Szkarłatny Pobór: Związana z Najwyższymi Monarchami

Szkarłatny Pobór: Związana z Najwyższymi Monarchami

Autor: Alistair Vesper

Pierwsze roszczenie
Autor: Alistair Vesper
21 lip 2026
**Rosalie** "Przeznaczona." To ciężkie, brzemienne w skutki słowo zawisło w powietrzu. Był to koncept wbijany nam do głów od pierwszego roku szkoły – nierozerwalna, wieczna więź ukuta przez nadprzyrodzone bóstwa. Dla ludzi takich jak ja, był to przerażający mit. Dla drapieżników alfa naszego wszechświata, był to biologiczny imperatyw. Muzyka z ogromnej sali balowej zlała się w tępy, biały szum. Szepty otaczającego nas tłumu zniknęły. Jedyną rzeczą, która odbijała się echem w mojej czaszce, było to pojedyncze, zmieniające życie oświadczenie. Zanim mój mózg zdążył wydać moim nogom rozkaz do ucieczki, Król Cassian się poruszył. Wkroczył w moją przestrzeń osobistą z płynną, przerażającą gracją. Jego potężne dłonie zacisnęły się na mojej talii, a uścisk był nieustępliwy i zaborczy. Pociągnął mnie do przodu, aż moje ciało uderzyło o jego twardą jak skała klatkę piersiową. Odchyliłam głowę do tyłu, natychmiast uwięziona przez jego świecące, złote oczy. Czysta, surowa moc emanująca z jego tęczówek zablokowała moje mięśnie w bezruchu. Byłam ofiarą stojącą przed wspaniałym, śmiercionośnym drapieżnikiem. Nie dał mi czasu na myślenie. Jego duże dłonie ujęły moją twarz, a szorstkie modzele zadrapały o moje miękkie policzki, po czym jego wargi brutalnie opadły na moje. Ten pocałunek był żądającym, głodnym zagarnięciem. Całował mnie jak umierający człowiek znajdujący rezerwuar świeżej wody na jałowej pustyni. Jego język wślizgnął się za moje rozchylone wargi, smakując, podbijając i nie pozostawiając ani jednego nietkniętego zakamarka. Sama siła jego ust sprawiła, że nagłe, palące gorąco zebrało się bezpośrednio między moimi nogami. Tarcie naszych warg i mroczny, zaborczy smak jego ust sprawiły, że moja łechtaczka natychmiast zapulsowała w zderzeniu z jedwabną bielizną, rozpalając każde zakończenie nerwowe w moim ciele. Roztopiłam się w jego objęciach, poddając się odurzającemu zapachowi ciepłej wanilii i słodkich truskawek, który owinął się wokół moich zmysłów. Tonęłam w jego potędze, jako chętna ofiara więzi przeznaczenia. Wtedy bezpardonowo głośny głos przebił gęstą zasłonę pożądania. "ROSALIE!" Moja najlepsza przyjaciółka wilkołaczyca, Lyra, wykrzyczała moje imię przez zatłoczoną salę. Błogo nieświadoma rozgrywającego się monumentalnego wydarzenia, podbiegła tu z chaotyczną energią. Wyciągnęła rękę, złapała mnie za nagie ramię i wyrwała prosto z żelaznego uścisku Smoczego Króla. Potknęłam się, łapiąc powietrze z opuchniętymi i mrowiącymi ustami. "O mój boże, tu jesteś! Wyglądasz niesamowicie!" Lyra praktycznie wibrowała z podekscytowania. Wpadła w bezdechowy, pędzący jak z karabinu maszynowego słowotok, wymachując rękami w powietrzu. "Nigdy nie zgadniesz, co się właśnie stało! Poznałam mojego przeznaczonego! Ma na imię Kae. Jest wilkołakiem, trochę starszym ode mnie, ale jasna cholera, rozbija skalę gorącości. Dosłownie wpadliśmy na siebie w pobliżu wazy z ponczem i..." Hiperaktywny mózg Lyry w końcu napotkał przeszkodę. Zabrało jej kilka boleśnie długich sekund, aby zarejestrować