Szkarłatny Pobór: Związana z Najwyższymi Monarchami

Szkarłatny Pobór: Związana z Najwyższymi Monarchami

Autor: Alistair Vesper

Królewskie błogosławieństwo
Autor: Alistair Vesper
21 lip 2026
**Cassian** Ostry, natrętny dźwięk odchrząknięcia przerwał ciszę, odrywając mnie od słodkich, pysznych ust mojej przeznaczonej. Zesztywniałem, moja klatka piersiowa falowała od ciężkich oddechów, gdy przeniosłem wzrok w kierunku źródła hałasu. Zaledwie kilka stóp dalej, drżąc pod ciężarem mojego natychmiastowego gniewu, stał asystent Fae. Mroczny warkot zadudnił głęboko w mojej piersi. Mój wewnętrzny smok, Aethelgard, zaryczał z absolutną furią na to przerwanie. Biedny sługa zbladł, kłaniając się tak nisko, że jego czoło niemal dotknęło marmurowej podłogi. Szybko wyszeptał wiadomość o harmonogramie, a jego głos trząsł się od czystego przerażenia. Ostrym, ostrzegawczym spojrzeniem odprawiłem go. Asystentowi nie trzeba było powtarzać dwa razy; czmychnął w tłum niczym przerażony królik. Z powrotem skierowałem uwagę na Rosalie. Wciąż siedziała okrakiem na moich kolanach, jej twarz płonęła głębokim, pięknym szkarłatem, a usta były opuchnięte i śliskie od moich szorstkich, stanowczych pocałunków. Jej klatka piersiowa unosiła się i opadała w szybkich, płytkich oddechach. Pod nią, mój twardy kutas pulsował, gwałtownie napinając materiał spodni. Jej miękki środek opierał się prosto na mojej erekcji, a ciężkie tarcie doprowadzało mnie do szaleństwa. Uniosłem rękę, delikatnie zakładając zbłąkany kosmyk ciemnych włosów za jej drobnym uchem, rozkoszując się miękkością jej skóry. "Skarbie, wkrótce będą ogłaszać nowe pary przeznaczonych" – powiedziałem do niej, a mój głos był gęsty od wciąż obecnego pożądania. "Tradycją jest przedstawienie swojej przeznaczonej Królowi obecnemu na uroczystości, by otrzymać błogosławieństwo. Jako moja Przeznaczona i przyszła Królowa, pragnę, abyś stała u mego boku. W końcu, ogłoszę cię moją Druga Połówką." W momencie, gdy te słowa opuściły moje usta, jej szerokie, sarnie oczy omal nie wyszły z orbit. Jej kruche, ludzkie serce zaczęło łomotać, bijąc jak uwięziony ptak w klatce jej żeber. Była niezwykła. Głęboko w moim umyśle Aethelgard wręcz promieniał. Starożytny smok rzucał się z radości. Przez dwa tysiące bolesnych lat czekał w ciemnych zakamarkach mojej duszy, milczący i przygnębiony. Teraz był w pełni przebudzony, pijany jej zapachem. Rzekomo była tylko kruchą, ludzką dziewczyną, ale wcale tak nie pachniała. Jej zapach był odurzającą mieszanką ciepłej wanilii i słodkiej lawendy – wyjątkowym aromatem, jakiego nie spotkałem przez całe moje długie życie. Chciałem wsunąć twarz w jej szyję, ugryźć jej skórę i naznaczyć ją tu i teraz na oczach wszystkich. Chciałem zaciągnąć ją z powrotem do mojego pałacu, rozebrać do naga i wsunąć w nią mojego twardego fiuta tak głęboko, by mogła jedynie wykrzykiwać moje imię. Nie mogłem się doczekać, by zabrać ją z powrotem do mojego pałacu w Dolinie Drakkonis (Drakkonis Vale) i pochwalić się nią pięciu moim najlepszym przyjaciołom. Byli kimś więcej niż przyjaciółmi; byli