Poza jej miliardem: Niewidzialny tytan

Poza jej miliardem: Niewidzialny tytan

Autor: Vesper • Lune

Kolacja Charytatywna
Autor: Vesper • Lune
23 lip 2026
Kaelen zamarł, a zuchwałe słowa wciąż dzwoniły mu w uszach. Jego wzrok pozostał utkwiony w nieskazitelnej twarzy Walerii. Emanowała zapierającym dech w piersiach, iście afrodytowym wdziękiem. Jej zmysłowy urok owinął się wokół niego, na moment odbierając mu mowę. Była urodzoną femme fatale, z łatwością usidlając każdego w swoim zasięgu urzekającym uśmiechem. Widząc jego szczere zmieszanie, Waleria wydała z siebie lekki, melodyjny śmiech. Jej piersi falowały od wesołości, przyciągając wzrok do jej ponętnych krągłości. Kaelen z trudem odrywał szeroko otwarte oczy od jej uderzająco pięknej twarzy. Im dłużej patrzył, tym trudniej było mu ignorować jej zjawiskową figurę. "Skąd to zszokowanie?" droczyła się, a w jej oczach tańczyły chochliki. "Tylko się zgrywam." Błyskawicznie jej żartobliwa postawa zniknęła, zastąpiona tonem głębokiej powagi. Spojrzała na niego, a wyraz jej twarzy spoważniał. "Panie Vance, wracając do sedna sprawy. Rozpaczliwie muszę prosić pana o jeszcze jedną, gigantczną przysługę." "O co chodzi?" zapytał Kaelen, odzyskując panowanie nad sobą. "Wie pan, że mój elitarny zespół ochroniarzy stacjonuje w szpitalu, by chronić mojego bezbronnego dziadka," wyjaśniła Waleria logicznie. "Ja jestem odsłonięta. Jestem narażona na kolejny nieprzewidywalny atak ze strony Grupy Vexor. Chcę wiedzieć, czy byłby pan skłonny pełnić rolę mojego osobistego ochroniarza i zaciekle chronić mnie dwadzieścia cztery godziny na dobę przez jakiś czas." Kaelen uniósł brew. "Osobistego ochroniarza? Panno Sinclair, czy nie miałoby większego sensu, aby po prostu ukryła się pani w jakimś bezpiecznym i ufortyfikowanym miejscu, dopóki ta burza nie minie?" Waleria odpowiedziała ciężkim westchnieniem. "To niemożliwe, panie Vance. Rodzina Sinclairów organizuje dziś wieczorem wielką, charytatywną kolację w klubie Eclipse. Jako główny organizator muszę publicznie pełnić rolę gospodarza wydarzenia. Moja nieobecność byłaby oznaką słabości." Zatrzepotała rzęsami, pochylając się nieznacznie, by dodać nieco dramatyzmu. "Poza tym, co jeśli ktoś postanowi wywołać dziś wieczorem skandal? Bezbronna dama taka jak ja nie miałaby szans obronić się przed uzbrojonymi zamachowcami." Kaelen milczał, będąc głęboko niechętnym angażowaniu się w krwawą wojnę przestępczego półświatka rodziny miliarderów. Wyczuwając jego wahanie, Waleria po mistrzowsku rzuciła swoim atutem. Zamrugała niewinnie, wskazując na jaskrawą rzeczywistość. "Gdyby coś niefortunnego miało mnie nagle spotkać, nie byłoby nikogo żywego, kto mógłby jutro dostarczyć rzadkie ziele canscory, którego tak desperacko pan potrzebuje." Wspomnienie o ziole trafiło w sedno. Kaelen był zdesperowany, by zdobyć ten rzadki składnik dla swojego chorego przyjaciela. Nie mógł pozwolić sobie na żadne potknięcia, zanim nie wpadnie ono w jego ręce. W końcu uległ, wypuszczając z siebie krótkie westchnienie. "Dobrze. Będę cię chronił." "Bardzo dziękuję, panie Vance," mruknęła Waleria. Posłała mu chytry, pełen satysfakcji uśmiech. Kaelen nie zdawał sobie sprawy, że pod jej logicznymi argumentami, jej prawdziwe, płonące zainteresowanie w znacznie większym