**Perspektywa Rosalie**
– Ty wielki, gówniany małpiszonie! Nie leć tak szybko. Upuścisz mnie! – krzyknęłam w zimne, otwarte powietrze, gdy Kael po raz kolejny uderzył swoimi potężnymi skrzydłami, wzbijając się wysoko w wał chmur. Titus i Zane lecieli po bokach tego psotnego małego gnojka, bez trudu dotrzymując kroku jego wybrykom. Obaj moi pozostali przeznaczeni mieli radosne uśmiechy na pyskach,
















