Szkarłatny Pobór: Związana z Najwyższymi Monarchami

Szkarłatny Pobór: Związana z Najwyższymi Monarchami

Autor: Alistair Vesper

Piłka EverMate
Autor: Alistair Vesper
21 lip 2026
**Rosalie** Gdy moje obcasy opuszczają ostatni stopień wielkich schodów, duszące napięcie w foyer uciska moją klatkę piersiową, dając o sobie znać niczym fizyczny ciężar zawieszony w powietrzu. Atmosfera jest ciężka, gęsta od niewypowiedzianych obaw i zbliżających się pożegnań. Mój ojciec robi krok naprzód, by wyjść mi na spotkanie u dołu schodów. Jego zazwyczaj opanowana i autorytatywna postawa pęka, odarta przez przerażającą rzeczywistość dzisiejszej nocy. Jego oczy błyszczą, zasnute niewylanymi łzami, gdy omiata mnie wzrokiem. "Wyglądasz pięknie, guziczku" – szepcze łamiącym się głosem, załamującym się na ostatniej sylabie. Pochyla się, składając rozpaczliwy, długi pocałunek na czubku mojej głowy. Zamykam oczy i wtulam się w jego ramiona, wdychając znajomy, kojący zapach jego starej wody kolońskiej korzennej, próbując zakotwiczyć się w tej ulotnej chwili bezpieczeństwa. Zanim zdążę się odsunąć, moja matka podchodzi i wciąga mnie w miażdżący, zapierający dech w piersiach uścisk. Jej dłonie drżą na moich plecach, ściskając materiał mojej sukni, jakby bała się, że rozpłynę się w powietrzu. "Pamiętaj o dobrych manierach" – wyrzuca z siebie nerwowo, a jej gorący oddech owiewa moje ucho, gdy bombarduje mnie przypomnieniami na ostatnią chwilę. "Miej spuszczoną głowę, kochanie. Nie odzywaj się niepytana i przestrzegaj każdej nadnaturalnej zasady co do joty. Rano będziesz z powrotem w domu. Po prostu przestrzegaj zasad." Powtarza te frazy niczym modlitwę, desperacko próbując przekonać samą siebie, że przetrwam tę noc w jednym kawałku. Wymuszam uśmiech przez zaciśnięte usta i kiwam głową, mając zbyt ściśnięte gardło, by zaoferować jakiekolwiek słowne zapewnienie. Po chwytających za serce pożegnaniach, moi rodzice niechętnie się odsuwają. Przekazanie następuje błyskawicznie. Zostaję oficjalnie oddana w ręce moich oficjalnych eskort na ten wieczór: wysoko postawionego Lorda Vandera i jego żony, Lady Eveliny. "Wyglądasz uroczo, Rosalie" – grucha Lady Evelina, posyłając mi łagodny, uspokajający uśmiech, gdy ujmuje moją dłoń. "Nawet w połowie nie tak uroczo jak ty, Wasza Miłość" – odpowiadam, pochylając głowę w pełnym szacunku ukłonie. W normalnych okolicznościach jest po prostu Eveliną, bliską przyjaciółką rodziny, która spędza czas z moją matką i siostrą. Jednak dzisiejszej nocy jest moją tarczą, a staroświeckie prawa nakazują oficjalny szacunek. Lord Vander odchrząkuje, a jego wzrok łagodnieje, gdy patrzy na żonę. "Tak, ona jest zdecydowanie najurokliwsza" – mruczy, a w jego oczach lśni czysty podziw. Następnie jego wyraz twarzy twardnieje, powracając do maski politycznego obowiązku. "Powinniśmy ruszać, Rosalie. To wielka noc. Słyszałem, że król Cassian ma się pojawić." Wskazuje na ciężkie drzwi wejściowe, odciągając mnie od rodziny. Patrzę przez ramię po raz ostatni, by zobaczyć, jak moi rodzice przytulają się do siebie, machając mi w milczącym, pełnym strachu pożegnaniu. Kiedy wychodzę na chłodne nocne powietrze, oddech więźnie mi w gardle. Czysty szok przykuwa moje stopy do chodnika. Na naszym