Triada alfy: Człowiek, delta i ich alfa

Triada alfy: Człowiek, delta i ich alfa

Autor: Aeliana Moreau

Rozdział 3 Przyjaciel
Autor: Aeliana Moreau
30 maj 2026
Z perspektywy Caspiana Wziąłem głęboki oddech, stojąc z szeroko rozstawionymi nogami, po czym powoli pochyliłem się w lewo. Przenoszę kolano nad kostkę, a moja lewa ręka zsuwa się wzdłuż nogi, zatrzymując się na kostce, podczas gdy prawą dłoń unoszę nad sobą. Zastygłem w tej pozycji, powoli wdychając powietrze przez nos, a następnie powoli wydychając je ustami, aż nagle przestraszył mnie głośny głos i z impetem wylądowałem na tyłku. "Hej, Zwinne nóżki!" Moja głowa gwałtownie odwróciła się w jego kierunku i posłałem Zephyrinowi gniewne spojrzenie. "Serio?!" - powiedziałem, a on pochylił się w przód, zanosząc się śmiechem. "I co, ukrywałeś się tam i czekałeś na odpowiedni moment, żeby mnie przestraszyć?" - zapytałem, wstając i otrzepując się. "Nie, obserwowałem cię, kiedy podchodziłem, i wyczekiwałem na odpowiedni moment" - powiedział Zephyrin, rzucając mi uśmiech. Zaśmiałem się, kręcąc głową, a jego uśmiech stał się jeszcze szerszy. "No proszę, spójrzcie na to, ty potrafisz się śmiać!" - powiedział, a ja poczułem, jak się rumienię, i pokręciłem głową. "W porządku, no już Indiański chłopaku, pokaż mi, co potrafisz!" .... Po indywidualnym treningu z Zephyrinem czułem się pewnie. To było takie dobre uczucie, wiedzieć, jak prawidłowo wykonywać ruchy, i nie robić z siebie pośmiewiska. Pod koniec treningu byłem z siebie jeszcze bardziej dumny. Poszło mi naprawdę dobrze. Nawet Marek mnie dziś pochwalił, a to się nigdy wcześniej nie zdarzyło. Wszyscy staliśmy, obserwując, jak Marek i Zephyrin wykonują kroki do jutrzejszych ćwiczeń. Jutrzejsze ćwiczenia będą miały miejsce w wilczej formie. Obserwowałem, jak ogromny wilk Marka góruje nad białym wilkiem Zephyrina. Myślałem, że Sora nie ma najmniejszych szans w starciu z nim. Ale zszokował nas wszystkich i powalił Marka. Oglądaliśmy, jak wykonuje te ruchy cztery razy z rzędu, a ja znowu czułem się całkowicie zagubiony. Rozebrałem się do samej bielizny, szybko się przemieniłem, a potem wróciłem na matę. Nyko był zdenerwowany. Nie trenowaliśmy w wilczej formie od ponad tygodnia. Nie pomagał fakt, że żaden z nas nie rozumiał, jak wykonać te ruchy. Zephyrin przechadzał się wzdłuż rzędu, przemawiając, aż zatrzymał się obok mnie, przyglądając się wszystkim. Nyko rozglądał się po pozostałych. Jego ciało nagle zesztywniało, a oczy rozszerzyły się, gdy poczuł, jak czyjeś palce zanurzają się w jego futrze. Powoli uniósł głowę i spojrzał na Zephyrina, który nawet na niego nie patrzył. Bok Zephyrina opierał się o nas, podczas gdy on zwracał się do grupy. Jego palce machinalnie przeczesywały nasze futro na szyi i w dół grzbietu. Nyko mrugał, wpatrując się w górę w Zephyrina. Nie mógł uwierzyć, że ktoś go dotyka. Jego oczy powoli się zamknęły, a głowa oparła się o jego dłoń, gdy Zephyrin zaczął drapać go za uchem. "Naprawdę ci się to podoba, prawda?" - usłyszałem łagodny głos Zephyrina, a oczy Nyko otworzyły się, wyrywając nas z zamyślenia i sprawiając, że zorientował się, iż głośno mruczy. Żołądek nam się skurczył i natychmiast przestaliśmy mruczeć. Oczy Nyko zaczęły nerwowo skakać po wszystkich w obawie przed ich reakcją na to, że usłyszeli, jak mruczymy. Ku naszemu zaskoczeniu, nikt na nas nie patrzył ani nie zwracał na to uwagi. Odwrócili się już do swoich partnerów i rozpoczęli kolejne ćwiczenie. "No już, Marek z tobą poćwiczy." .... "Hej, zaczekaj!" - zawołał Zephyrin, gdy wracałem do domu. "Świetnie ci dziś poszło!" - powiedział Zephyrin, podbiegając do mnie. "Dzięki!" - odparłem z uśmiechem. Idąc, słuchałem, co