górującą górę mężczyzny stojącego zaledwie kilka cali dalej. Król Cassian stał sztywny, jego klatka piersiowa lekko falowała, a on patrzył zaborczym wzrokiem na moją talię, z której Lyra mnie wyrwała. Uniósł brew, jego szczęka drgnęła, a wargi zacisnęły się w wąską, poirytowaną linię. Oczy Lyry powędrowały w górę. Omiotła wzrokiem jego szerokie ramiona, złotą szarfę, przerażające, pozbawione rozbawienia oblicze Najwyższego Króla. Jej oczy mało nie wyszły z orbit. Cały kolor odpłynął z jej twarzy. Bez ani jednego słowa Lyra padła prosto na marmurową podłogę. Pokłoniła się tak nisko, że jej nos praktycznie otarł się o wypolerowany kamień. "W-Wasza K-Królewska Mość" – wydukała. Przerażenie biło od niej namacalnymi falami. Lyra nigdy się nie jąkała. Była najostrzejszą, najbardziej pewną siebie dziewczyną, jaką znałam. Widok, jak kuli się w absolutnym poddaniu, wywołał we mnie nowe, gwałtowne ukłucie paniki. Cassian spojrzał w dół na drżącą wilkołaczycę. "Powstań" – rozkazał. Głęboka, zmysłowa wibracja jego głosu ominęła moje uszy i spłynęła prosto wzdłuż mojego kręgosłupa. Widoczny, niezaprzeczalny dreszcz wstrząsnął moim ciałem. Była to trzewna, fizyczna reakcja na jego dominację. Próbowałam to stłumić, ale poniosłam porażkę. Cassian uchwycił ten ruch. Znający, niegodziwy uśmieszek wykrzywił kącik jego ust. Doskonale wiedział, co jego głos robi z moim ciałem. Zanim niezręczne napięcie zdołało się jeszcze bardziej rozciągnąć, wysoki, muskularny mężczyzna płynnie zmaterializował się u boku Lyry. Owinął swoje grube ramiona zaborczo wokół jej talii, stawiając ją do pionu. Jego oczy błysnęły czernią jak smoła – kolor jego wewnętrznego wilka wydobywającego się na powierzchnię. "Gdzie uciekłaś, mała przeznaczona? Szukałem cię" – zamruczał mężczyzna, a w jego gardle wibrował głęboki warkot. Cassian przeniósł swoje złote spojrzenie na nowo przybyłego. "Kae." Powitanie było swobodne, ale podszyte niezaprzeczalnym autorytetem. Przełknęłam ciężko ślinę. Ten zmysłowy ton sprawił, że moje nogi stały się jak przegotowany makaron. "Szefie" – odpowiedział Kae. Pochylił głowę nisko, okazując Smoczemu Królowi najwyższy szacunek, nie zwalniając jednak pewnego chwytu wokół Lyry. "Wydaje mi się, że należą się gratulacje" – powiedział Cassian, krzyżując swoje potężne ramiona na klatce piersiowej. "Znalazłeś swoją przeznaczoną?" Chciałam zrobić krok w tył, żeby zachować trochę dystansu między mną a przytłaczającą aurą Króla, ale moje stopy pozostały przyklejone do podłogi. Moje serce waliło o żebra niczym młot pneumatyczny. Byłam pewna, że słyszy je każdy w promieniu sali balowej. Lyra wyjrzała zza klatki piersiowej Kae i rzuciła mi szerokie, pytające spojrzenie. Zamknęłam oczy na krótką sekundę, biorąc drżący oddech, żeby uspokoić pędzący puls. "Tak, Wasza Królewska Mość. To Lyra, moja gwiazda, moja przeznaczona" – rozpromienił się Kae, a na jego surowej twarzy wykwitł ogromny uśmiech. Złożył czuły pocałunek na czubku głowy Lyry. Jasnoczerwony rumieniec zabarwił jej policzki. Przejmując kontrolę nad chaotyczną sytuacją z naturalnym autorytetem, Cassian podjął szybką decyzję. "W takim razie, nie mogę się doczekać, by zobaczyć ją w pałacu. Skoro jest już powiązana z moją przeznaczoną, może zostać twoją oficjalną damą dworu." Mój mózg uległ zwarciu. *Moją kim? W pałacu?