podjeździe czeka elegancki, czarno-srebrny powóz poduszkowy, supernowoczesny model TR, który imituje ostre, agresywne kąty starożytnych lamborghini. Ale to nie luksusowy pojazd mnie paraliżuje. Powóz otacza elitarna, ciężko uzbrojona ochrona, składająca się z dwunastu potężnych demonicznych strażników. Tworzą przerażający obwód, a ich siedmiostopowe sylwetki sprawiają, że cztery opancerzone Range Hovery oflankowujące nasz transport wydają się maleńkie. Ubrani są w skrojone na miarę czarne garnitury, które napinają się na ich potężnych, kulturystycznych mięśniach, a ich nienaturalne fioletowe oczy skanują ciemną ulicę z morderczym zamiarem. Ostre jak brzytwa szpony spoczywają w pobliżu ukrytej broni, wyglądając na wystarczająco ostre, by przeciąć lity kościec. To ciężka obecność wojskowa, grupa uderzeniowa gotowa na wojnę, a nie zwykła eskorta dla nastoletniej dziewczyny. Lord Vander wprowadza mnie do pluszowego wnętrza powozu. Opadam na skórzane siedzenie, a moje serce uderza o żebra, gdy ciężkie drzwi zamykają się z trzaskiem. "Wasza Ekscelencjo?" – pytam cicho, a mój głos lekko drży. Mruczy w odpowiedzi, skupiając uwagę na świecącym HoloFonie. Urządzenie, wszczepione jako mikroczip pod jego skórą, wyświetla w powietrzu nad jego nadgarstkiem ostry, holograficzny ekran. Zaawansowanie technologiczne tego nowego społeczeństwa pozostaje oszałamiające, zwłaszcza z magią swobodnie płynącą z powrotem na świecie. "Skąd tyle ochrony?" – pytam ostrożnie, wplatając palce w czerwoną satynę mojej sukni. "Nigdy nie widziałam, żebyś ty czy Wasza Miłość podróżowali z więcej niż czterema strażnikami. Tam na zewnątrz jest dwanaście uzbrojonych demonów." Lord Vander odgarnia ruchem palca wiersz świecącego tekstu i napotyka mój wzrok. Jego wyraz twarzy jest napięty. "Właściwie, ta dodatkowa ochrona jest dla ciebie, moja droga. Na specjalne polecenie Wyroczni. Wygląda na to, że nie szczędzono wydatków, aby zapewnić ci bezpieczne przybycie dzisiejszej nocy." To odkrycie opada niczym ołowiany ciężar na środek powozu. Mój żołądek skręca się z głębokiego niepokoju. Zimny pot występuje mi na karku. Wyrocznia to najpotężniejsza jasnowidzka we wszechświecie, starożytna istota, która kieruje losami królów i imperiów. Nie potrafię pojąć, dlaczego bóstwo tej miary miałoby dbać o bezpieczeństwo nic nieznaczącej ludzkiej dziewczyny. Co we mnie jest tak ważnego, że wymaga to dwunastu demonów, aby upewnić się, że dotrę na przyjęcie? Pytania wirują w moim umyśle, karmiąc przerażający niepokój drapiący moje wnętrzności. Podróż przez miasto to szybka, rozmyta plama wznoszących się biurowców i gęstych koron lasów. Powóz poduszkowy sunie bezgłośnie w stronę zbocza odległej góry, gdzie w cieniu spoczywają rozpadające się ruiny starożytnego znaku „Hollywood”. W poszarpaną skalną ścianę wbudowany jest masywny tunel teleportacyjny, napędzany surową magią natury, by przenosić obiekty w dowolne miejsce na świecie. Podróż do naszego celu na Bliskim Wschodzie tradycyjnym poduszkowcem zajęłaby dziesięć wyczerpujących godzin. Tunel skraca tę podróż do dziewięciu minut. Gdy zbliżamy się do otwartej paszczy jaskini, powóz zwalnia. Przez przednią szybę widać, jak w ciemności tańczy wirujący wir żywych, niebieskich i