Z perspektywy Caspiana
Niewielu z nas dobrze sobie wczoraj poradziło na treningu. Powiedzieć, że Zephyrin był rozczarowany i zły, to jak nic nie powiedzieć. Musieliśmy wysłuchać dwudziestominutowego kazania, zanim w ogóle nas zwolnił z zajęć.
A jako karę za wczorajsze obijanie się, nasza cała drużyna musiała biec przez równe dwie godziny przed dzisiejszym treningiem.
Zanim umarł mój przeznaczony, a ja wziąłem tyle wolnego na żałobę, ten bieg nie byłby dla mnie aż tak trudny. Ale śmierć partnera mnie osłabiła, a ta odrobina ćwiczeń, którą wykonywałem podczas mojej nieobecności, by go opłakać i dojść do siebie, sprawiła, że stałem się jeszcze słabszy. Teraz mam mniej sił niż nawet ten drugi Delta 3 w naszym zespole.
Pod koniec z trudem dawałem radę dotrzymać kroku. Byłem tak daleko za wszystkimi. Piekły mnie płuca, nogi miałem jak z waty i zbierało mi się na mdłości.
Byłem rozczarowany i zniesmaczony samym sobą. Jak mogłem stać się aż tak słaby? Wiem, że w porównaniu z innymi Deltami nie jestem silny, ale to, co dzieje się teraz, jest znacznie gorsze niż kiedykolwiek.
Dziesięciominutowa przerwa przed rozpoczęciem treningu nie wystarczyła mi, by zregenerować siły na tyle, by za nimi nadążyć.
Mam problemy z podstawowymi pozycjami i ruchami. Delta 1 przede mną, Jaxon, też nie daje mi taryfy ulgowej, i słusznie. Nie chcę tego, nie potrzebuję litości.
Chciałbym po prostu, żeby moje ciało było silniejsze i bym był w stanie nadążyć. Zamiast tego czuję bolesne pieczenie, gdy obrywam w usta. Uderzenie posyła mnie w tył i ląduję na plecach. Moje usta natychmiast wypełniają się miedzianym smakiem krwi.
Jest mi wstyd, czuję upokorzenie i złość na samego siebie. Jak mogłem nie uniknąć tak prostego ciosu?
Spoglądam w górę z zażenowaniem i widzę, jak Zephyrin wyciąga w moją stronę dłoń. Sięgam po nią i ją chwytam. Resztki dumy, jakie miałem, dawno wyparowały, więc stoję tam z opadniętymi ramionami, starając się nie krwawić dookoła.
"Zrób sobie 10-minutową przerwę, a potem spotkaj się ze mną na macie z tyłu po lewej" - powiedział Zephyrin, a w jego oczach widać było współczucie.
Normalnie nienawidziłbym tego współczucia, ale z jakiegoś powodu sprawiło ono, że poczułem się odrobinę lepiej.
Zasłaniając krwawiące usta, minąłem wszystkich i usiadłem na ławce.
"Hej, Caspian, wszystko w porządku?" zapytał Zephyrin, zaskakując mnie tym, że w ogóle znał moje imię.
Trenuje nas zaledwie od kilku dni. Nie sądziłem, że będzie go obchodzić moje imię, biorąc pod uwagę to, że dla większości ludzi jestem zazwyczaj niewidzialny. Ale chyba to częściowo moja wina; jestem cichy i trzymam się na uboczu.
Patrzę na Zephyrina i z jakiegoś powodu czuję zdenerwowanie, może dlatego, że jest niesamowicie piękny. Odchrząkuję, by pozbyć się tej myśli. Uznanie kogoś za atrakcyjnego to ostatnia rzecz, jakiej teraz potrzebuję. Zwłaszcza, że wszystko, co widzę, gdy tylko zamykam oczy, to twarz mojego przeznaczonego w chwili śmierci.
