Poza jej miliardem: Niewidzialny tytan

Poza jej miliardem: Niewidzialny tytan

Autor: Vesper • Lune

Cudowne Nakłuwanie
Autor: Vesper • Lune
24 lip 2026
Rozdzierając sparaliżowaną ciszę, która ogarnęła oddział VIP, Waleria rzuciła się naprzód. Jej dłonie zacisnęły się na nieskazitelnie białym kołnierzyku doktora Brennera, wykręcając drogi materiał, aż zaczął go dusić. "Ty bezużyteczny śmieciu!" krzyknęła, a jej głos łamał się z wściekłości. "Mówiłam ci, żebyś nie usuwał tych igieł! A teraz spójrz na niego! Jeśli mój dziadek umrze na tym łóżku, przysięgam, że sama cię zabiję!" Wcześniejsza arogancja Brennera ustąpiła miejsca czystemu przerażeniu. Pot lał mu się z czoła, gdy drżał w jej uścisku. "Nie! To nie ma ze mną nic wspólnego!" wyjąkał, kręcąc głową na boki w desperackiej panice. "To ten drugi uzdrowiciel! Jego archaiczne metody doprowadziły do tego krytycznego załamania! To przez jego prymitywne igły!" W chwili, gdy Brenner próbował zrzucić winę na nieobecnego uzdrowiciela, ciężkie drewniane drzwi łazienki otworzyły się z trzaskiem. Kaelen spacerowym krokiem wrócił do sali, od niechcenia wycierając krople wody z dłoni papierowym ręcznikiem. Jego zrelaksowana postawa prysła w sekundzie, gdy jego wzrok padł na szpitalny materac. Alistair miał konwulsje, cały we krwi, a ciemny szkarłat plamił białą pościel, podczas gdy monitory medyczne wyły, ostrzegając o całkowitej niewydolności ogólnoustrojowej. Kaelen zmarszczył brwi, a jego oczy zwęziły się na widok tej katastrofalnej sceny. "Czy nie poinstruowałem was jasno, żebyście zostawili te igły w spokoju?" jego głos przebił się przez ryczące alarmy, stoicki, lecz podszyty ostrym jak brzytwa tonem. "Dlaczego mnie zignorowano?" Widząc przed sobą wygodnego kozła ofiarnego, doktor Brenner wyrwał się z uścisku Walerii i szarżował na Kaelena. Chwycił ramię młodego mężczyzny, wbijając palce mocno w materiał rękawa. "To twoja sprawa!" krzyknął Brenner, a z jego bladych ust tryskała ślina. "To ty w ogóle umieściłeś te niebezpieczne igły! Twoje głupie nakłuwanie doprowadziło starego pana Sinclaira do stanu krytycznego! To ty ponosisz winę za ten śmiertelny kryzys!" Kaelen nie wzdrygnął się ani nie odsunął. Uniósł tylko jedną brew, spoglądając na drżące, spocone dłonie lekarza. "Czy mam rację, zakładając, że to ty tak naprawdę je usunąłeś?" "A co jeśli tak?" odparował Brenner, wypinając pierś, choć jego głos wciąż drżał. "Niewiele," odpowiedział Kaelen z chłodnym, kąśliwym sarkazmem. "Jestem tylko trochę ciekaw. Jakim cudem udało ci się zostać lekarzem, skoro jesteś tak niewykwalifikowany i nieodpowiedzialny?" "Ty mały..." Zanim Brenner zdążył dokończyć zdanie, Waleria odepchnęła jąkającego się lekarza na bok. Jej pchnięcie miało w sobie tyle desperackiej siły, że Brenner zatoczył się przez salę i o mało nie roztrzaskał się o twardą, szpitalną podłogę. Nawet nie zaszczyciła go drugim spojrzeniem. Podbiegła, by stanąć przed Kaelenem, a jej twarz była obrazem czystej desperacji. "Panie Vance, błagam," poprosiła Waleria, wyciągając ręce, by chwycić jego dłonie. W jej oczach wezbrały łzy. "Nie mamy już czasu. Musi pan uratować mojego umierającego dziadka!" Doktor Brenner podniósł się z trudem, poprawiając krzywe okulary. "Panno Sinclair, ten chłopak to oszust! Niech pani nie da się naciągnąć!" Wskazał drżącym palcem na Kaelena. "A ty! Ostrzegam cię. Stary pan Sinclair to człowiek o ogromnych wpływach. Jeśli go dotkniesz i nie uda ci się