Z perspektywy Caspiana
Obydwaj wybuchnęliśmy śmiechem, chwytając nasze torby i biegnąc za drzewo, by się przebrać. Nie wiem dlaczego, ale zżerało nas tak silne wyczekiwanie na to, by móc już biegać i zanurkować w wodzie. Może to przez ten głupkowaty charakter Zephyrina, tę jego żartobliwą stronę. A może dlatego, że nasze wilki bawiły się całą drogę. Nyko był wprost wniebowzięty, że nie straciliśmy przyjaciela.
Chichotaliśmy, ścigając się, kto z nas szybciej przebierze się w spodenki kąpielowe.
Oczywiście, ten mały cwany łobuz wbił się w swoje spodenki znacznie szybciej ode mnie i rzucił się pędem przed siebie, a ja deptałem mu po piętach.
Zephyrin ze śmiechem przebiegł przez pomost, zanim skoczył do wody. Kilka chwil później zrobiłem to samo. Ugiąłem kolana, odbiłem się i skoczyłem do wody.
Płynąc pod wodą, zauważyłem jego stopę. Nie potrafiąc się powstrzymać, złapałem go za kostkę i pociągnąłem tak mocno, jak tylko potrafiłem.
Omal nie zachłysnąłem się pełnymi płucami wody z chęci parsknięcia śmiechem na widok szoku wymalowanego na jego twarzy. Szybko doszedł do siebie i wrócił po zemstę.
Nigdy w życiu nie śmiałem się tak głośno. Na zmianę rzucaliśmy się na siebie i podtapialiśmy pod wodą. Zephyrin próbował uciec z wody, a kiedy już myślał, że uciekł, chwyciłem go w pasie i pociągnąłem z powrotem, skutecznie znowu wciągając go pod wodę.
Jego głowa wyłoniła się nad powierzchnię w ataku chichotu. Złapał moją głowę i z pełną mocą wepchnął pod wodę.
Zephyrin znów prawie mi uciekł, ale rzuciłem się na niego znowu. Zaniósł się śmiechem i upadł, ciągnąc mnie za sobą. Runąłem na niego, próbując złapać oddech i opanować śmiech.
Zsunąłem się z niego i wstałem z ziemi, usiłując przestać się śmiać.
"Przestań się śmiać!" - rzuciłem. Nie było mowy, żebym potrafił przestać, dopóki on chichotał. Wyciągnąłem do niego rękę, żeby pomóc mu podnieść ten chichoczący tyłek z ziemi. Chwycił mnie za rękę, a ja pociągnąłem go na równe nogi. Nie jestem do końca pewny co się stało, ale kiedy go podnosiłem, Zephyrin omal nie upadł do tyłu.
Wyciągnąłem ramię, owinąłem je wokół jego talii i pociągnąłem go do przodu. Naga klatka piersiowa Zephyrina zderzyła się z moją. Usłyszałem, jak wciągnął ze świstem powietrze, a potem spojrzał na mnie szeroko otwartymi oczami.
Nie mogłem oddychać, jego twarz była tak blisko mojej. Czułem zapach jego oddechu, niemalże mogłem go posmakować. Jego usta znajdowały się dosłownie o centymetry od moich. Czułem go już wcześniej, ale nie aż tak. Nie mogłem uwierzyć, jak niesamowicie, jak nieprawdopodobnie słodko pachniał.
Moje serce uderzało mocno, a jego nierówny, ciepły oddech owiewał moją twarz. Jego oddech pachniał tak dobrze, że niemal go smakowałem – chciałem go posmakować.
Byłem pewien, że moje serce, bijące o żebra, zaraz wyskoczy mi z piersi. Tymczasem moja twarz zbliżała się do niego, centymetr po centymetrze.
Moje usta już miały się otrzeć o jego, ale odwrócił głowę. Zamiast tego moje wargi dotknęły jego policzka. Zephyrin wypuścił drżący oddech i złapał mnie mocniej. To dało mi pewność siebie, sprawiło, że ze strachu się nie wycofałem. Szczególnie wtedy, gdy zobaczyłem, jak powoli przymyka powieki i delikatnie się we mnie wtula.
Uczucia do niego, które do tej pory starałem się ignorować, przebiły się na wierzch ze zdwojoną mocą. Nigdy wcześniej mi się nikt nie podobał, nigdy nie pragnąłem nikogo z taką siłą, jak pragnę Zephyrina.