pomarańczowych świateł, skręcający się niczym prądy wodne w bezkresnym oceanie. Świecące iskry pękają i falują na magicznym płótnie, hipnotyzując i przerażając jednocześnie. W momencie, gdy nasz powóz przekracza portal, świat się zmienia. Czas na zewnątrz pojazdu wydaje się przyspieszać w oślepiający wir chaotycznych kolorów, podczas gdy wewnątrz kabiny wszystko zwalnia. Opanowuje mnie wrażenie antygrawitacji, sprawiając, że mój żołądek unosi się w powietrzu. Żywe, psychodeliczne kolory z magicznego tunelu odbijają się od naszej skóry, rzucając upiorne, zmieniające się cienie na stoicką twarz Lorda Vandera i podkreślając mocne, eleganckie rysy Lady Eveliny. Siedzę zamarła na tylnym siedzeniu, zniewolona surowym pokazem elementarnej mocy, dopóki luksusowe wiry kolorów nie znikają z nagłym trzaskiem. Oślepiające białe światło zalewa kabinę. Mrugam gwałtownie, moje oczy przystosowują się do nagłej zmiany. Wyłoniliśmy się w zapierającej dech w piersiach pustynnej oazie Zarithia, na ziemiach znanych wieki temu jako Arabia Saudyjska. Mile nieskazitelnie białego piasku rozciągają się we wszystkich kierunkach, odbijając srebrny blask pełni księżyca. Powóz pędzi utwardzoną ścieżką przecinającą wydmy. Powoli jałowa pustynia ulega transformacji. Wznoszące się w niebo szklane i betonowe konstrukcje przebijają nocne niebo, wznosząc się na setki stóp w powietrze jak industrialne pasmo górskie. Suche piaski ustępują miejsca bujnemu, tętniącemu życiem rajowi. Przed nami wznosi się budzący grozę Zamek Solaris, suwerenna domena króla Gideona. To cud architektoniczny starożytnego świata, nawiązujący do wspaniałości starego Cesarstwa Rzymskiego, ale z nadprzyrodzonym akcentem. Masywne białe kolumny, wysokie na dobre pięćdziesiąt stóp, otaczają rozległą werandę. Kolosalne okna lśnią na tle nieskazitelnie białych ścian. Ale to ogrody naprawdę zapierają mi dech w piersiach. Posiadłość otacza zjawiskowa, bioluminescencyjna tropikalna flora. Nieskończone rzędy egzotycznych kwiatów i wznoszące się wysoko drzewa świecą w żywych, neonowych barwach na tle ciemnego nieba, oświetlając rzeźbione kamienne fontanny, z których spływa krystalicznie czysta woda. Wygląda to jak żywy, oddychający obraz, kwitnąca rolnicza szklarnia zrodzona z odrodzenia magii na Ziemi. Nasza kolumna łagodnie zatrzymuje się przed masywnymi, imponującymi złotymi bramami. Skomplikowane rzeźbienia zdobią metal, przedstawiając hierarchię nadprzyrodzonego świata. W centrum bram, górujące nad resztą, znajdują się onieśmielające królewskie Smocze Herby, otoczone wyrzeźbionymi płomieniami. Złoto iskrzy się w świetle księżyca, niemal wydając się wić i poruszać, gdy bramy powoli otwierają się do wewnątrz, dając nam dostęp do królewskich terenów. Wysiadając z powozu, Lady Evelina ujmuje mnie pod ramię i prowadzi po miękkim, królewsko fioletowym dywanie. Przechodzimy przez niebosiężne, otwarte złote drzwi i wkraczamy do wielkiego foyer. Moje stopy ślizgają się po nieskazitelnych, złoto-czarnych płytkach. Każdy centymetr Zamku Solaris krzyczy o niewyobrażalnym bogactwie i potędze. Zgłaszamy się u oficjalnego pracownika, po czym zostajemy wprowadzeni do wielkiej sali balowej. Rozmiar tego pomieszczenia jest oszałamiający, z łatwością dorównuje