mówił. Dawał mi dodatkowe wskazówki, jak podchodzić do konkretnych sytuacji będąc w postaci wilka. Czułem Nyko blisko powierzchni obok mnie. Czułem, jak patrzy moimi oczami na Zephyrina, uważnie słuchając tego, co ma do powiedzenia. Zatrzymałem się, a on spojrzał na mnie pytająco. "Och, mieszkam tutaj, na końcu Ścieżki Starszego Lasu" - powiedziałem, drapiąc się po karku. "Och, cóż, w takim razie masz tu niezły kawał drogi! Zatem do zobaczenia jutro na treningu" - powiedział, machając mi na pożegnanie, po czym ruszył dalej. Patrzyłem przez chwilę, jak odchodzi, po czym odwróciłem się i ruszyłem do domu. "Jest bardzo miły" - powiedział Nyko. "Tak, jest" - odpowiedziałem z uśmiechem. "Myślisz, że będzie naszym przyjacielem?" "Ja, nie wiem." "Dotykał mojego futra! To było niesamowite!" - powiedział Nyko, i mógłbym przysiąc, że widziałem, jak mój wilk się uśmiecha. .... Nie wiem, dlaczego tak bardzo się denerwowałem przed treningiem w tym tygodniu. Codziennie rano łapałem się na nerwowym wybieraniu ubrań. W porze, w której wiedziałem, że Zephyrin pojawi się na treningu, byłem pełen ekscytacji, kończąc moje rozciąganie. Czułem w żołądku to dziwne uczucie, jakby coś we mnie trzepotało. Rozglądałem się w poszukiwaniu Zephyrina, a gdy tylko go dostrzegałem, moja twarz się rozjaśniała i ogarniała mnie fala ulgi. Z jakiegoś powodu, wystarczyło na niego spojrzeć, aby świat wydawał się lepszy i wszystko wydawało się być w porządku. Gdy był blisko, nie czułem się już samotny. Łapałem się na tym, że gapię się na niego. Bogini, jest taki piękny! Chyba nigdy wcześniej nie widziałem kogoś takiego. Ma najpiękniejsze, białe włosy. Na czubku głowy są dłuższe i układa je w nieładzie. Trochę sterczą we wszystkie strony. Ale wygląda to niesamowicie! Jego oczy są przeraźliwie błękitne, przysięgam, że aż błyszczą. Skóra jest taka blada, kremowa i nieskazitelna. Jest Omegą, ale ma mięśnie. Nie są wielkie, ale w jakiś sposób wręcz idealne. Wszystko w nim jest idealne. Aż po sposób, w jaki walczy, i sposób, w jaki się uśmiecha. Jego śmiech to muzyka dla moich uszu, sprawia, że serce bije mi szybciej. "Jakie masz plany po treningu?" - zapytałem, gdy chwyciłem ręcznik i wytarłem pot z czoła. "Żadnych. Zazwyczaj idę po prostu do domu i idę spać." "Miałem zamiar przebiec się nad jezioro popływać, chcesz do mnie dołączyć?" - zapytał. "Ja, nie mam przy sobie spodenek kąpielowych." "W porządku, po drodze zahaczymy o twój dom. Twoje miejsce i tak jest po drodze." Żołądek związał mi się w supeł, ekscytacja aż ze mnie parowała. On naprawdę chce się ze mną spotkać! "J-jasne!" - powiedziałem, czując, jak uśmiech rozkwita na mojej twarzy. .... Uśmiechałem się, słuchając, jak Zephyrin mówi. O rany, nigdy nie widziałem nikogo, kto mówiłby tyle, co on. Ale mi to nie przeszkadza, cieszę się, że to on prowadzi rozmowę. Ja nie miałbym pojęcia o czym rozmawiać. Ale potrafię być dobrym słuchaczem i uwielbiam słuchać głosu Zephyrina. Byłem tak pochłonięty jego głosem, jego mimiką i wszystkim, co miał do powiedzenia, że zapomniałem o jednym, dopóki nie stanęło mi to przed oczami... Żołądek podszedł mi do gardła, gdy zobaczyłem mój brzydki dom. Od razu pożałowałem, że go tu przyprowadziłem. Poczułem, jak moja twarz płonie z gorąca i próbowałem wymyślić sposób, by zawrócić albo iść dalej. Nie przyszło mi nic do głowy, więc szedłem przed siebie. "Umm, czy to nie twój dom? Nie wydaje mi się, żeby dalej były jeszcze jakieś" - powiedział Zephyrin, a ja wzdrygnąłem się, zatrzymując się i powoli odwracając. "Och, no tak. Nie patrzyłem przed siebie" - odparłem, drapiąc się po karku i powoli odwracając się w jego stronę. "Przepraszam, nie zwracaj uwagi na to, jak