Poza jej miliardem: Niewidzialny tytan

Poza jej miliardem: Niewidzialny tytan

Autor: Vesper • Lune

Arogancki doktor
Autor: Vesper • Lune
23 lip 2026
Oczy Cecilii wyszły z orbit w czystym szoku. Jej szczęka lekko opadła, a usta rozchyliły się z niedowierzania, gdy ta diagnoza odbiła się echem w sterylnej ciszy oddziału VIP. Kaelen właśnie bezbłędnie zidentyfikował jej bolesne migreny, zawstydzające epizody biegunki i niewypowiedziany dyskomfort wywołany hemoroidami na podstawie zaledwie przelotnego spojrzenia na jej język. Piekąca fala gorąca wpłynęła na jej szyję, barwiąc policzki na karmazynowo. Stała zesztywniała, złapana w upokarzający ogień krzyżowy między prawdą a zaprzeczeniem. Mimo to, jej potężna duma nie pozwalała jej się wycofać. Nie mogła zaakceptować faktu, że ten młody człowiek posiada tak głęboki zmysł medyczny. Krzyżując ramiona obronnym gestem na klatce piersiowej, uparcie zadarła podbródek. Prychnęła, wymuszając z siebie ostry śmiech. – Musiało ci się po prostu poszczęścić, zgadując w ciemno. Każdy mógłby rzucić kilkoma powszechnymi objawami, zaobserwować bladą twarz i ostatecznie trafić w dziesiątkę. Kaelen pozostał niewzruszony jej rozkapryszonym zachowaniem. Nie zaszczycił jej więcej ani jednym spojrzeniem, całkowicie ignorując jej dziecinne wypieranie faktów. Zamiast tego podszedł zdecydowanym krokiem do szpitalnego łóżka, by zbadać jej umierającego dziadka, Alistaira. Starszy człowiek leżał nieruchomo, będąc zaledwie cieniem tytana, którym kiedyś był. Kaelen wyciągnął rękę, a jego palce delikatnie spoczęły na nadgarstku Alistaira, by zbadać nieregularny puls pod cienką jak papier skórą. Pochylił się nad łóżkiem, jego ciemne oczy analizowały upiorną cerę, nienaturalny niebieskawy odcień na ustach starca oraz płytkie, chrapliwe oddechy uchodzące z jego zapadniętej klatki piersiowej. Kliniczne kawałki układanki połączyły się w umyśle Kaelena w jedną całość. W ułamku sekundy wydedukował prawdę. Patriarcha wcale nie cierpiał na zwykłą chorobę czy naturalny proces niewydolności narządów. Potężna, szybko działająca trucizna właśnie pustoszyła jego układ, z bezwzględną skutecznością rozrywając narządy wewnętrzne. – Panno Sinclair – odezwał się Kaelen stanowczym głosem, odwracając się do Valerii. – Potrzebuję zestawu wysterylizowanych srebrnych igieł. Natychmiast. Valeria wyczuła powagę w jego tonie. – Już się robi – zgodziła się. Dała znak dłonią gorylowi stojącemu przy drzwiach. Potężnie zbudowany mężczyzna wybiegł z sali. Kilka minut później wrócił, zdyszany, trzymając w dłoniach dziewiczo czyste drewniane pudełko zawierające wymagane igły do akupunktury. – Dziękuję. – Kaelen odebrał pudełko. Rozpiął jedwabną koszulę od piżamy Alistaira, odsłaniając jego wątły, zapadnięty brzuch. Lekko opukał kostkami bladą skórę, a miarowy dźwięk wypełnił pomieszczenie, gdy mapował poszczególne punkty ucisku. Bez wahania otworzył pudełko i zaczął wkłuwać cienkie, srebrne igły w wyznaczone miejsca na brzuchu Alistaira. Jego dłonie poruszały się z lekką, ale stanowczą zręcznością. Wprowadzał każdą igłę w skórę pod idealnym kątem i na dokładnie wymierzoną głębokość. Valeria przyglądała się uważnie jego technice, a jej oczy rozszerzyły się z podziwu. W swoim życiu spotkała wielu ekspertów z dziedziny tradycyjnej medycyny, jednak doświadczenie i pewność siebie bijeące z ruchów Kaelena przewyższały ich wszystkich. Operował z gracją i precyzją mistrza uzdrawiania, a jego palce tańczyły po skórze, nie zadając kruchemu pacjentowi najmniejszego bólu czy dyskomfortu. Gdy wszystkie szesnaście srebrnych igieł znalazło się już symetrycznie w pożądanych punktach, lśniąc w ostrym, jarzeniowym świetle oddziału, Kaelen wypuścił z ust ciężki oddech. Wytarł kroplę potu z czoła grzbietem dłoni – fizyczne obciążenie płynące z intensywnej koncentracji odmalowało się wyraźnie na jego twarzy. Odwrócił się w stronę zaniepokojonych kobiet. Wyraz jego twarzy pozostał bezkompromisowy i niezwykle poważny. – Wasz