któremu pozwoliłam obściskiwać się ze mną na korytarzu. Właśnie rozmawia swobodnie z Calebem. "Czy będę w stanie się skupić, gdy on tu jest?" – zastanawiam się, nie mogąc ufać samej sobie.
Brielle siada na kanapie i otwiera laptopa. Wciąż lustruję wzrokiem świetne pośladki Rykera, dopóki ten nie odwraca się w moją stronę, jakby wyczuł moją obecność. Kiedy kieruje spojrzenie w moim kierunku, posyła mi szybki, łobuzerski uśmieszek, po czym znów skupia uwagę na tym, co mówi do niego Caleb. Więc ja skupiam się na pomaganiu Brielle, która wymienia jednym tchem ślubne tematy.
– Wiem, że nie chcesz zakładać brzydkiej sukienki dla druhen, więc co chciałabyś ubrać? – mówi, odwracając ekran laptopa w moją stronę. – Wskaż tę, która ci się podoba – dodaje.
– Brielle, na twój ślub założę cokolwiek, o co mnie poprosisz. To nie jest mój dzień – mówię.
– A co powiesz na tę szampańską sukienkę? – wskazuje palcem.
– Jest piękna, ale jest tak krótka, że tyłek by mi z niej wystawał – śmieję się.
– Cóż, w takim razie jest idealna. Po tym, co przed chwilą widziałam na korytarzu, ta sukienka znacznie ułatwiłaby dostęp – zauważa, po czym wybucha śmiechem i przewraca się na kanapę.
Wypluwam z ust łyk wody, zszokowana, że Brielle po prostu to z siebie wypluła, na tyle głośno, by wszyscy usłyszeli. – Ciii... – syczę, uderzając ją w ramię i przykładając palec do ust, gdy Caleb odwraca się, posyłając nam zdezorientowane spojrzenie.
Caleb patrzy na Rykera, szukając odpowiedzi, ale ten szybko odwraca wzrok, by uniknąć jego spojrzenia. – Co mnie ominęło? – pyta zdezorientowany Caleb.
– Nic, kochanie – mówi Brielle, wciąż się śmiejąc.
– Brielle, przestań! – mówię, patrząc na nią z zażenowaniem i wstając z kanapy. W pokoju nagle zrobiło się za gorąco. – Brielle, chodźmy. Muszę się czegoś napić – rzucam, dając do zrozumienia, że chcę stąd wyjść.
– Okej, chodź, seksowna suko! – mówi, klepiąc mnie w tyłek, co odbija się echem w pokoju. Pisnęłam z zaskoczenia, przyciągając pełną uwagę Rykera. Z wyrazu jego oczu wnioskuję, że wolałby, aby to on klapsnął mnie w pośladki, ale zmuszam się do skupienia i wyprowadzam Brielle z biura.
W kuchni Brielle wyciąga butelkę wina z szafki, chwytając dwa kieliszki. – Usiądźmy przed kominkiem – proponuje.
Kierujemy się do salonu i siadamy na podłodze, naprzeciwko siebie, podczas gdy płomienie trzaskają obok nas. – Zagrajmy w grę, tak jak za starych czasów – mówi.
– Okej, w jaką? – pytam, już domyślając się, co zaraz zaproponuje.
– Prawda czy wyzwanie – odpowiada z najszerszym możliwym uśmiechem.
– Tak myślałam – wykrzykuję, przewracając oczami. – Dobra, ale najpierw daj mi wypić kilka głębszych. Ta gra w naszym wydaniu zawsze robi się poważna – śmieję się, chwytając butelkę i pociągając długi łyk, zanim podaję ją Brielle. Uśmiecham się, gdy ją bierze i pociąga taki sam łyk jak ja.
– Zróbmy to! – rzucam z ekscytacją.
– Zaczynam, skoro jestem panną młodą – deklaruje Brielle.
– Jasne, potworna panno młoda – drażnię się ze śmiechem, ale kiedy gra ma się właśnie rozpocząć, chłopaki wchodzą z biura.