* Lyra wywinęła się z uścisku Kae i zarzuciła mi ramiona na szyję w łamiącym kości uścisku. "Och, Rose! Co za wspaniała wiadomość!" – pisnęła. Wymusiła dzielny, entuzjastyczny uśmiech, ale jej duże, sarnie oczy pływały w niewylanych łzach. Była o mnie przerażona. Czułam gwałtowne drżenie w jej dłoniach, gdy chwyciła mnie za ramiona. Ścisnęłam z powrotem jej palce, zdesperowana, by zaoferować pocieszenie, chociaż nie miałam pojęcia, czy próbuję uspokoić ją, czy siebie. Lyra odwróciła się z powrotem do Cassiana, zmuszając swój głos do zachowania opanowania. "To będzie ogromny zaszczyt służyć w pałacu, Wasza Królewska Mość." Stałam tam oszołomiona. Zostałam trwale związana z istotą nadprzyrodzoną. I to nie byle jaką istotą. Ze Smokiem. Z pieprzonym Królem. Lady Evelina zrobiła krok naprzód, wyrywając mnie ze spirali moich myśli. Owinęła nas obie swoimi matczynymi ramionami, składając miękkie pocałunki na naszych policzkach. W jej oczach iskrzyły łzy. Zaoferowała swoje błogosławieństwo, mówiąc ściszonym, uspokajającym tonem. Obiecała, że gdy tylko skończy się przyjęcie, natychmiast skontaktuje się z moimi roztrzęsionymi rodzicami w New Valeska, aby poinformować ich o tej bezprecedensowej nowinie. Zanim zdążyłam w pełni przetworzyć wagę słów Eveliny, wygłodniały wzrok Kae odciągnął Lyrę w stronę parkietu. Zostałam sama z Królem. Cassian zmniejszył dystans między nami. Położył dużą, ciepłą dłoń pewnie na dole moich pleców. Gorąco przeniknęło przez materiał mojej sukni, naznaczając moją skórę. Poprowadził mnie do przodu, kierując mnie po pokrytych dywanem schodach podium w stronę królewskiego podwyższenia. W centrum znajdował się jego masywny, złoty tron, ozdobiony królewskim smoczym herbem i pluszową, fioletową poduszką. Obok niego, z powietrza zmaterializował się mniejszy, bogato wyściełany tron. Wskazał, bym usiadła. Opadłam na miękki materiał, a moje nogi były wdzięczne za podparcie. Cassian zajął miejsce na złotym tronie. Przechylił się blisko, opuszczając głowę, aż jego wargi otarły się o wrażliwą małżowinę mojego ucha. "Podoba ci się to, co widzisz, maleńka?" – wyszeptał. Jego gorący oddech owiewał moją skórę. Moje kruche bicie serca poszybowało w górę, strzelając prosto na księżyc. "Yhm" – przytaknęłam szybko, niezdolna do sformułowania spójnego zdania. Wściekły rumieniec wybuchł na mojej twarzy, promieniując falami gorąca. Przerwałam kontakt wzrokowy, skanując wzrokiem zatłoczoną salę balową, połykając potężną gulę tkwiącą w moim gardle. Potarłam o siebie spocone dłonie, desperacko próbując sprowadzić się z powrotem na ziemię. "Więc masz na imię Rosalie?" – zapytał. Głęboki pomruk jego głosu wymagał mojej uwagi. "Tak, Wasza Królewska Mość" – odpowiedziałam cicho. Wiedziałam, że jego nadprzyrodzony słuch wyłapał każdą sylabę. Mój żołądek zacisnął się z nerwów, trzepocząc tysiącem motyli. A pod tym niepokojem, w moim brzuchu ssąco dawał o sobie znać wilczy głód. Jak na zawołanie, z mojego pustego żołądka wydobył się głośny, brutalny warkot. Dźwięk echem rozszedł się po cichej przestrzeni podium, wystarczająco głośno, by obudzić zmarłych. Zamarłam w upokorzeniu, zaciskając