moimi braćmi broni, mężczyznami, z którymi krwawiłem i walczyłem od stuleci. Moją jedyną wciąż tlącą się żalem myślą było życzenie, aby oni również mogli odnaleźć swoje przeznaczone i poczuć to głębokie, trawiące przyciąganie. Pomogłem jej zsunąć się z moich kolan, choć moje dłonie ociągały się na jej miękkich udach, nienawidząc utraty jej ciepła. Poprawiłem postawę, by ukryć ogromne wybrzuszenie w moich spodniach, zanim pozwoliłem jej usiąść z powrotem na własnym tronie. Trzymałem jej dłoń mocno zaciśniętą w mojej, odmawiając wypuszczenia jej. **Rosalie** *Druga Połówka? Przyszła Królowa? Publiczne ogłoszenie?* Mój mózg uległ zwarciu. Usiadłam z powrotem na tronie, a mój umysł pędził jak szalony. Wewnątrz krzyczałam, a moje myśli zwinęły się w spiralę chaosu. *Nie panikuj. Myśl o szczęśliwych rzeczach. Myśl o czymkolwiek innym.* Próbowałam przywołać w głowie obrazy szczeniaczków, puszystych pand, tęcz albo tych pikantnych książek, które czytałam w tajemnicy. Nic nie działało. Moje serce waliło tak mocno, że byłam przekonana, iż wyrwie się prosto z mojej klatki piersiowej. Spojrzałam w dół na moje dłonie, myśląc o tym, jak bardzo byłam po prostu zwyczajną dziewczyną z małej ludzkiej osady. A nagle zostałam wepchnięta w świat nieśmiertelnych królów, potężnych smoków i krwiożerczych bestii. Uderzający kontrast między moim kruchym, ludzkim życiem a ich wieczną mocą sprawiał, że czułam się maleńka. "Skarbie" – zamruczał Cassian, a jego kciuk lekko gładził wierzch mojej dłoni. "O czym myślisz? Twoje serce bije jak bęben." Chwyciłam go za szerokie, muskularne ramiona, a moje palce wbiły się w drogi materiał jego królewskiego ubioru. "Ja... boję się" – wydukałam, a mój głos drżał. "Mam dopiero osiemnaście lat, Cassian! Zaledwie osiemnaście! W ogóle nie powinno mnie tu dziś być, a teraz mówisz mi, że powinnam zostać królową. Nie mam zielonego pojęcia o byciu przywódcą. A co jeśli coś popsuję? Co, jeśli twoi ludzie mnie znienawidzą? Jestem tylko człowiekiem!" Zanim zdążyłam nakręcić się jeszcze bardziej, Cassian chwycił moją szczękę. Jego duża, ciepła dłoń wymusiła uniesienie mojej twarzy, po czym wbił swoje wargi w moje w zaciekłym pocałunku. To był władczy, zaborczy atak, który wypchnął całą panikę z mojej głowy. Moje wargi się rozchyliły, a jego język wdarł się do środka, smakując bogatym bourbonem i mroczną magią. Zanim się odsunął, kręciło mi się w głowie, ciężko łapałam powietrze, a mój umysł był całkowitą pustką. Spojrzał głęboko w moje oczy, a jego wyraz twarzy był ostry, ale niezwykle czuły. "Jesteś moją przeznaczoną. Zawsze będę cię chronił, Rosalie. Będziesz niesamowitą Królową. Bóstwa nie popełniają błędów. Na dzisiejszą noc nie musisz się niczym martwić. Po prostu stój u mojego boku i się uśmiechaj." Pochylił się bliżej, a jego gorący oddech otarł się o wrażliwą małżowinę mojego ucha. Jego głos zniżył się do mrocznego, chrypliwego rejestru, który sprawił, że moje uda się zacisnęły. "Uwielbiam słuchać, jak moje imię spływa z tych słodkich ust. Nie mogę się doczekać, kiedy usłyszę, jak je wykrzykujesz, gdy