go uratować, sprowadzisz na siebie poważne, śmiertelne konsekwencje." Cierpliwość Kaelena wyczerpała się. Pokręcił głową, uwalniając dłonie z uścisku Walerii. Odwrócił się w stronę ciężkich drewnianych drzwi z lekceważącą postawą. "Skoro tak, nie będę leczył starca. Sami możecie zająć się jego zwłokami." Panika ogarnęła Walerię na myśl o utracie ich jedynej nadziei. Odwróciła się i wymierzyła doktorowi Brennerowi potężny, dźwięczny policzek. Ostry trzask odbił się echem po przestronnej sali, pozostawiając jaskrawoczerwony odcisk dłoni, który zakwitł na jego skórze. "Zamknij pysk!" ryknęła na zszokowanego lekarza, a jej klatka piersiowa falowała ciężko. Jej zaciekły wyraz twarzy znów stopniał w desperackie błaganie, gdy ponownie odwróciła się do Kaelena. "Proszę, panie Vance. Proszę go zignorować. Obiecuję panu, że jeśli wyciągnie pan mojego dziadka znad krawędzi, potężna rodzina Sinclairów będzie panu dłużna ogromną, zmieniającą życie przysługę. Przysięgam na swoje nazwisko." Kaelen zatrzymał się z dłonią zawieszoną nad klamką. Wypuścił długo powietrze, wracając do chaotycznego łóżka. "Spróbuję," powiedział, a jego ton był pełen powagi. "Ale zakłócenie spowodowało, że toksyna zmutowała. Jest teraz znacznie bardziej agresywna. Zwykła akupunktura już go nie wyleczy. Potrzebuję czegoś konkretnego." "Czegokolwiek potrzebujesz," obiecała Waleria bez wahania. "Po prostu powiedz." "Potrzebuję dokładnie ćwierć funta gąsienic, ćwierć funta pająków i ćwierć funta karaluchów," stwierdził Kaelen z kamienną twarzą. "Usmażcie je wszystkie na głębokim tłuszczu i szczelnie zamknijcie mieszankę w hermetycznym pojemniku." Twarz Cecylii wykrzywiła się w wyraźnym obrzydzeniu. "Co? Po co ci te groteskowe rzeczy? To przyprawia o mdłości!" Waleria posłała siostrze mordercze spojrzenie. "Przestań narzekać i idź! Znajdź te rzeczy natychmiast!" Zdając sobie sprawę, że nie ma innego wyjścia, Cecylia przełknęła żółć. Odwróciła się na pięcie i gorączkowo wybiegła z sali, dając znak swoim elitarnym ochroniarzom, by podążyli za nią do brudnego półświatka miasta w celu zdobycia makabrycznej mieszanki. Czas wlókł się w bolesnych sekundach. Monitory pikały w gorączkowym rytmie, śledząc uciekające życie w żyłach Alistaira. Wkrótce drzwi otworzyły się z hukiem. Cecylia wbiegła z powrotem do środka, ściskając zamknięty plastikowy pojemnik. Wyglądała blado, trzymając go na wyciągnięcie ręki, gdy podawała go siostrze. "Panno Sinclair, proszę poczekać, aż skończę leczenie," poinstruował Kaelen. "Potem proszę otworzyć ten pojemnik blisko jego nosa i ust." "Zrozumiałam," skinęła głową Waleria, ściskając plastikowe pudełko mocno przy piersi. Kaelen podszedł do przesiąkniętego krwią łóżka. Wyciągnął swój skórzany futerał ze srebrnymi igłami i wziął głęboki, uspokajający oddech. Jego spojrzenie wyostrzyło się, nabierając laserowego skupienia. Zamierzał rozpocząć leczenie, wykorzystując dawno zaginioną, wysysającą energię starożytną sztukę Cudownego Igłowania. Jego palce poruszały się w wykalkulowanym rozmyciu. Wbił pierwszą srebrną igłę głęboko w podbrzusze Alistaira. Słabe buczenie wewnętrznej energii przeszło z jego opuszków palców w metal. Bez przerw umieścił drugą igłę tuż nad pierwszą. Potem trzecią. Skrupulatnie wbijał igły coraz wyżej w sztywnej, prostej linii prowadzącej w stronę klatki piersiowej. Z każdym bolesnym wkłuciem blada, poczerniała skóra Alistaira reagowała. Ciało wybrzuszało się. Falowało pod