Byłem zaskoczony, ale też bardzo wdzięczny, że Zephyrin poświęcił swój czas, by osobiście pokazać mi, jak wykonywać ruchy, nad którymi dzisiaj pracowaliśmy. Z jakiegoś powodu w ogóle nie mogłem tego pojąć. Ale on odpowiednio ustawił moje ciało i pokazał, jak przejść przez każdy krok, każdy obrót, cios i dźgnięcie.
Odchodziłem wykończony, ale trochę szczęśliwszy, że przed końcem potrafiłem to już zrobić samemu.
Spacer do mojego małego domku nigdy nie wydawał się tak męczący i tak długi. Zaczynałem żałować, że nie przyjąłem pokoju w domu stada, zamiast tej małej chatki na najdalszym krańcu naszego terytorium. Najdalej od pola treningowego.
Mój mały dom z bali jest ukryty w lesie. Jest stary i zdecydowanie wymaga remontu, ale w ogóle się nim nie przejmuję. Nie widzę w tym sensu. Przecież nie mam na kim robić wrażenia. Jestem tylko ja, nikt mnie nie odwiedza. Przypuszczam, że pomogłoby, gdybym faktycznie miał kogoś w moim życiu, kto by mnie odwiedzał, ale nie mam.
Kiedy w końcu dostrzegłem mój frontowy ganek, powłóczyłem nogami. Miałem wrażenie, że wejście po schodach i wejście przez drzwi pochłonęło resztkę moich sił.
Nie miałem nawet ochoty niczego sobie ugotować. Bolało mnie całe ciało, byłem wyczerpany i desperacko potrzebowałem się położyć. Zrzuciłem buty, zsunąłem ubrania i pozwoliłem swojemu ciału opaść na łóżko, odsuwając pościel.
Wypuściłem powietrze, wpatrując się w sufit. Mój wzrok padł na tę plamę, po tym jak dach kiedyś przeciekał. Wpatrywałem się w nią, starając się nie wyobrażać sobie jego twarzy. Zauważając, jak niesamowicie cicho jest w moim domu. Zauważając, jak niesamowicie samotny się czuję, leżąc tutaj, bez rodziny, bez przyjaciół, mając tylko siebie i Nyko.
Czując moją samotność, Nyko wychodzi naprzód. Mam prawie takie wrażenie, jakby ocierał pyskiem o wnętrze mojej głowy.
"Jestem tu" - powiedział do mnie mój wilk, a ja uśmiechnąłem się, zamykając oczy, by lepiej go dostrzec.
"Wiem, kocham cię, Nyko!"
"Ja ciebie też kocham, Caspian!... Nie trać nadziei, gdzieś tam jest ktoś dla nas. Ktoś nas kiedyś pokocha."
"Może" - odparłem, zamykając oczy i przewracając się na bok. Chwyciłem leżącą obok mnie poduszkę i przytuliłem ją, podczas gdy moje powieki stawały się coraz cięższe.
....
W miarę upływu tygodni czuję, jak staję się silniejszy i po treningach nie wracam już do domu resztkami sił. Łapię się na tym, że pierwszy raz od dłuższego czasu nie mogę się doczekać ćwiczeń. Myślę, że to zasługa tego, jak bardzo pomaga mi Zephyrin.
Nie to, że nasz poprzedni lider nie był pomocny, ale Zephyrin poświęca uwagę absolutnie każdemu. Zdaje się wiedzieć dokładnie, kto najbardziej potrzebuje wsparcia, i stara się mu go udzielić. A ja po prostu jestem jedną z tych osób, które zdają się zawsze potrzebować pomocy.
Bez względu na to, jak często potrzebuję pomocy, on zawsze wydaje się chętny, by mi jej udzielić. Nigdy nie sprawia, żebym czuł się nieodpowiedni, nie zawstydza mnie, gdy ją otrzymuję.
Obserwowałem Zephyrina i Marka, gdy demonstrowali nowe sekwencje, które zaczniemy ćwiczyć od jutra. Czuję się zagubiony, widząc, jak wykonują to cztery razy z rzędu, zanim poproszą nas, byśmy sami spróbowali.