stopniu dotyczyło eksplorowania głębokiej tajemnicy jej zdolnego, nowego ochroniarza, niż samej ochrony fizycznej, którą oferował. Później, dokładnie tego samego wieczoru, scena przeniosła się do klubu Eclipse. Majestatyczny, wystawny, inspirowany stylem wiktoriańskim prywatny lokal był własnością i był zarządzany przez bogatą rodzinę Sinclairów. Wspaniały obiekt był gigantyczny, przypominając rozległy luksusowy hotel. Charakteryzował się rozłożystymi dwuspadowymi dachami, rozległymi wykuszami i misternymi dekoracyjnymi rzeźbami. Wnętrze emanowało podobną świetnością, zaprojektowaną tak, by wzbudzić podziw każdego, kto miał szczęście wejść do środka. Na zewnątrz posesję otaczały wypielęgnowane ogrody, ciągnące się winnice i nieskazitelne, sztuczne jezioro. Posiadłość rojiła się od elity miasta. Elegancki, czarny mercedes podjechał łagodnie do wejścia. Tylne drzwi się otworzyły i przepiękna kobieta wyszła w błysk fleszy lokalu. Sienna przybyła ubrana nienagannie w nieskazitelną, powłóczystą, czarną suknię wieczorową. Ciemny materiał przylegał do jej oszałamiającej figury, podkreślając jej długie nogi i nieskazitelną skórę. Jej pełna gracji, lodowata prezencja natychmiastowo i bez najmniejszego wysiłku zniewoliła okolicznych gapiów. Poruszała się z wrodzoną elegancją, która definitywnie ugruntowała jej legendarny status jako jednej z wielbionych Czterech Piękności Eldridge. "Cóż za piękna kobieta! Czy to jakaś znana aktorka?" wyszeptał jeden z gości. "Jej twarz i figura są nie z tego świata," mruknął inny. "Czy to nie prezes Grupy Aegis? Ona jest jedną z Czterech Piękności!" Ludzie kręcący się przy wspaniałym wejściu patrzyli z podziwem, szepcząc między sobą, podczas gdy jej obecność ich całkowicie przyćmiła. Mimo to jej onieśmielająca aura powstrzymywała każdego przed odwagą podejścia i przedstawienia się. Wysiadając z drugiej strony samochodu, Vera, sekretarka Sienny, otwarcie zachwycała się oszałamiającą, opływającą w bogactwo architekturą klubu. "Nigdy bym nie pomyślała, że Eclipse jest aż tak wspaniałe! Projekty i rzeźby są wprost zachwycające!" Sienna omiotła wzrokiem rozległą posiadłość. Nawet przy jej wymagających standardach musiała przyznać, że Eclipse stanowiło klasę samo w sobie. "Sienna, tu jesteś!" zawołał czyjś głos. Młody mężczyzna w świetnie skrojonym garniturze i okularach ruszył pewnym krokiem w stronę ich małej grupy. Był to Dexter Bellerose, zadowolony z siebie i arogancki drugi syn rodziny Bellerose. "Panie Bellerose, czy pan również jest zainteresowany dzisiejszą kolacją charytatywną?" powitała go Sienna z uprzejmym dystansem. "Nie interesuje mnie byle jaka kolacja charytatywna," odpowiedział Dexter, wypinając pierś. "Ale to wydarzenie jest organizowane przez rodzinę Sinclairów. Kto by nie był zainteresowany?" Wskazał szeroko na wspaniały budynek. "Rodzina Sinclairów jest bezsprzecznie jednym z członków Rządzącej Trójki. Ich finansowa potęga i wpływy nie mają sobie równych w Eldridge. Zdobycie zaproszenia na ich wydarzenie jest marzeniem każdej firmy w stanie." Vera uśmiechnęła się porozumiewawczo. "Panie Bellerose, czy jest pan pewien, że tylko to pana interesuje?" Dexter zachichotał, a chełpliwy, pełen samozadowolenia uśmieszek zagrał na jego ustach. Z pewnością siebie ogłosił swój