wygląda" - rzuciłem, nie patrząc mu w oczy. "O czym ty gadasz, to świetny dom stary! Spójrz na siebie, masz własną chatę, a ja wciąż dzielę pokój z ojcem... Brzmi to dziwnie, nie?" - powiedział Zephyrin, pukając się palcem w podbródek, gapiąc się gdzieś w dal, jakby o czymś myślał. Wzruszył ramionami i posłał mi uśmiech. "Cóż, ja tam się go nie wstydzę! Pokaż mi tę swoją kawalerską jaskinię!" - powiedział, a ja nie mogłem powstrzymać śmiechu. Uwielbiam to, jak wszystko jest z nim takie fajne i lekkie. Nie wydaje mi się, by miał w sobie choć odrobinę pociągu do osądzania innych. Wiem na pewno, że ewidentnie brakuje mu wstydu - pomyślałem, znów się śmiejąc. .... Ten mały gnojek jest szybki i irytujący! - pomyślałem, próbując ugryźć w pysk tę małą białą kulkę puchu, która gryzła i szarpała mój ogon. Moje ciało wygięło się, gdy sięgnąłem za siebie z otwartym pyskiem. Sora w ostatniej chwili puścił i moje zęby z trzaskiem się zamknęły. Sora odskoczył w tył, obniżył klatkę piersiową do samej ziemi, wysoko uniósł tyłek, a jego ogon zamerdał na boki. Język zwisał mu z boku pyska i ta cholera wyglądała, jakby się do mnie uśmiechała, po czym szczeknął. Nyko odszczeknął i rzucił się na niego, a obaj runęli w plątaninie łap. Gryzłem go w kark, gdy on żuł mój ogon. Śmiałem się z nich obu, szczęśliwy, że Nyko nareszcie ma przyjaciela. Po raz pierwszy zamiast trenować lub biegać samotnie, po prostu bawił się z kimś innym. .... Dni mijały, a ja nigdy w życiu nie byłem bardziej szczęśliwy niż teraz. Nie pamiętam, kiedy ostatni raz płakałem, albo czułem się samotny. Każdego wieczoru po powrocie z treningu nie byłem już smutny i wyczerpany, przekraczając próg drzwi. Byłem w stanie ugotować sobie jedzenie i kłaść się do łóżka z uśmiechem na ustach. .... "Nie, nie o to cię prosiłem. Nie odpychasz mnie i nie uderzasz wystarczająco mocno. Musisz włożyć cały ciężar ciała w pięść, gdy we mnie celujesz. A kiedy obalasz mnie na ziemię, musisz uderzyć mnie w pierś, dokładnie tutaj, z całej siły, jednocześnie podcinając mi nogi i rzucając na glebę. Spróbuj jeszcze raz, wiem, że potrafisz. Widziałem, jak to robisz. Dawaj!" Czuję frustrację, przecieram twarz dłonią i znów przyjmuję pozycję. "Dasz radę, wiem, że potrafisz" - powtarzam sobie w duchu... Jedynym problemem jest to, że za każdym razem, gdy, ustawiając się w pozycję, spoglądam na jego twarz, nie potrafię zmusić się, by zrobić mu krzywdę. Oboje, ja i Nyko wzdrygamy się i zbiera nam się na skomlenie. Próbuję robić to, co mówi. Próbuję go uderzyć, ale za każdym razem, gdy się zamierzam, po prostu nie potrafię. Od razu wiem, że będzie na mnie krzyczeć. Widzę, że narasta w nim frustracja, a ja czuję się przez to tylko gorzej. Jestem zły na samego siebie i jest mi przykro. "Słuchaj, powtarzam ci, to jest trening. Masz uderzać ludzi, a ja jestem jednym z nich. Kiedy każę ci uderzyć, masz uderzyć. A teraz ruszaj, uderz mnie!" Zamykam oczy, biorę głęboki wdech, powoli go wypuszczam, po czym staję na macie i znowu się z nim mierzę. Patrzę na jego twarz, tę piękną, delikatną twarz, po której z rozkoszą chciałbym po prostu przesunąć palcami. Twarz, w którą mam teraz uderzyć. Wyprowadzam cios, ale zamiast w twarz, trafiam go w ramię. Warczy sfrustrowany. "Wydałem ci rozkaz. Słuchasz mnie, do cholery? Powiedziałem: uderz mnie, kurwa!" - wykrzyczał z wściekłością, po czym pchnął mnie za ramiona, sprawiając, że się potknąłem i omal nie poleciałem do tyłu. Poczułem, jak pieką mnie oczy, gdy łzy groziły wypłynięciem. Czułem się tak, jakby ktoś ścisnął mnie za klatkę piersiową. Jakby ktoś złapał mnie za serce i je zgniatał. Było mi tak strasznie przykro, nie mogłem uwierzyć, że na mnie nakrzyczał