**Rosalie**
Zażenowanie zalało moje policzki w sekundzie, w której to obelżywe słowo opuściło moje wargi. Zacisnęłam obie dłonie szczelnie na ustach, mrużąc oczy przeciwko nagłej ciszy na tarasie. Właśnie straciłam panowanie nad sobą i nakrzyczałam na starożytną, czczoną Wyrocznię, będąc w otoczeniu zabójczych, nieśmiertelnych wojowników. Ciężar mojego wybuchu wisiał gęsto w popołudniowym powietrz
















