Lance ściska telefon tak mocno, że błękitne żyłki na jego dłoni wydają się bliskie pęknięcia. Rzuca telefonem, który uderza w stół i rozpada się na kawałki.
– Zatrzymać ją!
Zgrzyta zębami ze złości, a spanikowane pokojówki szybko uciekają we wszystkich kierunkach, próbując powstrzymać Andreę, zanim jej krzykliwy nowy wygląd i śmiała postawa wywołają skandal w prasie.
Kiedy pojawia się publicznie, pani Hamilton reprezentuje całą rodzinę Hamiltonów. Zgodnie z ich wizerunkiem, ubiera się konserwatywnie, nosząc skromne bluzki i sukienki z wysokim dekoltem, neutralne kolory i proste, schludne fryzury. Przez ostatnie trzy lata jej stroje były szyte na miarę, a włosy układane przez wysoko wykwalifikowanych specjalistów. Nie wypada, żeby pokazywała się w wyzywającej, czerwonej sukni.
Elegancka i piękna w długiej sukni o kroju syreny, Andrea schodzi po okazałych schodach z głową podniesioną jak królowa. Dziennikarze biegną w jej stronę, ale ochroniarze trzymają ich na dystans. Niektórzy z odważniejszych reporterów próbują przedrzeć się obok ochroniarzy, aby dotrzeć do Andrei. Do tej pory wszyscy słyszeli plotki o rozwodzie i wszyscy chcą zdobyć informacje z pierwszej ręki. Ochroniarze stoją mocno i brutalnie odpychają reporterów. Potem nikt nie odważa się działać pochopnie, ani nawet zrobić zdjęcia bez pozwolenia.
Słychać zbiorowy westchnienie, gdy Andrea wchodzi do pokoju. Uśmiecha się czarującym uśmiechem, przyciągając uwagę wszystkich. Pani Hamilton jest rzadką damą wysokiego rodu; choć jej maniery są nienaganne, a zachowanie ujmujące, rzadko kiedy udziela wizyt prasie. Teraz pojawia się publicznie, co zdarza się niezwykle rzadko. Piękno w jej uśmiechu i godność w jej postawie odróżniają ją od każdej innej kobiety w pokoju. Zarówno mężczyźni, jak i kobiety nie mogą powstrzymać się od wpatrywania się w nią.
Małżeństwo zaczęło się w tym pokoju i tutaj też się skończy. Stół jadalny z drewna hebanowego stoi na środku pokoju, nakryty delikatną porcelaną. Rzadki, specjalnie zamówiony diamentowy żyrandol wisi nad gośćmi. Atmosfera elegancji i arystokracji przenika powietrze. Pięć osób siedzi twarzą do drzwi: pan Aitkens, pani Aitkens i trzy siostry Andrei.
Wszyscy Aitkens zajęli już swoje miejsca, ale nikt nie odważy się narzekać na spóźnienie Hamiltonów. Status i władza Hamiltonów stawiają ich poza krytyką.
Atmosfera staje się napięta i w jadalni zapada cisza. Aitkensowie nie są zadowoleni z widoku Andrei. Zawsze była najmniej lubianym dzieckiem. Nawet w lepszych czasach jej siostry dokuczały jej i nazywały bękartem rodziny. Teraz rozwodzi się z Lance'em Hamiltonem i przynosi hańbę całej rodzinie Aitkensów. Ledwo mogą na nią patrzeć.
Aitkensowie nawet by nie przyszli, gdyby nie możliwość uzyskania dużej ugody lub okazja, by sprawdzić, czy któraś z pozostałych kobiet z rodziny Aitkensów może zastąpić Andreę jako żonę Lance'a. Gdy tylko Andrea siada, jej siostry zaczynają szeptać:
– Wiedziałam trzy lata temu, że Lance ją wyrzuci. Lance poślubiłby tylko damę, która podziela jego status. Dziecko urodzone poza małżeństwem nie zasługuje na niego.
– Słyszałam, że śpią w oddzielnych pokojach od czasu ślubu. Lance nigdy jej nie dotyka. Nic dziwnego, że nie wydała na świat spadkobiercy.
– Wiadomość, że Lance ją wyrzuca, wkrótce rozniesie się po całym mieście. Nikt inny nie weźmie kobiety zamieszanej w taki skandal.
– Słyszałam, że próbowała wskoczyć do morza, żeby zwrócić na siebie uwagę Lance'a, ale jej się nie udało. Potem stała się pośmiewiskiem. To tylko jeszcze bardziej go od niej oddaliło.
– Czy wiesz, że Lance dał jej nóż, żeby podcięła sobie żyły po tym, jak wyciągnięto ją z oceanu? Ale wiesz co? Wystraszyła się i wrzuciła nóż do morza. Jak bardzo to jest żenujące? Jakby to nie było wystarczająco upokarzające, że jesteśmy z nią spokrewnione.
Skakanie do morza, żeby popełnić samobójstwo? Dlaczego to brzmi źle? Andrea mgliście pamięta, jak w jakiś sposób wypadła z pokładu, gdy podziwiała nocny widok na przyjęciu na statku wycieczkowym w zeszłym miesiącu. Ta plotka nie może być przypadkiem. I dlaczego nie pamięta, jak upadła?
– Andrea, czy to prawda, że rozwodzisz się z Lance'em? – pyta Gabrielle, najmłodsza niezamężna siostra Andrei.
