Triada alfy: Człowiek, delta i ich alfa

Triada alfy: Człowiek, delta i ich alfa

Autor: Aeliana Moreau

Rozdział 5 Zabawa w wodzie
Autor: Aeliana Moreau
30 maj 2026
Z perspektywy Caspiana W domu jest cicho i ciemno. Jedyne światło daje świeca na szafce nocnej. Oświetla pokój akurat na tyle, bym mógł dostrzec tę plamę. Wzdrygam się na donośny odgłos grzmotu, krótki błysk błyskawicy na moment rozświetla pokój, zanim dociera do mnie głośny dźwięk deszczu uderzającego o dach. Sięgam dłonią i wycieram twarz z łez, wpatrując się w to miejsce, z nadzieją, że załatana przeze mnie dziura wytrzyma i dach znowu nie będzie przeciekał. Dźwięk deszczu staje się coraz głośniejszy, gdy niebo otwiera się, wypuszczając wodę. Gorące łzy spływają mi po twarzy jeszcze szybciej, a ja nie potrafię oprzeć się myśli, że niebo płacze razem ze mną. Przewracam się na bok, odrywając w końcu wzrok od tamtej plamy. Chwytam poduszkę leżącą obok mnie i oplatając ją ramionami przytulam ją do siebie. Czuję się tak samotny, przesiedziałem cały dzień w domu. W mojej głowie było cicho, zbyt cicho. Jakby przespał cały dzień. Czy tak właśnie czują się ludzie? Nienawidziłbym być jednym z nich, to bywa bardzo samotne. Moje ramiona trzęsą się, gdy płaczę coraz mocniej, pragnąc mieć kogokolwiek, chociaż jedną osobę w moim życiu. "Przepraszam, Caspian" - usłyszałem cichy głos Nyko i jeszcze głośniej wybuchłem płaczem. "Nyko... Tak bardzo przepraszam, tak mi ciebie brakowało! Przepraszam, że go odstraszyłem. Proszę, nie nienawidź mnie." "Nie nienawidzę cię, kocham cię, Caspian! Nie byłem zły, byłem po prostu zraniony, liczyłem, że to on będzie nasz. Kocham go... Byłem tylko strasznie zmęczony, nie miałem siły, by z tobą rozmawiać. To było dla nas obu odrzucenie, i wiele mnie to kosztowało." "Tak bardzo cię przepraszam, Nyko! Nie sądziłem, że odbije się to na tobie w takim stopniu." "Jest już dobrze, czuję się lepiej. Mam w sobie więcej energii... Deszcz brzmi pięknie, prawda Caspian?" - powiedział Nyko, a ja zamknąłem oczy i wyobraziłem sobie jego obraz. Wyobraziłem sobie swoje palce przesuwające się po jego futrze i Nyko zaczął głośno mruczeć. Poczułem znajome mrowienie, takie samo, jakby ocierał się twarzą o wnętrze mojej głowy. "To prawda, brzmi pięknie. Tak bardzo za tobą tęskniłem, Nyko!" "Też za tobą tęskniłem, Caspian!" - powiedział Nyko cicho, gdy odpływał w sen. .... Popadłem w głębszą niż dotąd depresję. Miałem trudności z jedzeniem czy robieniem czegokolwiek poza treningiem i patrolem. Zastanawiałem się, czy zdecydował się odejść przeze mnie... Czy to moja wina? Czy właśnie dlatego nas opuszcza? Wczoraj poinformowano nas, że Zephyrin wyjeżdża. Moje serce znów legło w gruzach. Czułem się, jakbym tracił go po raz kolejny. Zephyrin obejmuje nowe stanowisko. Ma stanąć na czele drużyny 25 wojowników, która będzie podróżować po całych stanach, trenując i szkoląc inne stada wymagające pomocy. Będzie poza domem przez 6 miesięcy, po czym wrócą na 3, by ponownie wyruszyć na następne pół roku. Cykl ten będzie trwać, powtarzając się raz za razem, dopóki Zephyrin nie zdecyduje, że nie chce już tak żyć. Nie mogłem pozbyć się myśli o tym, że to moja wina. Czy on odchodzi z mojego powodu, po to, by więcej nie musieć na mnie patrzeć? Zepchnąłem się z łóżka i stanąłem na nogach. Podszedłem do drzwi, wsunąłem buty i wyszedłem na zewnątrz. Potrzebuję odpowiedzi. Muszę wiedzieć, czy ja stanowię problem. Poczułem chłodny, orzeźwiający powiew wiatru na moich policzkach i spoglądając w niebo dostrzegłem, jak słońce powoli wyłania się nad horyzontem. Było wcześnie, a my nie mieliśmy dzisiaj zaplanowanych treningów. Znając jednak Zephyrina, pewnie i tak jest na polu treningowym. Gdy wyłoniło się boisko, natychmiastowo go dostrzegłem. Obserwowałem jego białe włosy powiewające na wietrze, gdy zagłębiał się w swoje ruchy. Wyglądał, jakby tańczył, a ja zastanawiałem się, w jakiej to sztuce walki właśnie trenuje. Bogini, zatykał mi dech w piersiach! Jego