wielkością ogromnemu stadionowi sportowemu. Jest w całości udrapowana w bogate złoto, królewski fiolet i głęboko czarne jedwabie. Ściany i sufity owinięto luksusową satyną, a gigantyczne złote żyrandole rzucają ciepły, bogaty blask na tysiące uczestników. Stoły nakryte ciemnymi obrusami ozdobione są wznoszącymi się, złotymi dekoracjami kwiatowymi, obwieszonymi sznurami prawdziwych diamentów i pereł. Ogromną przestrzeń dominuje podniesiona platforma na dalekim końcu. Wzniesione ponad rozlewającym się tłumem stoi osiem kolosalnych tronów. Zostały misternie zaprojektowane i wyraźnie stworzone po to, by pomieścić wielkich Smoczych Królów, a ich imponujący rozmiar służy jako nieustanne przypomnienie, kto rządzi tym światem. Mniejsze, pozłacane trony oflankowują boki, zarezerwowane dla przywódców różnych ras nadprzyrodzonych. Sala wypełniona jest przerażającą nadprzyrodzoną elitą. Lord Vander i Lady Evelina natychmiast wtapiają się w tłum, dołączając do grupy starszych, budzących grozę istot. Zauważam imponujących wilkołaków i eleganckie, drapieżne wampiry, których oczy błyskają szkarłatem. Potężni czarnoksiężnicy, noszący neonowe świecące znaki na twarzach, stoją obok eterycznych fae o świetlistych niebieskich oczach i lśniących skrzydłach. Krasnoludy, centaury i ludzcy służący ubrani w oficjalne smokingi przemykają między masami, niosąc srebrne tace pełne kolorowych trunków w kryształowych kieliszkach. Cofam się w cienie, robiąc wszystko, co w mojej mocy, by pozostać niewidzialną. Trzymam wzrok z szacunkiem przyklejony do wypolerowanej podłogi, nerwowo bawiąc się bogatym satynowym materiałem mojej czerwonej sukni. Zapach niekończących się uczt i egzotycznych kuchni unosi się z rozległych stołów bufetowych ustawionych pod ścianami. Mój żołądek wydaje ciche, bolesne burczenie. Wywołany niepokojem dwudniowy post, który znosiłam przed tym balem, w końcu daje o sobie znać, sprawiając, że czuję się słabo i kręci mi się w głowie, ale odmawiam podejścia do jedzenia. Chcę po prostu wtopić się w tło i przetrwać noc. Nagle ciche, jednostajne pomruki tysięcy uczestników zostają brutalnie uciszone. Ciężki ceremonialny kostur uderza o marmurową podłogę z ogłuszającym *BUM! BUM! BUM!* Dźwięk echem niesie się po masywnej komnacie, żądając absolutnego posłuszeństwa. Tłum natychmiast się rozstępuje, pozostawiając szeroką, czystą ścieżkę przez sam środek sali balowej. Głos spikera grzmi w pomieszczeniu, wzmocniony magią. "Prezentuję Jego Królewską Mość, Króla Cassiana, Pierwszego Najwyższego Władcę Ziem Srebrnego Zasięgu." Potężne podwójne drzwi otwierają się z rozmachem. Król Cassian wkracza do sali, a powietrze uchodzi mi z płuc. To zapierający dech w piersiach, potężnie zbudowany mężczyzna, posiadający sylwetkę, która wygląda tak, jakby została misternie wyrzeźbiona z samych płomieni niebios. Mierzy swobodnie sześć stóp i siedem cali, a jego szerokie ramiona i ostre, wyraźnie zarysowane kości policzkowe emanują zabójczą perfekcją. Jego krótkie, ciemnoblond włosy są nienagannie ułożone. Wspaniała złota szarfa lśni na tle jego skrojonych na miarę, eleganckich czarnych szat, opadając od prawego ramienia do lewego biodra. Sama jego obecność dominuje nad przestrzenią, emanując aurą, która krzyczy