i to z taką złością. Czułem i widziałem tę wściekłość. Złość tak ogromną, że mnie odepchnął z wściekłości, a nie z powodu treningu. Przełknąłem gulę w gardle. Usłyszałem, jak mój własny głos drży, gdy się odezwałem. "Nie potrafię! Nie uderzę cię w twarz!" "Potrafisz i to zrobisz, albo zostaniesz wyrzucony ze służby i przestaniesz być wojownikiem!... Możesz iść do cholernego domu stada, gotować i sprzątać! Albo iść do roboty na pieprzone pole, gówno mnie to obchodzi!" - krzyknął Zephyrin, tym razem jeszcze bardziej wściekły i po raz kolejny z całej siły pchnął mnie za ramiona. Zabolało mnie to. Nie mogłem uwierzyć, jak mocno bolało mnie serce. Nie czułem takiego bólu od dnia śmierci mojego przeznaczonego. Przez ułamek sekundy mógłbym przysiąc, że na jego twarzy maluje się poczucie winy, zanim gniew natychmiast wymazał tę emocję. Zephyrin warknął, błyskawicznie wyrzucając pięści w moim kierunku. Jego pięści latały wokół mnie, nie miałem wyboru, musiałem się bronić i próbować blokować uderzenia. Nie potrafiłem obronić się przed wszystkimi i czułem na sobie te, które przepuściłem. Uderzał mocno. Początkowo, kiedy próbował zrobić mi krzywdę, poczułem ból, który przerodził się we frustrację, aż coś we mnie pękło. Zaryczałem, szybko ruszyłem do przodu, łapiąc Zephyrina za gardło i unosząc go w powietrze. Okręciłem go i cisnąłem nim o ziemię. Usiadłem okrakiem na jego biodrach. Lewą dłonią trzymałem go za gardło, a moją prawą pięść miałem w pogotowiu, gotową uderzyć go w twarz. Moja twarz unosiła się tuż nad jego, a ja warczałem na niego. Stłumiony dźwięk, jaki z siebie wydał, wyrwał mnie z tego stanu, natychmiast puściłem go i moje oczy się rozszerzyły. Zephyrin wziął głęboki wdech i od razu zaczął kaszleć. Wpadłem w panikę, zaczynając gorączkowo przepraszać. "O bogini, tak mi przykro, Zephyrin!" - powiedziałem, przerażony tym, że mogłem go zranić. Kiedy spróbowałem sprawdzić, co z jego szyją, pokręcił głową i złapał moje ręce, jakby chciał mnie uspokoić. "Nie, zrobiłeś dokładnie to, czego od ciebie chciałem! Chciałem, żeby coś w tobie pękło, chciałem, żebyś mnie powalił. O to mi tylko chodziło przez ten cały czas... Zrobiłeś to!" Powiedział, i wtedy do mnie dotarło. Wcale nie był na mnie zły. Nie mówił na poważnie tych rzeczy. Prowokował mnie celowo, próbując sprawić, bym go uderzył. Chciał zatrzymać mnie na ścieżce, którą kroczyłem, ścieżce, która sprawiała, że nie mogłem mu zrobić krzywdy podczas treningu. Poczułem, jak uśmiech rozjaśnia mi twarz. Cieszyłem się z dwóch powodów - że tak naprawdę nie był na mnie zły i że udało mi się zrobić to, czego ode mnie oczekiwał. "Na tym kończymy prywatne treningi. Nie sądzę, byśmy musieli to ciągnąć. A poza tym wydaje mi się, że już ich nie potrzebujesz" - powiedział Zephyrin. Wiedziałem, że nie będzie trenował mnie prywatnie w ten sposób w nieskończoność. Ale mimo wszystko zabolało mnie to i napełniło smutkiem. Lubiłem to krótkie 15 minut, które spędzałem z nim każdego ranka, zanim rozpoczął się trening. Nie czułem nawet, by były to treningi, bardziej jak spotkania z przyjacielem każdego ranka... A teraz to przepadło. Skinąłem głową, zmuszając się do uśmiechu. Cóż, nic nie trwa wiecznie. Poczułem, jak Nyko wycofuje się w głąb mojej głowy, opuszcza pysk i zwija się w kłębek. Czułem, że bał się tego, iż właśnie straciliśmy naszego przyjaciela. Obaj zastanawialiśmy się, czy to oznacza, że nie pobiegniemy jutro nad jezioro, tak jak planowaliśmy. Myślę, że przekonam się jutro. Skinąłem głową. "Rozumiem" - powiedziałem.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Rozdział 3 Przyjaciel – Triada alfy: Człowiek, delta i ich alfa | Czytaj powieści online na beletrystyka