Tego samego wieczoru Kaelen obudził się w końcu po wielu godzinach snu i odkrył, że znajduje się w sali szpitalnej. Gdy tylko otworzył oczy, rozległ się zszokowany głos:
– Hę? Nie umarłeś, Vance?
Wzrok Kaelena podążył za źródłem głosu i spoczął na Cecilii, która siedziała obok i przyglądała mu się z oszołomionym wyrazem twarzy.
– Co? Jesteś rozczarowana, że mnie widzisz żywego? – warknął Kaelen.
–
