o niezaprzeczalnej potędze. Uprzejmy, powalająco przystojny uśmiech zdobi jego wargi, a zęby błyszczą bielą w świetle żyrandola. Robi krok do przodu, unosząc kieliszek wypełniony bursztynowym płynem, i wznosi niemy toast dla kłaniającego się tłumu. Każde stworzenie w sali, włączając w to mnie, pochyla głowę w pełnym czci ukłonie. Wtem, w mgnieniu oka, znika. Rozmyta smuga nadprzyrodzonej prędkości wymazuje go z tego miejsca, pozostawiając za nim puste powietrze. Ten pokaz surowej, niefiltrowanej potęgi sprawia, że moje serce zaczyna szaleńczo łomotać o żebra. Zalewa mnie fala wyczerpania i czystej paniki. Uznaję, że mam dość. Odwracam się lekko, przygotowując się do cichego zapytania Eveliny, czy mogę udać się do toalety, aby na osobności złapać oddech. Zanim słowa opuszczają moje usta, nagły, odurzający, przyprawiający o ślinotok zapach uderza w moje zmysły, pochłaniając umysł falą doznań. Bogaty, ciężki aromat ciepłej wanilii i słodkich truskawek wypełnia moje płuca. W moich ustach natychmiast gromadzi się ślina. Jest to zapach tak głęboki i pociągający, że kotwiczy moje stopy w marmurowej podłodze. Zerkam przez ramię, aby znaleźć źródło, i zamieram w czystym przerażeniu. Król Cassian zmaterializował się w pobliżu. Zmierza bezpośrednią, celową ścieżką prosto w stronę naszej małej grupy. Moje serce tłucze o żebra niczym uwięziony ptak bijący skrzydłami o klatkę. Panika chwyta mnie za gardło. Szybko próbuję się skulić, próbując ukryć swoją drobną sylwetkę za wyższą, solidną figurą Eveliny. Zaciskam mocno powieki, modląc się do któregokolwiek słuchającego boga, żeby po prostu nas wyminął. Moje kolana trzęsą się tak mocno, że grożą ugięciem się pod ciężkim materiałem mojej sukni. Świeży rumieniec gorąca oblewa moje policzki, a mój żołądek znów burczy, zdradzając moje przerażenie i głód. Ale kroki ustają. Para idealnie wypolerowanych, drogich skórzanych butów wkracza prosto w moją opuszczoną linię wzroku. Zanim zdążę zareagować, Evelina gładko wyślizguje się z mojego rozpaczliwego uścisku, pozostawiając mnie na pastwę drapieżnika alfa, który stoi przede mną. "Witaj, maleńka" – głęboki, zmysłowy, wstrząsający ziemią baryton grzmi bezpośrednio nade mną. Sama wibracja jego tonu wprawia mój żołądek w dzikie trzepotanie, wibrując aż po podeszwy moich stóp. Ciche prychnięcia przechodzą przez otaczający nas tłum. "Spójrz na mnie, maleńka. Nie gryziemy. Zbytnio." Biorąc ostry, drżący oddech, powoli, z wahaniem unoszę podbródek. Mój wzrok wędruje w górę góry mężczyzny, przesuwając się po złotej szarfie i szerokiej klatce piersiowej, aż w końcu spotykam jego intensywnie piękne brązowe oczy. W momencie, w którym nasze spojrzenia się spotykają, ma miejsce przerażające i hipnotyzujące zjawisko. Jego brązowe tęczówki natychmiast się zmieniają, wybuchając jaskrawym, lśniącym, nieludzkim złotem. Jestem zdecydowanie zbyt urzeczona, zbyt sparaliżowana surową, pierwotną energią emanującą z niego, by przygotować się na jedno jedyne, wstrząsające ziemią słowo, które nieodwołalnie zmieni bieg całego mojego życia. "PRZEZNACZONA."

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Piłka EverMate – Szkarłatny Pobór: Związana z Najwyższymi Monarchami | Czytaj powieści online na beletrystyka