Zephyrin lubi tak robić, by mieć rozeznanie, kto następnego dnia będzie potrzebował więcej czasu sam na sam z nim.
Otarłem pot z czoła, zajmując pozycję, i starałem się nie patrzeć na Zephyrina, gdy poczułem na sobie jego wzrok.
Wstrzymałem oddech, przy pierwszej próbie od razu wiedząc, że zrobiłem to źle.
Zatrzymałem się, przyjąłem na nowo postawę, po czym spróbowałem jeszcze raz. Prawie natychmiast uświadomiłem sobie, że źle postawiłem stopę i znów sknociłem. Warknąłem na siebie z frustracji. Roztrząsłem ramiona. Ponownie przyjąłem postawę i wszedłem w ruch. Chciałem uderzyć pięścią w drzewo, gdy wszystko szło nie tak.
Poczułem obecność Zephyrina, zanim usłyszałem jego głos.
"Nie bądź dla siebie taki surowy, idzie ci naprawdę świetnie, Caspian. Jestem z ciebie bardzo dumny. W tak krótkim czasie zaszedłeś tak daleko. Wiesz co, spotkajmy się tutaj jutro 15 minut wcześniej, a popracuję z tobą sam na sam" - powiedział Zephyrin, uśmiechając się do mnie.
Nie mogłem powstrzymać się od odwzajemnienia uśmiechu i podziękowania. Nie mogłem uwierzyć, że Zephyrin, ten niesamowity wojownik, chciał poświęcić swój czas, by trenować tylko ze mną. Nie mogłem w to uwierzyć, byłem tak podekscytowany, że niemal przeskakałem całą drogę do domu.
Po raz pierwszy od tak dawna przeszedłem przez próg z uśmiechem na twarzy i w końcu ugotowałem sobie obiad, zamiast od razu iść do łóżka. Byłem zbyt szczęśliwy, zbyt podekscytowany, by spać, więc naprawdę zrobiłem sobie porządny posiłek.
Obudziłem się bardzo wcześnie i wziąłem prysznic. W końcu nikt nie chce dotykać kogoś, kto śmierdzi, pomyślałem, upewniając się, że użyłem odpowiedniej ilości dezodorantu, a potem poczułem zdenerwowanie, próbując zdecydować, co założyć na dzisiejszy trening.
Zrobiłem krok w tył, zamykając oczy, wypuszczając powietrze i przecierając twarz dłonią.
"Co ja, do cholery, wyprawiam?!" - powiedziałem do siebie, po czym otworzyłem oczy, patrząc na łóżko i uświadamiając sobie, że wyciągnąłem wszystko, co mam na treningi.
Można by pomyśleć, że szykuję się na randkę, a nie na trening!
Sfrustrowany sięgnąłem po czarne spodnie z białym paskiem po bokach i czarną koszulkę na ramiączkach.
Złapałem gumkę do włosów, wychodząc z domu i truchtem ruszając w stronę pola treningowego. Upewniłem się, że będę wcześnie, by móc się rozciągnąć, zanim on się pojawi. Na pewno nie chce czekać, aż skończę się rozciągać, a ja zdecydowanie nie chcę zaczynać treningu bez rozgrzewki.
Byłem zaskoczony tym, jak puste, spokojne i ciche było pole, gdy dotarłem na miejsce. Słońce ledwie wychylało się zza horyzontu, próbując wzbić się w niebo. Trawa była wciąż pokryta rosą, a zapach ziemi wciąż unosił się intensywnie w powietrzu.
Zapomniałem, jak cudownie pachnie ziemia o tak wczesnej porze. Zapomniałem, jak magicznie wszystko się czuje, gdy świat zaczyna się budzić.
"Hej, krótkie nóżki!" Głos Zephyrina rozlega się głośno, strasząc mnie tak, że w pozycji, w której właśnie się rozciągałem, lecę w tył i upadam na tyłek.
Czuję, jak moja twarz płonie, gdy patrzę na niego z dołu. Widzę, że stara się nie śmiać. Musi go boleć policzek, bo widzę, jak go przygryza, a jego twarz robi się czerwona – nie od rumieńców, ale z wysiłku, by powstrzymać śmiech.
