Głębokie, melodyjne brzmienie wiolonczeli rozbrzmiewało w wielkiej sali balowej klubu Eclipse. Na centralnej scenie tancerze ubrani w stroje w stylu vintage sunęli po wypolerowanym parkiecie, a ich ruchy były zsynchronizowane i pełne gracji. W dole mieszali się ze sobą zamożni bywalcy salonów. Kryształowe kieliszki brzęczały, echo niosło ściszony śmiech, a zapach drogich perfum ciężko wisiał w pow
