prawdziwy, ukryty motyw udziału w balu charytatywnym. "Oczywiście, że mam ukryty motyw. Jestem tu, aby pomóc wam obu." "Pomóc nam?" zapytała Vera, a jej oczy rozszerzyły się w zdumieniu. Dexter pochylił się blisko Sienny, przechwalając się głośno, by ci stojący w pobliżu mogli usłyszeć. "Doszły mnie słuchy, pewne plotki, że Grupie Aegis cudem udało się trafić na listę kandydatów do zostania jednym z głównych partnerów biznesowych rodziny Sinclairów. Dla firmy takiej jak Aegis to nie lada wyczyn nawiązać partnerstwo z takim tytanem." Klepnął się w pierś. "Dlatego właśnie tu jestem osobiście. Zamierzam wykorzystać moje ogromne koneksje rodzinne i szepnąć o was dobre słowo w waszym bezpośrednim imieniu. To zwiększy wasze szanse na podpisanie tego upragnionego kontraktu." Vera była wniebowzięta na myśl o tak wspaniałej perspektywie. Partnerstwo to podniosłoby reputację Grupy Aegis i wywindowało jej własny status jako sekretarki pani prezes. Natychmiast zaczęła mu się podlizywać. "To byłoby niesamowite! Dziękuję bardzo, panie Bellerose!" "Nie ma za co," powiedział Dexter. Posłał Siennie celowy, głęboko czuły uśmiech. "Biorąc pod uwagę moje specjalne relacje z Sienną, wyświadczenie tak ogromnej przysługi to żaden problem." Vera ochoczo i nachalnie grała z nim w tę grę. "Oczywiście! Rodziny Bellerose i Caldwell są już praktycznie jak jedna, wielka, szczęśliwa rodzina." Jednak, pomimo ogromnych implikacji biznesowych, o których dyskutowano zaledwie kilka cali od niej, Sienna w ogóle nie słyszała ani jednego słowa z całej ich wymiany zdań. Jej ostre spojrzenie było przykute do znajomej sylwetki stojącej w milczeniu przy luksusowym aucie z importu w znacznej odległości. Od razu rozpoznała te szerokie ramiona. To był Kaelen. Nagła, ciężka fala intensywnego poczucia winy zalała jej serce. Widok jego obecności wywołał żywe wspomnienia o druzgocącej prawdzie, którą poznała w szpitalu. Świadomość zniszczonego kryształowego naszyjnika pożerała jej sumienie. Przypomniała sobie swoje ostre, nieuzasadnione słowa, sposób, w jaki go osądziła, nie słuchając jego wersji wydarzeń. Widok jego osoby stojącego na tym charytatywnym balu wydawał się idealną, rozpaczliwie potrzebną okazją, aby w końcu wyjaśnić ich okropne nieporozumienie. Musiała go oficjalnie przeprosić i zasypać nagłą przepaść, która między nimi powstała. Instynktownie zostawiła Dextera i Verę w tyle, ruszając szybkim krokiem w jego stronę. "Kaelen!" zawołała, mając nadzieję, że zwróci jego uwagę. Zrobiła kolejny krok, gotowa się wytłumaczyć, ale wtedy nagle zatrzymała się w miejscu. Oddech boleśnie uwiązł jej w gardle. Intymnie blisko boku Kaelena stała uderzająca, niebezpiecznie piękna postać. Była to oszałamiająca kobieta, nienagannie ubrana w obcisłą jak druga skóra, ognistoczerwoną markową sukienkę, która bezbłędnie eksponowała jej ponętne, bujne kształty. Nieznajoma kobieta promieniowała zniewalającą, niesamowicie potężną aurą szlachetności i niedotykalnej gracji. Wyglądała dokładnie jak królowa, która zstąpiła z niebios tylko po to, by zaszczycić swoich marnych poddanych swoją wzbudzającą podziw obecnością.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Kolacja Charytatywna – Poza jej miliardem: Niewidzialny tytan | Czytaj powieści online na beletrystyka