Nie potrafię powstrzymać się od posłania mu wrogiego spojrzenia. Jego niesamowite białe włosy, te błyszczące jasnoniebieskie oczy i ta piękna twarz, patrząca na mnie w desperackiej próbie opanowania śmiechu.
"Nie mam krótkich nóżek!" - zmarszczyłem brwi, a on zachichotał, wyciągając do mnie rękę, łapiąc moją dłoń i pociągając mnie na równe nogi.
"Wiem, to był tylko żart! Chodź, mój mały Indiański chłopaku, pokażę ci te ruchy!"
"Indiański chłopaku?" - zdziwiłem się na to dziwne przezwisko.
"Ta, wyglądasz trochę jak rdzenny Amerykanin. Twoje włosy, twoje wysokie, ostre kości policzkowe, odcień skóry, sam nie wiem. To właśnie przychodzi mi na myśl, kiedy na ciebie patrzę."
Powiedział wzruszając ramionami, a ja nie mogłem przestać się zastanawiać, czy to była obelga, czy nie. Moja klatka piersiowa zacisnęła się na myśl, że tak, i nie potrafiłem się powstrzymać. Zanim zdałem sobie z tego sprawę, otworzyłem usta i słowa same popłynęły,
"Czy to coś złego?" - zapytałem, po czym szybko spuściłem wzrok, gdy zdałem sobie sprawę, że powiedziałem to na głos, zamiast w myślach.
"Nie, wcale nie! Dlaczego miałoby być?"
"Ja, nie wiem... Pomyślałem, że może to obelga dotycząca mojego wyglądu."
"Nie, to nie było moim zamiarem. Podoba mi się ten wygląd, pasuje ci! Czyni cię wyjątkowym! Chodź, popracujmy teraz nad tymi ruchami. Pokaż mi, z czym do ludzi!" - powiedział Zephyrin, po czym rzucił mi zawadiacki, szeroki uśmiech, chichocząc z własnego żartu.
"Nie myśl, że będę przed tobą kręcić tyłkiem!" - powiedziałem, stając na macie. Niestety to sprawiło, że Zephyrin wybuchnął atakiem chichotu.
"O bogini, nie sądziłem, że znasz tę piosenkę! Byłem pewien, że to czasy przed tobą!"
"Hej, jak myślisz, ile mam lat?!"
"Dużo, skoro tak wolno się ruszasz!"
Mały gnojek! - pomyślałem, warcząc, gdy rzuciłem się w jego stronę. Niestety, zostałem złapany, podniesiony, przerzucony przez ramię i przygwożdżony do ziemi.
Leżałem tak przez chwilę, kontemplując swoje życiowe wybory aż do tego momentu, słuchając, jak ten gnojek głośno się śmieje, po czym obraca się i przyjmuje postawę.
Gdy tylko wszedłem na matę, było tak, jakby ktoś pstryknął przełącznikiem. Zmieniając tego zabawnego i beztroskiego Zephyrina, którego poznałem dopiero dzisiaj, w jedynego Zephyrina, jakiego znałem przez te ostatnie kilka tygodni. Powagę, mojego lidera.
Gdy wszyscy zaczęli się schodzić, zająłem pozycję z moim przydzielonym na dziś partnerem. Nie potrafiłem jednak przestać myśleć o Zephyrinie, którego poznałem, zanim jeszcze wszedł na boisko. To było tak, jakbym dostał potajemny wgląd w osobę, której tu nie ma na treningu ze wszystkimi.
Tutaj widzimy tylko poważną, mądrą i niezwykle utalentowaną osobę, dla której liczy się tylko praca. Ale ja mogłem zobaczyć sarkastycznego i głupiutkiego Zephyrina. Stronę, o której istnieniu nawet nie wiedziałem. Była to strona Zephyrina, z którą o przyjaźni mógłbym tylko pomarzyć.