mocno oczy. Zamiast poczuć się urażonym, czy domagać się przestrzegania etykiety, Cassian odrzucił głowę do tyłu. Piękny, dudniący śmiech dobył się z jego klatki piersiowej. Bogaty, melodyjny dźwięk pominął moje uszy i wibrował głęboko w moim wnętrzu. To był najbardziej niesamowity dźwięk, jaki kiedykolwiek słyszałam. Po swobodnym pstryknięciu jego długich palców, obok tronów pojawił się krasnoludzki służący. Cassian zamówił różnorodne potrawy, szklankę wody dla mnie i bourbon dla siebie. "Jedzenie wkrótce tu będzie, maleńka" – powiedział Cassian, obracając ciało w moją stronę. "Masz piękne imię. I na Bogów, jesteś naprawdę zapierająca dech w piersiach." Jego błyszczące, złote oczy wędrowały po mojej twarzy, spijając każdy mój cal, jakbym była bezcennym skarbem. Mój rumieniec się pogłębił, rozlewając się na szyję i dekolt. "A ty możesz nazywać mnie Cassian. Nie ma potrzeby używania formalności, mała przeznaczona" – nalegał, a jego ton złagodniał. "Moja rodzina i bliscy przyjaciele czasami nazywają mnie Cas. Ty też możesz mnie tak nazywać, jeśli chcesz." Próbował sprawić, bym poczuła się swobodnie. Ta świadomość sprawiła, że klatka piersiowa zabolała mnie w ten dobry sposób. "Dobrze, Wasza Królewska Mość... To znaczy, Cassian" – poprawiłam się szybko. Jego oczy błysnęły olśniewającym, jasnym złotem na moją początkową formalną odpowiedź, ale kiedy użyłam jego imienia, jego rysy złagodniały w łagodnym uśmiechu. Sekundę później wózek pełen luksusów został podwieziony do naszych tronów. Krasnoludzki służący nałożył na talerz górę przepysznych kulinarnych delikatesów, stawiając ciężki porcelanowy talerz bezpośrednio przede mną. "Powiedz mi o sobie coś więcej, maleńka" – rozkazał łagodnie Cassian, obracając bursztynowy płyn w swojej szklance. Chwyciłam widelec, starając się nie wpychać sobie jedzenia do ust jak wygłodniałe, dzikie zwierzę. Jedzenie pachniało obłędnie. "Umm. Jestem z New Valeska w Vesper Haven. Moja mama jest lekarką. Mój tata pracuje w Radzie asystując Lordowi Vanderowi." Wepchnęłam do ust kawałek przyprawionego mięsa, żując szybko, by móc mówić dalej. Pod jego intensywnym, nieustępliwym, złotym spojrzeniem, na moim czole wystąpiła świeża warstwa potu. Opanował mnie nerwowy słowotok. "Mam starszą siostrę, Trixie. Mój starszy brat, Declan, niedawno skończył akademię wojskową. Um... Lyra, którą przed chwilą poznałeś, jest moją najlepszą przyjaciółką od pierwszego roku szkoły." Chwyciłam kawałek ciepłego chleba, gestykulując nim. "Uwielbiam się uczyć i czytać. Czasami maluję. Lubię gotować z moją mamą. Nie jestem nikim wyjątkowym, panie... A wczoraj skończyłam osiemnaście lat." Zacisnęłam usta, kończąc to niekończące się mamrotanie. Temperatura na podwyższeniu wydawała się sięgać tysiąca stopni. "Wczoraj miałaś urodziny?" – zapytał Cas, unosząc pytająco brew. "Tak, panie" – przytaknęłam delikatnie. Nabralam porcję bogatego, kremowego deseru i wepchnęłam ją do ust. Eksplozja wykwintnych, magicznych smaków uderzyła w mój język. Zamknęłam oczy. Głośny, zachwycony jęk niechcący wymsknął się z moich ust. Wydałam z siebie cichy pomruk czystego szczęścia, wykonując mały, siedzący taniec, podczas gdy przeżuwałam ten dekadencki pokarm. Otworzyłam oczy i