dziadek został celowo otruty – ostrzegł je tonem, który nie pozostawiał miejsca na dyskusję. Valeria zasapała, a jej dłonie powędrowały w górę, by zakryć usta. – Otruty? – Zgadza się – stwierdził z całą stanowczością Kaelen. – Miną dokładnie dwie godziny, zanim te srebrne igły wyssą śmiertelną toksynę z jego umierającego organizmu. Nie wolno wam ich dotykać. – Wbił wzrok w Valerię, wydając surową, bezwzględną instrukcję. – Pod żadnym pozorem nie wolno wam usunąć tych igieł przed upływem dwóch godzin. Zrobienie tego doprowadzi do katastrofalnych, wręcz śmiertelnych skutków ubocznych. Pozostawił te ważkie słowa zawieszone w gęstym powietrzu, upewniając się, że śmiercionośna waga jego instrukcji dotarła do ich świadomości. – Muszę skorzystać z łazienki. Czuwajcie nad nim. Kaelen odwrócił się na pięcie i wyszedł z oddziału, a drzwi zatrzasnęły się cicho za jego plecami. Zaledwie minutę po jego wyjściu cisza w pokoju prysła. Ciężkie, drewniane drzwi otworzyły się z impetem, a do sali wtargnęła potężna grupa elitarnych lekarzy szpitala. Mieli na sobie świeżo wyprasowane białe fartuchy, stetoskopy zawieszone na szyjach i nosili się z aurą niezasłużonego autorytetu. Na czele grupy stał łysiejący mężczyzna o siwych skroniach, kroczoący z niesamowitą arogancją – doktor Brenner, uznany dyrektor medyczny szpitala. Twarz Cecilii rozjaśniła się z poczucia ulgi. Rzuciła się do przodu, płaszcząc się przed słynnym w Eldridge lekarzem. Ufała jego skrojonemu na miarę garniturowi i ugruntowanemu prestiżowi znacznie bardziej, niż jakiemuś młodzikowi pokroju Kaelena o jakiejkolwiek porze dnia i nocy. – Doktorze Brenner! Dzięki niebiosom, że pan tu jest. Proszę, musi pan uratować mojego dziadka. – Proszę się nie martwić, panno Sinclair. Od tej chwili jest w najlepszych rękach – oświadczył dumnie dr Brenner, obdarzając ją wyuczonym, krzepiącym uśmiechem. Poodszedł do łóżka pacjenta w stanie krytycznym, a jego świta rozstawiła się za jego plecami. W chwili gdy jego wzrok padł na pacjenta, zadowolony uśmieszek zniknął bez śladu, zastąpiony przez wyraz głębokiego obrzydzenia i zmarszczone brwi. Wpatrywał się w tradycyjne, srebrne szpilki wystające ze skóry miliardera, a jego twarz wykrzywiła się ze wstrętem. – Co to za archaiczne bzdury? – zażądał wyjaśnień dr Brenner, a jego głos rozszedł się po oddziale. Wyciągnął rękę, celując by wyrwać igły z brzucha pacjenta. – Czekać! – zainterweniowała Valeria. Rzuciła się do przodu, blokując lekarzowi dostęp do łóżka własnym ciałem. – Proszę tego nie dotykać. Brenner wbił w nią mordercze spojrzenie, zirytowany tą niespodziewaną przeszkodą. – Co to ma znaczyć, panno Sinclair? Proszę się odsunąć, abym mógł zająć się pacjentem. Valeria twardo stała na swoim, powtarzając groźne ostrzeżenie Kaelena. – Inny uzdrowiciel właśnie go przed chwilą leczył. Oświadczył, że mój dziadek przyjął śmiertelną truciznę. Przerwanie tego delikatnego leczenia zbyt wcześnie poskutkuje śmiertelnymi powikłaniami. Musimy zostawić te igły w jego ciele na równe dwie godziny. Doktor Brenner prychnął kpiąco. Zerknął za siebie, na świtę swoich podwładnych lekarzy, którzy posłusznie i na zawołanie zachichotali. – Cóż za zbiór nienaukowych, gównianych farmazonów – oznajmił, machając lekceważąco ręką. Znów spojrzał na Valerię, a jego oczy pełne były pełnej pychy pogardy. – Jaki jest sens istnienia nowoczesnych lekarzy i naszych milionów dolarów ulokowanych w sprzęcie medycznym, skoro malutkie igły mogą ot tak, w magiczny sposób, wyleczyć śmiertelną chorobę? Cecilia natychmiast poparła aroganckiego lekarza, stając tuż obok niego. – On ma rację, Valeria! Ten Kaelen był tylko młodym, zakłamanym oszustem. Wcześniej udało mu się trafić fuksem z moją kondycją, a teraz pogrywa w chore gry życiem dziadka. Jak możesz ufać jego prymitywnym kłamstwom bardziej, niż najlepszemu umysłowi medycznemu w Eldridge? Szmery zgody przetoczyły się przez grupę kolegów po fachu stojących za plecami Brennera. Kiwali