ramiona poruszały się wolno, tak jak i jego stopy, stawiające kroki. Przechodził przez obroty i wyciągał sylwetkę, zanim wolno zaczął wirować. Jego dłonie kręciły się w tańcu na polu treningowym. Białe włosy śmigały w powietrzu, kiedy wbił się w nową kombinację ciosów w znacznie szybszym tempie. Zmieniał bez zawahania jedną technikę z drugą w gwałtownym przyspieszeniu. Wygiął się, uderzając w przód nogą i robiąc przewrót w powietrzu, by ponownie stanąć stabilnie i na mnie spojrzeć. Prawie się przewrócił, gdy spoczął na mnie wzrokiem. Zephyrin stał, a ja pomału ruszyłem w jego stronę. To pierwszy raz, gdy widziałem go poza treningiem od tego czasu nad jeziorem. Moje serce wręcz uderzało z całych sił o klatkę piersiową. Czułem bliskość Nyko; patrzył mymi oczami, by przyjrzeć się Zephyrinowi. Moje serce pękało z bólu, gdy stałem kilka kroków od niego. Czułem ten niezwykle słodki zapach, widziałem pot zbierający się przy jego linii włosów. Ciężko było mi tak trwać w powstrzymywaniu się i zwalczeniu pokusy dotknięcia go. Bóg mi świadkiem, tak bardzo tego pragnąłem. "Wyjeżdżasz przeze mnie?" "Tak i nie. Odchodzę przez ciebie i przez samego siebie" - powiedział Zephyrin. "Co to ma w ogóle znaczyć?" "Wyjeżdżam, bo nie chcę cię ranić... I wyjeżdżam ze względu na samego siebie. Bo lubię cię bardziej, niż powinienem, i nie mogę." Powiedział Zephyrin, a ja pomyślałem, że stanęło mi serce. Zależy mu na mnie... Bardziej, niż powinien, tak powiedział. A to znaczyło, że czuł do mnie coś więcej, niż tylko sympatię. Jeśli tak jest, to dlaczego, u licha, nie mógł się temu po prostu poddać? Dlaczego nie zechce pozostać na miejscu, by ze mną być? "Nie odchodź!" - usłyszałem w swym głosie żałosne pęknięcie na łamach wstrzymywania łez. "Nie utrudniaj mi tego bardziej, niż już jest. Przysięgam, to i tak dla mnie wielki ciężar... Nie mogę tu zostać!" - oznajmił Zephyrin, a ja widziałem, że stara się powstrzymać łzy. Nie spodziewałem się, że w głębi chował tak silne do mnie uczucia. Nie chcę, by odszedł, miałem wrażenie, jakbym nie był w stanie oddychać na samą myśl o tym, że wyjeżdża. Nigdy nie zapanowałem nad swoim sercem na czas, gdy próbowało coś powiedzieć. Będąc w jego towarzystwie, nigdy jakoś nie wydawało się to możliwe. Otworzyłem usta i słowa same wymknęły się na zewnątrz. "Nie mam nikogo innego, nie odnajdę kolejnego przeznaczonego, wiem to, wyobraź sobie - więc wybieram ciebie! Nie szukam nikogo więcej. Zaryzykuję złamane serce, jeśli rzeczywiście znajdziesz swojego przeznaczonego. Jeśli potrwa to miesiąc, niech tak będzie. Jeśli potrwa to rok - także przyjmę to na barki! Przyjmę każdą odrobinę czasu obok ciebie. Nie odchodź!" - wyrzuciłem z siebie i w połowie po prostu zacząłem płakać. Kiedy wydobyłem ostatnie zdanie, już łkałem głośno. To była szczera prawda - wezmę to, co tylko zdołam. Zadurzyłem się w nim i pragnę go na tyle, by nie powstrzymać się przed otrzymaniem tego, na co zechce przystać. Widziałem w jego oczach wzbierające łzy, ledwo mógł trzymać siebie w ryzach, borykając się z zachowaniem jakichkolwiek pozorów. "Przestań!... Proszę! Nie dostrzegasz tego, że dotarłem do punktu, w którym się złamałem bez chęci czynienia jakichkolwiek ku temu starań? Jesteś wielkim człowiekiem i nie zapracowałeś na to, co ci robię. Zasługujesz na to, by miłość została ci zwrócona z nawiązką i odwdzięczona bezwzględnie - a do tego nigdy nie pozwoli ci odejść. Caspian, po prostu wiesz, że to nie ja będę owym dawcą. Tam gdzieś na zewnątrz żyje ktoś połączony ze mną nićmi, lecz ja jeszcze nie napotkałem swego przeznaczonego. Gdybym związał swe życie z tobą i jednocześnie spotkał swojego, zraniłbym cię, opuszczając, i to wiesz doskonale. Przecież obydwoje czujemy ból do głębi... Dlatego zostawię ten etap nim go do końca przekształcę, odchodząc teraz, aby zapobiec tragedii na skraju, kiedy zostaniesz rozszarpany, co jest jeszcze bardziej prawdopodobne, gdybym teraz na to przystał." - wyrzucił z siebie Zephyrin, a po jego