Caleb siada na kanapie blisko Brielle, a Ryker zajmuje miejsce na krześle, patrząc prosto na mnie. – Co tam knujecie, panie? – pyta Caleb, wpatrując się to w nas, to w na wpół pustą już butelkę wina.
– Gramy w Prawda czy wyzwanie, ale w dwie osoby to żadna frajda. Musicie zagrać z nami – błaga Brielle, wydymając dolną wargę.
Czuję, że zaczynam się denerwować, a wcale nie pomaga fakt, że wciąż czuję na sobie wzrok Rykera. Muszę walczyć z pragnieniem, które błaga mnie, abym odwróciła głowę. – Nie sądzę, żeby chcieli grać, Brielle – mówię, mając nadzieję, że się nie zgodzą. Zerkam ukradkiem na Rykera i nie mogę pozbyć się wrażenia, że on wie o moim zdenerwowaniu, a kiedy w końcu na niego patrzę, uśmiecha się szelmowsko.
– Jasne, zagramy – mówi Ryker.
Brielle piszczy z ekscytacji. – Pozwólcie, że przyniosę wam piwo, chłopcy, musicie się czegoś napić – rzuca Brielle i biegnie do kuchni. Wraca z całą zgrzewką piwa.
– Brielle, czy ty próbujesz wszystkich upić? – wykrzykuję.
– Oczywiście, tak jest o wiele zabawniej – mówi, wzruszając ramionami.
Chłopaki chwytają po piwie i czekają, aż Brielle wybierze, kogo zapyta. Gramy kilka rund, które mijają szybko, ponieważ każdy na początku wybiera prawdę. Potem znów przypada kolej Brielle, a ona patrzy na mnie. – Okej, Sienna, prawda czy wyzwanie? – pyta z uśmiechem.
– Wyzwanie – mówię, będąc już trochę wstawiona. W pierwszej rundzie wypiłyśmy całą butelkę wina. Teraz piłyśmy piwo chłopaków.
– Wyzywam cię, żebyś pokazała nam coś, czego jeszcze nikomu nie pokazywałaś – rzuca Brielle z porozumiewawczym uśmieszkiem, a ja natychmiast czuję na sobie wzrok Rykera.
Zastanawiam się nad jej wyzwaniem, próbując odgadnąć, o czym ona może mówić, ale mam pustkę w głowie. – Co właściwie mam zrobić? – pytam.
– Wiem, że masz kolczyk w miejscu, którego nikt wcześniej nie widział – uśmiecha się przebiegle. – Pokaż nam go – podpuszcza mnie.
Gdy Ryker słyszy o moich kolczykach, w jego oczach zapala się pożądanie. – Brielle, nie mogę tego zrobić – mówię, udając moją typową nieśmiałość.
– Dlaczego? Mój facet może popatrzeć. Jego wilk nie pozwoli mu na żadne głupoty, więc wcale się nie martwię – stwierdza, opierając się o czerwonego jak burak Caleba.
– No dobrze, niech będzie – rzucam, poddając się jej żądaniom. Nigdy nie wstydziłam się swojego ciała, więc na pewno się nie boję. Podnoszę się z podłogi i zaczynam podciągać koszulkę, z łatwością zdejmując ją przez głowę. Kiedy zerkam na Rykera, wygląda na oszołomionego, gdy stoję przed nim w czarnym, koronkowym staniku. Jego oczy wędrują po moich krągłych biodrach i płaskim brzuchu, ale gdy zaczynam rozpinać stanik, by go zdjąć, Ryker w ułamku sekundy staje przede mną. Nigdy w życiu nie widziałam, żeby ktoś poruszał się tak szybko.
– NIE! – warczy, wciskając mi koszulkę w dłonie. – Załóż koszulkę – żąda. Mogłam dostrzec w nim Alfę, a wyraz jego oczu mnie przeraził, ale Caleb po prostu zaczyna się śmiać.
– A nie mówiłem? Wiedziałem, że jej nie pozwoli – kwituje Caleb.
Patrzę na Brielle, na Caleba, a potem na Rykera. – Jaki masz problem? Nie jestem twoją własnością – prycham, wyrywając koszulkę z jego rąk, po czym odchodzę.
