powierzchnią, podążając dokładnie za linią igieł, zupełnie jakby coś masywnego i żywego gorączkowo pełzało pod jego skórą. Groteskowy ruch pod skórą wywołał dreszcze na plecach wszystkich obserwujących. Pot perlił się na czole Kaelena, spływając po linii jego szczęki. Fizyczne obciążenie polegające na przetłaczaniu jego wewnętrznej energii przez igły było ogromne, wysysając z niego siły z każdym precyzyjnym uderzeniem. Jego klatka piersiowa unosiła się od miarowych oddechów, a jego skupienie było absolutne. Stojący w pobliżu monitorów doktor Brenner prychnął. Przycisnął okład z lodu do spuchniętego policzka i spojrzał z pogardą na ten pokaz. "Co za nienaukowe bzdury," mruknął głośno, przewracając oczami. "Starożytna akupunktura to tylko tanie sztuczki. Robisz z siebie pośmiewisko." Inni elitarni lekarze szpitalni obecni w sali mruczeli na znak stanowczej zgody. Skrzyżowali ramiona, nie żywiąc ani grama wiary w tę alternatywną medycynę, cicho czekając, aż młody mężczyzna poniesie porażkę i spadnie na dno. Ignorując lożę szyderców, Kaelen zmuszał swoje obolałe mięśnie do najwyższego wysiłku. Wbił ostatnią, decydującą igłę w zagłębienie blisko gardła Alistaira. Wyczerpany i oblany potem, Kaelen odsunął się od łóżka, a jego klatka piersiowa unosiła się i opadała z trudem. "Panno Sinclair," wydyszał. "Pojemnik. Teraz." Waleria rzuciła się do przodu. Odkręciła wieczko hermetycznego pojemnika i przytrzymała go tuż przy bladej twarzy Alistaira. W momencie, gdy uszczelka została przerwana, gryzący, gnijący zapach zalał cały pokój VIP. Pachniało to jak zwęglone mięso zmieszane z przyprawiającym o mdłości rozkładem. Elitarni lekarze zatkali nosy, kaszląc z obrzydzeniem. Doktor Brenner zaśmiał się krótko, kpiąco. "To absurd! Naprawdę wierzysz, że pudełko smażonych owadów potrafi przywrócić martwego do życia? Masz urojenia. Przysięgam w tej chwili, że jeśli faktycznie odniesiesz sukces z tymi śmieciami, osobiście zjem cały ten pojemnik robali!" Kaelen otarł pot z czoła, a na jego ustach błąkał się lekki uśmieszek. "Tylko dlatego, że jesteś niekompetentny," odpowiedział bez tchu, ale stabilnie, "nie znaczy, że inni też są." W chwili, gdy te słowa opuściły jego usta, z łóżka dobiegł obrzydliwy dźwięk. Mocno zaciśnięta szczęka Alistaira nagle rozchyliła się po raz pierwszy od dni. Z głębi jego gardła dobiegł mokry, klikający dźwięk. Następnie masywna, makabryczna czarna stonoga wyślizgnęła się błyskawicznie z głębi ust starca. Jej niezliczone nogi przemaszerowały po spękanych wargach Alistaira, zwabione wyłącznie silnym zapachem lekarstwa. Jadowite stworzenie rzuciło się głową w dół do plastikowego pojemnika, zakopując się w smażonych robalach, by żarłocznie ucztować. Pokój natychmiast wybuchnął przerażonymi, zbiorowymi westchnieniami. Arogancki personel medyczny cofnął się, a ich oczy rozszerzyły się w głębokim szoku na ten niemożliwy widok. Cecylia spojrzała tylko raz na tę koszmarną, groteskową scenę, chwyciła się za brzuch i zgięła wpół. Zwróciła swój obiad prosto na sterylną podłogę szpitala, dławiąc się bezradnie. Zanim ktokolwiek zdążył w pełni przetworzyć wydobycie jadowitego pasożyta, ze szpitalnego łóżka dobiegł głośny, chrapliwy kaszel. Alistair Sinclair wziął głęboki, drżący oddech i powoli, trzepocząc rzęsami, otworzył oczy.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Cudowne Nakłuwanie – Poza jej miliardem: Niewidzialny tytan | Czytaj powieści online na beletrystyka