będziesz pode mną, przyjmując mojego kutasa." Potężny wstrząs płynnego gorąca wystrzelił prosto w dół do mojej miednicy. Moja łechtaczka zapulsowała, a kolejna fala wilgoci wsiąkła w moje majtki. Odsunął się, a niegodziwy uśmieszek błąkał się po jego ustach, gdy zauważył moje wielkie oczy i jasnoczerwoną twarz. Chciałam zapaść się pod ziemię, ale moje ciało krzyczało z pragnienia jego dotyku. Głośny, dudniący trzask rozległ się echem w sali balowej, gdy zwiastun Fae uderzył ciężkim kosturem w marmurową podłogę, przyciągając uwagę wszystkich. "Nadszedł czas na Błogosławieństwo Przeznaczonych!" – zaryczał głos spikera w sali. "Jego Królewska Mość, Król Cassian, przyjmie teraz nowe pary i udzieli Smoczego Błogosławieństwa w imieniu Klanu Smoczego Herbu (Dragoncrest)." Gwar w sali balowej ucichł natychmiast. Ciężka cisza opadła na tłum, gdy setki oczu zwróciły się w stronę podium, gapiąc się bezpośrednio na nas. Cassian wstał, pociągając mnie za sobą. Przełknęłam ciężko ślinę, mając suche gardło. Ku mojemu zaskoczeniu, jego uścisk na mojej dłoni przypominał kotwicę. Mimo że znałam go dopiero od kilku godzin, opłynęło mnie dziwne poczucie bezpieczeństwa. Długa kolejka zaczęła się formować u podnóża schodów. Strażnicy w ciężkich zbrojach wynurzyli się z boków, tworząc barierę ochronną wokół podwyższenia. "Imiona i królestwo?" – zapytał Cassian. Jego głos był cichy, ale niósł ogromny, władczy ciężar, który sprawił, że mój kręgosłup się wyprostował. Gdy pierwsza para wystąpiła naprzód i odpowiedziała, obserwowałam zmianę w oczach Cassiana. Ciemne tęczówki rozbłysły zapierającym dech w piersiach, świetlistym złotem. Surowa, pierwotna moc Aethelgarda wypływała na powierzchnię. Cassian uniósł dłonie, kierując je w stronę pary. Nagle ogromna fala surowej, iskrzącej magicznej energii zalała salę. Uczucie było jak ładunek elektrostatyczny, ciężkie i ciepłe, sprawiające, że drobne włoski na moich rękach stanęły dęba. Para pokłoniła się głęboko, gdy złota energia obmyła ich, pieczętując ich więź. Z błogosławieństwem podeszły w sumie czterdzieści dwie pary. Niektóre były tradycyjnymi dwójkami, podczas gdy inne były Poli-Przeznaczonymi – grupami składającymi się z trzech, czterech, a nawet sześciu różnych nadprzyrodzonych istot związanych ze sobą. Patrzenie na nich przyprawiało mnie o zawrót głowy, ale czysta miłość i więź między nimi były niezaprzeczalne. Pod koniec kolejki, naprzód wystąpili Lyra i Kaelen. Lyra spojrzała na mnie, a jej oczy lśniły czystym szczęściem. Posłałam jej ciepły, dodający otuchy uśmiech, będąc niesamowicie szczęśliwą, że znalazła kogoś idealnego dla siebie. Gdy udzielono ostatniego błogosławieństwa, gęsta, magiczna energia w powietrzu zaczęła powoli parować. Cassian odwrócił się do mnie, a jego złote oczy skupiły się na moich. Wziął moją drżącą dłoń w swoją masywną palmę, całując moje knykcie, zanim zwrócił się do milczącego, pełnego podziwu tłumu. "Moi lordowie, damy i szanowni goście" – zagrzmiał głos Cassiana, niosąc się echem niczym grzmot pod potężnymi krokwiach sali. "Dzisiejszego wieczoru