Andrea ostrożnie wybiera kieliszek ze stołu i bierze łyk. Posyła siostrze kokieteryjny uśmiech. Lekkie uniesienie jej różowych warg jest kuszące i piękne. Jej pozostałe siostry odwracają się, żeby na nią spojrzeć.
– Zdecydowanie jest w niej coś innego – myślą.
Kiedyś nosiła najzwyklejsze ubrania i makijaż. Jej garderoba była pełna bieli i szarości. Nigdy nie odważyła się podnieść głowy i rozmawiać z innymi ludźmi publicznie. Ludzie wyśmiewali ją jako pudla Lance'a, zadbanego i zawsze błagającego o jego uwagę. Była pokorniejsza niż służąca. Ale teraz jest w rubinowo czerwonej sukni, z silnym i dumnym wyrazem twarzy. Gdyby jej siostry nie wiedziały lepiej, uwierzyłyby, że jest zupełnie inną osobą.
Złośliwie zaczynają szeptać między sobą: – Jej sukienka jest tak niesmaczna. Nic dziwnego, że zostanie zredukowana do bezdomnej wyrzutki.
– Z pewnością chce przykryć upokorzenie wyrzucenia tym krzykliwym strojem.
Andrea powoli kręci winem i udaje, że nie słyszy drwin i pytań sióstr.
– Gabby, wiesz, jak Lance pytał mnie o ciebie – mówi – Lubi młode i ciche kobiety. Jeszcze niedawno powiedział…
Wrażliwa Gabrielle nie może powstrzymać się od rumienienia od ucha do ucha na słowa Andrei.
– Co jeszcze powiedział? – pyta z oczekiwaniem w głosie.
Każdy, kto ma pojęcie, może powiedzieć, że Andrea droczy się z Gabrielle – jest starsza i głośniejsza od Andrei. Ale druga najmłodsza panna Aitkens wyraźnie bardziej martwi się o Lance'a. Wolałaby zaryzykować stanie się obiektem żartów siostry, niż stracić szansę z Lance'em Hamiltonem.
– To, co Lance ma do powiedzenia, nie może być omawiane przez nikogo.
Głos dobiega zza nich i odwracają się w stronę drzwi. Starsza, ale dostojna kobieta prowadzi małą grupę do pokoju. Tą kobietą jest pani Hamilton, matka Lance'a, matriarchini rodziny.
Aitkensowie wstają i opuszczają głowy we wstydzie i podziwie. Boją się wywrzeć złe wrażenie i przynieść jeszcze więcej hańby i zakłopotania swojej rodzinie. Nikt nie odważa się usiąść bez jej pozwolenia. Stoją jak żołnierze czekający na inspekcję generała.
Andrea po prostu opiera się o krzesło z brokatu. Nawet nie prostuje postawy. Pani Hamilton ignoruje to zachowanie; z pewnością nie zrobi sceny przed prasą. Poza tym wie, że Andrea wkrótce zniknie.
– Zaprosiłaś tu media, próbując uzyskać więcej pieniędzy podczas rozwodu, rozumiem – mówi pani Hamilton – Teraz Robercie, poproś ich, żeby wyszli.
Machnięciem ręki lekceważąco i posuwa się dalej do pokoju. Pomimo wieku jej postawa jest królewska; jej plecy są proste jak kij, a głowę trzyma pod idealnym kątem czterdziestu pięciu stopni, podkreślając jej łabędzią szyję.
– Pani Hamilton, pan Hamilton powiedział, że ma coś do ogłoszenia – mówi nerwowo Robert – Prosi nas, żebyśmy pozwolili prasie zostać.
Pani Hamilton powoli unosi brwi: – Dobrze, niech podpisze umowę. – Jej twarz staje się przebiegła, gdy wbija szpilkę Andrei: – Myślała, że może zostać w kurniku bez znoszenia jaj, ale dostała nauczkę.
Sprawnie Robert wyjmuje dokumenty z teczki i kładzie je przed Andreą. Podaje jej złote pióro: – Panno Aitkens, w dokumentach jest napisane, że otrzyma pani pięć miliardów dolarów jako odszkodowanie za rozwód.
Andrea nie może uwierzyć w sposób, w jaki Robert się do niej zwraca, używając słowa takiego jak "odszkodowanie" i zmieniając "pani Hamilton" na "panna Aitkens". Andrea przewraca oczami na panią Hamilton. Lokaj nie odważyłby się być tak lekceważącym bez zwierzchniego polecenia. Czy naprawdę musi używać tak obraźliwego słowa jak odszkodowanie? Czy naprawdę zamierzają traktować ją jak jakąś p********ę?
– Nie – myśli z humorem – Oferują mi pięć miliardów dolarów. Przypuszczam, że to czyni mnie raczej ekskluzywną dziewczyną na telefon.
Oczy Aitkensów rozszerzają się, gdy słyszą, jak Robert ogłasza ugodę. Hamiltonowie wydają się płacić pięć miliardów dolarów tak swobodnie, jak dają napiwki.
– Panno Aitkens, jeśli nie ma żadnych problemów, proszę podpisać na pustej linii tutaj na dole – nalega Robert.
Andrea szybko przegląda umowę i chichocze: – Właściwie mam problem.
