twarzy wylały się łzy. Dlaczego ból musi tak przeszywać od wewnątrz? Z jakiego powodu powietrze więźnie mi w przełyku? Wyraźnie słyszałem donośny ryk w żałosnym szlochu uwalniający to, co powstrzymywałem, gdy ostatecznie całkowicie pękłem. Sięgnąłem drżąc ku Zephyrinowi, ale prędko powstrzymałem ten odruch, przywodząc rękę z powrotem, z domysłem na względzie, iż prawdopodobnie wolałby nie być dotykany z mojej strony. Ulga ogarnęła mą duszę w chwili, kiedy objął mą sylwetkę, pociągając w swe objęcia ku ciepłemu torsowi, mocno zacieśniając uścisk. Wspadłem głową w ramię na spoczynku obojczyka. Przysunąłem ramię o jego sylwetkę i uścisnąłem go nieugiętym uściskiem pełnym smutku. Z myślą świadomej ramy na krańcu czasu, uznając to wydarzenie jako być może ostatnie pocieszenie owinięte z czułością jego osoby. "Wybacz mi tak dalece, jak tylko jesteś zdołany, Caspian! Zważając, że mogłem wiedzieć w zaufaniu obeznanego, by w porę stanąć w szeregu i zatrzymać ten proces - by to do tak wielkiego formatu się nie przeobraziło." Zephyrin wlewał słowa we mnie, chociaż brakowało mi chęci ku konwersacji tak bliskiej dobiegnięcia do kresu w danym wymiarze, dlatego zamiast się rwać, trzymałem go do upragnionego zaniku powstrzymanego szlochu i ostatecznego pożegnania, wyplątując się powoli spod więzów ramion. "To polega na tym, że nie musisz ponosić winy. Byłeś naturalnym odbiciem w swoim wyrazie. Moje uczucia zostały przez niego objęte z czystej istoty, jaką mi dałeś we wspólnym otoczeniu, nie poprzez specjalną dedykację, ukrytą pieszczotliwie celowo. O niczym takim mnie nie zwodziłeś i nie flirtowałeś; byłeś szczery w swojej oprawie, tak jak miało to być... Jako twój wizerunek. Byłeś... Zephyrinem… Nie nakładaj na siebie kłopotu ze zmartwień z mojej przyczyny, znajdę drogę i sobie jakoś ułożę." Zakomunikowałem w nadziei na zwolnienie ciężaru osadzonego po tej konfrontacji u jego zmartwionego oblicza. Zephyrin pochwycił moje zaciśnięte od drżenia dłonie i lekko je uspokajająco uścisnął. "Serdecznie na tobie polegam i z pragnieniem dobrych ścieżek dedykuję ich uprzejme zakończenie. Trzymam szczere prośby z nienaganną pewnością w odnalezieniu twego szczęścia, w którym osoba o odpowiednich wartościach ukaże miłość wyższej wagi... Przeplatając twoje żniwa życiowe u schyłku, jakobyś przeżył wszystko długo i szczęśliwie." Wypowiedział, nim my dwoje drgnęliśmy do wrzaskliwego warkotu u kresu zasięgu w znacznej przestrzeni. Głośny odgłos opadających ze spowiciem ciężaru łap uderzających obcesowo ku naszemu punktowi. Z niewiadomego źródła pobudki, spięcie wypełniło me wnętrze na ukazanego nam z pospiesznym widokiem napierającego szaleńczo w tę stronę Jupitera. Kierowałem wzrok przenikliwymi sekwencjami na osi jego spojrzenia, ubiegającymi skokami naprzemiennie we mnie oraz ku Zephyrinowi, wytyczając z jego mętnej postawy usiłowanie objęcia zdarzeń obiegowych. Zephyrin wrócił wzrokiem, z rzuceniem mi szczerego, choć wycieńczonego uśmiechu; stawiłem uśmiech bez entuzjazmu mu na odzew. "Cóż - na polu bitewnego spotkania pojawimy się przed blaskiem poranka" - powiada przed tym jak oddalił wzrok naprzeciw postawy Jupitera wyciągając łapczywie rękę z pożądaniem obłaskawienia go pod twarz. Jupiter przymknął zmęczone oczęta, dając kark we stłumieniu chylenia w obniżeniu do nacisku potężnego czoła z osłoną we wgłębieniu obrysu torsu Zephyrina. Z bacznością analizowałem ten widok owijających w pożądliwym spięciu rąk obiegających szeroko rozrośnięty profil Jupitera ku pewnej skłonności pożałowania go ze sprawnego osadzenia dłoni pozbawionych tak wielkiego formatu objętości - stając pod niewykonalną możliwością zakleszczenia się tuż za profilem szerokiej klatki. Wypuściłem tchnienie w zawieszeniu z odwróceniem, pokierowany w zapadły wymarsz z odwrotem trasy połączonej domem.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Rozdział 5 Zabawa w wodzie – Triada alfy: Człowiek, delta i ich alfa | Czytaj powieści online na beletrystyka