świętujemy święte więzi, które utrzymują nasze królestwa w jedności. Ale zanim rozpoczniemy biesiadowanie, chciałbym wykorzystać tę chwilę, by przedstawić wam wszystkim moją przeznaczoną i waszą przyszłą Królową, Rosalie." Przez sekundę w całej sali panowała martwa cisza. Można by usłyszeć szpilkę spadającą na marmurową podłogę. A potem sala eksplodowała. Ogłuszająca fala okrzyków, oklasków i ryków zatrzęsła samymi murami zamku. Zamrugałam, oszołomiona czystą głośnością ich aprobaty. Cassian nie dał mi czasu na zbytnie analizowanie. Płynnie sprowadził mnie w dół po schodach podium. Morze nadprzyrodzonych lordów i dam rozstąpiło się natychmiast, tworząc dla nas szeroką ścieżkę. Poprowadził mnie na sam środek gigantycznego parkietu sali balowej, dokładnie pod wspaniały kryształowy żyrandol, który rzucał skrzące się światło na wypolerowane, marmurowe płytki. Oplótł silne, potężne ramię wokół mojej talii, przyciągając moje ciało prosto do jego twardej klatki piersiowej. Położyłam jedną dłoń na jego ramieniu, a drugą oparłam tam, gdzie biło jego serce. "Po prostu się zrelaksuj i pozwól mi działać" – szepnął miękko w moją skroń. Zanim zdążyłam zacząć martwić się brakiem formalnych umiejętności tanecznych, orkiestra zaczęła grać porywający, romantyczny walc. Skrzypce i wiolonczele wygrywały piękną, rozlewającą się melodię. Cassian poruszał się z niewymuszoną gracją, prowadząc mnie po parkiecie. Miałam wrażenie, że unosimy się w powietrzu. Świat wokół nas zatarł się w wirze kolorowych sukien, błyskających świateł i uśmiechniętych twarzy, pozostawiając tylko nas dwoje. Tańczyliśmy piosenka za piosenką. Za każdym razem, gdy mnie okręcał, z moich ust wyrywał się cichy, pozbawiony tchu śmiech. Trzymał mnie pewnie, a jego dotyk był stanowczy i zaborczy. Na koniec szczególnie długiej melodii obniżył moją postawę do tyłu, a jego twarz zawisła zaledwie kilka cali od mojej. Złożył miękki pocałunek na boku mojej szyi, a jego wargi były gorące na mojej wrażliwej skórze. "Chodźmy do domu, moja miłości" – szepnął. Dreszcz, który przebiegł po moim kręgosłupie, był natychmiastowy. Mogłam jedynie skinąć głową, będąc nim całkowicie zachwycona. Dokonaliśmy naszego wielkiego wyjścia z sali balowej, zostawiając za sobą wiwatujący tłum. Ciasna eskorta imponujących demonicznych strażników otoczyła nas, a ich ciemna zbroja cicho brzęczała, gdy prowadzili nas przez labirynt prywatnych korytarzy. W końcu zatrzymaliśmy się przed parą ciężkich, ciemnych drewnianych drzwi. Strażnicy pchnęli je, by ukazać prywatne biuro. W przeciwieństwie do reszty okazałego, kolorowego i średniowiecznego wystroju zamku, to pomieszczenie było eleganckie, nowoczesne i utrzymane w surowej czerni i bieli. Lyra i Kae już czekali w środku, wraz z kilkoma królewskimi asystentami. W momencie, gdy drzwi się zamknęły, instynktownie ruszyłam w stronę Lyry, szukając pocieszenia. Oplotła mnie ramionami w ciepłym uścisku, szepcząc słowa wsparcia w moje włosy. W międzyczasie Cassian podszedł do masywnego regału z książkami, sięgającego od podłogi do sufitu i wypełnionego