Schodząc z ganku, ruszam biegiem w stronę Caleba. – Co, u diabła, masz na myśli mówiąc, że odszedł? – warczę, zatrzymując się cale od jego twarzy. Caleb cofa się i unika mojego wzroku. – Przepraszam, Sienno. Kazał mi obiecać, że nie powiem ani słowa, kiedy rano przyłapałem go schodzącego podjazdem. Nie możesz go winić. Ryker zrobił to, co zrobiłby każdy dobry Alfa; nie pozwoliłby, aby jego Luna za
