Nie wiem dlaczego, ale z jakiegoś powodu, idąc do domu, czułem smutek i przygnębienie.
Gdy w zasięgu mojego wzroku pojawił się mój stary, brzydki dom, który wyglądał, jakby miał się zaraz rozpaść, coś do mnie dotarło.
Ten dom to moje odbicie. Nie pod względem tego, że jest stary, bo ja nie jestem. Ale oboje jesteśmy sami, samotni, nie mamy nikogo, kto by nas odwiedził, dotrzymał towarzystwa lub się nami zaopiekował. Nie żebym potrzebował kogokolwiek do opieki, jestem dominującym Deltą 3, to moim zadaniem jest dbać o kogoś innego... Ale ja nawet tego nie mam, nie mam nawet nikogo, o kogo mógłbym dbać.
Uświadomiłem to sobie, kładąc dłoń na starej, pokrytej drzazgami poręczy, z lewą stopą na pierwszym schodku. Stałem tam i dotarło do mnie, dlaczego jestem tak smutny... Chcę być jego przyjacielem, ale wiem, że jestem daleko poniżej niego, tuż pod jego stopami. Wiem, że nigdy nie miałbym szans. Jestem nędznym dominującym Deltą 3, osłabionym po śmierci mojego przeznaczonego i najdalszą rzeczą od myśli kogokolwiek. Nie ma możliwości, żeby ktoś taki jak on chciał się przyjaźnić z kimś takim jak ja.
Wziąłem głęboki oddech, wstrzymałem go na chwilę, po czym wypuściłem, wchodząc po schodach. Moje ramiona opadły, głowa mi zwisała, nienawidziłem w sobie wszystkiego.
Nie tylko nie miałem siły, by cokolwiek gotować, ale też to była najdalsza rzecz od moich myśli. Mój apetyt dawno zniknął.
Nie wiem, jak długo tak leżałem, wpatrując się w tę plamę po wodzie na suficie i czując głupie łzy spływające po moich policzkach, by wsiąknąć w poduszkę.
"Caspian, proszę... Nie rób sobie tego. Tak bardzo cię kocham! Wytrzymaj jeszcze trochę. Coś się musi zmienić, po prostu musi!" - powiedział Nyko łamiącym się głosem, z trudem starając się być dla mnie silnym. Ale czułem to, był samotny, tak samo jak ja.
Zamknąłem oczy, przewróciłem się na bok i wyobraziłem sobie Nyko. Przekazałem mu ten obraz i wyobraziłem sobie, jak obejmuję go ramionami. Wydał z siebie ciche skomlenie, a ja poczułem to znajome uczucie, jakby ocierał pyskiem o wnętrze mojej głowy.
"Kocham cię, Nyko!" - szepnąłem do mojego wilka, który zawsze był silny za nas obu i próbował ze wszystkich sił, by mnie pocieszyć i sprawić, żebym poczuł się lepiej.
Oboje tęskniliśmy za dotykiem, nikt nas nie dotykał poza treningiem. Zamknąłem więc oczy i zmusiłem go do przyjęcia tego obrazu, pozwoliłem Nyko zobaczyć, jak przeczesuję palcami jego futro, gdy był w swojej formie.
To najmniejsze, co mogłem dla niego zrobić za to wszystko, co dla mnie robił. Słyszałem, jak Nyko mruczy w mojej głowie, podczas gdy ja wyobrażałem sobie moje palce zagłębiające się w jego futro. Futro, którego nikt nigdy nie dotykał, poza treningami czy atakami samotników.
Nikt nigdy tak po prostu nie pogłaskał go po głowie ani nie przesunął delikatnie palcami po jego sierści. Jest to coś, czego dosłownie nie mogę zrobić, ponieważ jesteśmy tą samą osobą, a moja ludzka forma musi zniknąć, aby on mógł się pojawić.
Tym razem nie zasnąłem, dopóki nie poczułem, że on już śpi, a potem poczułem, jak moje powieki robią się ciężkie, gdy starałem się nie myśleć o jego twarzy.
