starożytnymi oprawionymi w skórę tomami. Sięgnął w górę, wyciągając konkretną książkę. Z cichym mechanicznym kliknięciem sekcja ściany odsunęła się, by ujawnić ukryty panel biometryczny. Cassian położył swoją dużą dłoń płasko na skanerze. Jasnoniebieskie światło przesunęło się po jego dłoni. Ciężki zgrzyt rozległ się echem w pomieszczeniu, gdy masywny regał rozsunął się pośrodku. W jego miejscu zmaterializował się wirujący, magiczny portal, iskrzący z intensywną, gwałtowną fioletowo-złotą energią. Wir buczał, rzucając niespokojny blask na biuro. Cassian podszedł do mnie, biorąc moją dłoń w swój ciasny uścisk. Jego wyraz twarzy był poważny, pozbawiony figlarnego ciepła z wcześniej. "Nie puszczaj" – rozkazał, a jego złote oczy skupiły się na moich. "Nie puszczę" – obiecałam, ściskając go za rękę. Razem zrobiliśmy krok do przodu i weszliśmy bezpośrednio w wirujący portal. Uczucie było przytłaczające. Miałam wrażenie, jakby całe moje ciało było rozrywane i składane z powrotem na poziomie komórkowym. Elektryzująca, przyprawiająca o zawrót głowy fala energii zalała mnie ciężko, kradnąc oddech z płuc. Mój wzrok zamazał się w tunelu oślepiającego światła, a ziemia zniknęła spod moich stóp. A potem, równie szybko, jak to się zaczęło, odczucie to ustąpiło. Moje stopy uderzyły o twardy grunt. Lekko się potknęłam, ale silne ramię Cassiana natychmiast objęło mnie w talii, utrzymując mnie w pionie. Mrugałam gwałtownie, próbując usunąć plamy sprzed oczu. Dezorientacja zniknęła, a ja rozejrzałam się dokoła. Byliśmy w innym biurze, ale to było zupełnie inne. Było ogromne, eteryczne i wypełnione bogatymi, ciepłymi barwami. Drewno mahoniowe, gobeliny i świecące kryształy unoszące się w powietrzu tworzyły atmosferę starożytnej potęgi. Wysokie, łukowate okna wychodziły na zapierającą dech w piersiach górską dolinę rozświetloną przez obce, gwiaździste niebo. Ale moje oczy nie zatrzymały się na tym widoku. Stojąc idealnie nieruchomo w centrum pomieszczenia i czekając na nas, znajdowało się pięciu mężczyzn. Zamarłam. Byli niesamowicie wysocy, z szerokimi ramionami i potężną, muskularną budową ciała, która sprawiała, że wyglądali jak starożytni bogowie wojny. Każdy z nich był zniewalająco piękny, o rysach tak idealnych, że wydawali się wyrzeźbieni w marmurze. W chwili, gdy weszliśmy do pomieszczenia, ich głowy odwróciły się w naszą stronę. Pięć par oczu wbiło się we mnie. W idealnym, przerażającym unisonie tęczówki całej piątki mężczyzn zapłonęły, lśniąc jasnym, mistycznym i niewątpliwym złotem. Głęboki, dudniący dźwięk wibrował w powietrzu, wstrząsając samymi deskami podłogi pod moimi stopami. "Przeznaczona!" – zaryczało pięciu mężczyzn jednocześnie, a ich głosy niosły się echem w idealnej, przyprawiającej o dreszcze harmonii. Opadła mi szczęka. Spojrzałam na pięciu górujących mężczyzn, a potem na Cassiana, którego dłoń wciąż mocno ściskała moją. *Słucham?*

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Królewskie błogosławieństwo – Szkarłatny Pobór: Związana z Najwyższymi Monarchami | Czytaj powieści online na beletrystyka