zamarłam. Cas wpatrywał się we mnie. Jego twarz była wyczyszczona z jakiegokolwiek rozbawienia. Patrzył na mnie z czystym, nieskażonym pożądaniem. Świecące złote kule jego wewnętrznej bestii były w pełni obecne, dominując w jego spojrzeniu. "Co?" – zapytałam, upuszczając widelec, zapominając o wszelkich zasadach królewskiej etykiety. "Twoje jęki, słodka dziewczyno, będą moją zgubą" – zawarczał mrocznie. Niebezpieczna, uzależniająco pyszna aura emanowała z jego potężnej sylwetki. Jego język wysunął się, powoli oblizując dolną wargę. Czysto zwierzęcy dźwięk dudniący w jego klatce piersiowej wysłał ciężki puls prosto do mojego podbrzusza. Wilgoć między moimi nogami się nasiliła, przesiąkając bawełnę moich majtek. Surowa energia seksualna owijająca się wokół nas była fizycznym ciężarem. W tamtej dokładnej chwili każda pozostała resztka mojej ludzkiej powściągliwości rozpadła się w pył. Podałam się szalonemu, pierwotnemu pragnieniu pulsującemu jak prąd w moich żyłach. Porzuciłam talerz, wychyliłam się agresywnie przez szeroki podłokietnik oddzielający nasze trony, chwyciłam przód jego królewskiej szarfy i pocałowałam go prosto w usta. Położyłam dłoń płasko na jego twardej klatce piersiowej, by utrzymać równowagę. Cassian zesztywniał, oszołomiony na ułamek sekundy moją czystą zuchwałością. Wtedy jego bestia przejęła absolutną kontrolę. Wydobył z siebie dziki dźwięk. Upuścił szklankę z bourbonem, owinął potężne ramię wokół mojej talii i bez wysiłku przerzucił mnie przez podłokietnik. Płynnym ruchem przyciągnął mnie bezpośrednio na swoje twarde jak skała, muskularne uda. Usiadłam okrakiem na jego kolanach. Jego duża, stwardniała dłoń natychmiast powędrowała w górę mojego nagiego uda, odsuwając ciężki materiał mojej sukni z drogi. Chwycił moją nagą skórę mocno, a jego grube palce wbiły się w moje ciało, pozostawiając po sobie ślad gorących dreszczy. Jego kciuk otarł się niebezpiecznie wysoko, przesuwając się po zgięciu mojego górnego uda, zaledwie cale od mojej pulsującej, obolałej z pożądania łechtaczki. Drugą ręką chwycił kark mojej szyi, przechylając mi głowę, by pogłębić natarcie. Nasze języki zaangażowały się w gorący, zdesperowany taniec. Otworzyłam usta szerzej, jęcząc bezpośrednio w jego usta, smakując bogaty bourbon i surową moc. Pożerał mnie. Wysysał powietrze z moich płuc. Ciężkie, rozgrzane tarcie jego grubej erekcji napierającej w górę na moje pulsujące wnętrze wprawiło mój umysł w wirowanie w mgle ślepego pożądania. Byłam całkowicie zauroczona, kompletnie przytłoczona odurzającą rzeczywistością bycia osobistym deserem tego przerażającego Króla. Sytuacja eskalowała w zawrotnym tempie. Ocierałam biodrami o jego kolana, goniąc za tym tarciem, goniąc za desperacką potrzebą poczucia jego dłoni absolutnie wszędzie. Publiczna sala balowa, przyglądający się dworzanie, królewskie tytuły – wszystko to odeszło w zapomnienie pod miażdżącym ciężarem więzi przeznaczenia. Wtedy nagłe, ciche odchrząknięcie rozległo się tuż obok tronu, brutalnie roztrzaskując gęstą zasłonę pożądania, która nas otaczała.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Pierwsze roszczenie – Szkarłatny Pobór: Związana z Najwyższymi Monarchami | Czytaj powieści online na beletrystyka