głowami, rzucając Valerii oceniające, pełne litości spojrzenia, w związku z tym, że dała się nabrać na taki przekręt. Podbudowany poparciem swojego personelu i ślepą wiarą Cecilii, dr Brenner zlekceważył obawy Valerii, uznając je za niebezpieczny, prymitywny przesąd. – Panno Sinclair, pozwala pani, aby stres zamroczył pani osąd. My tutaj opieramy się na nauce, a nie na sztuczkach rodem z salonu. – Nie rozumieta pana – błagała Valeria, a jej głos drżał, w czasie gdy wciąż starała się utrzymać pozycję swojego ciała pomiędzy Brennerem a łóżkiem. – Był niezwykle stanowczy w kwestii konsekwencji— – Jestem szalenie zajętym człowiekiem i nie mam czasu do stracenia – przerwał dr Brenner, wypinając dumnie klatkę piersiową. Spojrzał na nią z góry i oświadczył z całkowitą ostatecznością: – Jeśli wyciągnę te igły i cokolwiek stanie się starszemu panu Sinclair, wezmę za to pełną, osobistą odpowiedzialność. Nie czekając na dalsze protesty, odepchnął z drogi Valerię. Z niesamowitą arogancją doktor Brenner złapał wszystkie szesnaście igieł w zbitą chmarę i jednym płynnym szarpnięciem wyrwał je ze skóry. Monitory medyczne zaczęły przeraźliwie wyć. Wątłe ciało Alistaira zaczęło konwulsyjnie rzucać się na materacu. Jego plecy wygięły się twardo w łuk i oderwały od łóżka, gdy jego kończynami targały niekontrolowane spazmy. Ta przerażająca reakcja mroziła krew w żyłach. Jego blada twarz przybrała upiorny, martwiczy odcień czerni, a resztki koloru odpłynęły z jego skóry, gdy niczym niehamowana toksyna zaczęła pustoszyć krwiobieg. Gęsta, ciemna krew chlusnęła z jego nosa i ust, plamiąc nieskazitelnie białe prześcieradła upiornym, atramentowym szkarłatem. Aparatura podtrzymująca życie, śledząca jego drastycznie spadające funkcje życiowe, wybuchła gorączkowym, ciągłym pikaniem. Czerwone światła alarmowe rozbłysły na ekranach, sygnalizując całkowitą awarię organizmu. – Co... co się tu dzieje? – wyjąkał Brenner w całkowitej panice. Jego wcześniejsza arogancja roztrzaskała się, ustępując miejsca czystemu przerażeniu, gdy akcja serca pacjenta zatrzymała się tuż pod jego dłońmi. – Dziadku! – wrzasnęła Cecilia, zataczając się do tyłu, dopóki nie uderzyła plecami o ścianę. – Zróbcie coś! – krzyknęła przeraźliwie Valeria, a w jej oczach zalśniły łzy. Doktor Brenner rzucił się do zdesperowanej, spoconej resuscytacji krążeniowo-oddechowej. Uderzył dłońmi o klatkę piersiową Alistaira i zaczął ją uciskać w absolutnym szaleństwie. – Dawajcie wózek reanimacyjny! Podajcie miligram adrenaliny! – krzyknął do swojego zamrożonego w bezruchu personelu, a jego głos łamał się z paniki. Lekarze zaczęli biegać w popłochu, wykrzykując sprzeczne ze sobą rozkazy, ale wszystko było bezcelowe. Brenner uciskał klatkę piersiową starca ze wszystkich sił, a pot z jego czoła ściekał mu na czerniejącą skórę umierającego człowieka. Gęsta, ciemna krew z każdym kolejnym zdesperowanym uciskiem wypływała z ust Alistaira ze zdwojoną siłą. Funkcje życiowe wpadły w śmiertelne, pikujące doły. Niestabilne linie na monitorze ostatecznie wygładziły się w jeden, przeraźliwie ciągły, druzgocący dźwięk. Pokonany, przemoczony potem i drżący od stóp do głów doktor Brenner przerwał uciśnięcia. Odstąpił od zrujnowanego krwią łóżka i powoli odwrócił się twarzą w kierunku zszokowanych kobiet. Jego twarz była blada jak popiół, a oczy wytrzeszczone z ogromnego niedowierzania i najczystszego strachu. – Stary pan Sinclair... – wydukał słabo Brenner, a jego głos był zaledwie pustym szeptem wśród ryku wyjących alarmów. – On... umiera. Zarówno Valeria, jak i Cecilia wpatrywały się w niego bez słowa. Obezwładniający ciężar przerażającego i zakrwawionego widoku przygwoździł je do podłogi. Stały całkowicie sparaliżowane z powodu niewyobrażalnego, duszącego szoku, niezdolne odwrócić wzroku od rozmiaru tych katastrofalnych zniszczeń.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Arogancki doktor – Poza jej miliardem: Niewidzialny tytan | Czytaj powieści online na beletrystyka