Czułem Nyko blisko powierzchni, patrzył przez obiektyw na Zephyrina, by go poczuć. On też go pragnie, pragnie go jako naszego naznaczonego partnera. Obaj powoli się w nim zakochiwaliśmy.
Czułem nadzieję ze strony Nyko. Była tak ogromna, zupełnie jak moja.
Poczułem moje wargi na jego niezwykle gładkim policzku i widziałem, jak zamykają mu się oczy.
Moje wargi powędrowały w dół jego policzka. Wysunąłem język i polizałem go po podbródku, smakując jego skórę. Złożyłem mokry, pełny pocałunek na jego brodzie, zanim ruszyłem jeszcze niżej.
Czułem pod dłonią jego klatkę piersiową, unoszącą się i opadającą w szybkim tempie, podczas gdy jego głowa odchyliła się do tyłu, dając mi dostęp do jego szyi. Jego dłoń zacisnęła się na moim boku, kiedy lizałem, ssałem i całowałem jego szyję. Moje usta posuwały się teraz do góry po drugiej stronie jego karku i wzdłuż żuchwy. Moje serce zamarło w obawie, że się odsunie.
Myślałem, że umarłem i trafiłem do nieba w chwili, gdy moje usta dotknęły jego. Jego wargi były jak usta anioła, takie miękkie, takie pełne, takie słodkie.
Ja i Nyko zaczerpnęliśmy gwałtownie powietrza w momencie, w którym dłonie Zephyrina uderzyły w naszą pierś, popychając nas zdecydowanie w tył.
Byłem zdezorientowany, nie wiedziałem, co się właśnie wydarzyło. Dopóki nie dostrzegłem jego miny, widząc, jak zakrywa usta dłonią. Zrozumienie tego spojrzenia, pełnego szoku i odrzucenia, zajęło mi tylko chwilę - nie chciał mnie. Zraniło to zarówno mnie, jak i mojego wilka aż do kości. Czułem się, jakby ktoś rozciął mnie na pół, przecinając serce.
"Tak bardzo mi przykro, Caspian. Nie mogę, nie mogę ci tego zrobić. Nawet jeśli cię lubię, nie potrafię... Nie chcę być jedną z tych par, które tyle razy widziałem, w których jedno znajduje partnera, a to drugie zostaje ze złamanym sercem. A tą osobą będziesz ty, Caspian! Ty już znalazłeś swojego przeznaczonego, ale ja nie. Byłeś już tak bardzo skrzywdzony. Nie chcę być tym, który cię tak zrani!" - powiedział Zephyrin.
Czułem, jak mój świat obraca się w ruinę. To było duszne uczucie, niemal klaustrofobiczne, jakby ściany zaciskały się wokół mnie. Moje oczy piekły, wypełniając się łzami. Poczułem, jak drży mi warga w daremnej walce, by nie wybuchnąć płaczem.
Słyszę, co do mnie mówi, ale ja go pragnę, kocham go. Dlaczego nie mogę go mieć? Dlaczego on nie może chcieć mnie w ten sam sposób?
Czując łzy spływające po twarzy, nie byłem w stanie zatrzymać głosu mojego serca, gdy słowa same ulewały mi się z ust.
"Kocham cię, Zephyrin, od tak dawna!"
Jego oczy natychmiast wypełniły się łzami, a on zdławił płacz, odwracając się, by ukryć przede mną twarz.
Moje serce pękło jeszcze bardziej, gdy obrócił się znów w moją stronę i zobaczyłem łzy płynące po jego policzkach. Łzy, których nigdy nie chciałbym na nim widzieć. Chciałem tylko słyszeć jego śmiech, patrzeć, jak się uśmiecha, i by nigdy nie płakał.
Jednak moje serce zalało się krwią, gdy znowu się odezwał.
"Nie potrafię odwzajemnić twojej miłości, Caspian, po prostu nie potrafię. Nigdy nie pragnąłem związku i nie spotkałem jeszcze swojego przeznaczonego. Co, jeśli odnajdę go za rok, kiedy będziemy już razem mieszkać i jeszcze bardziej się we mnie zakochasz? Wyobrażasz sobie, jak by to bolało, gdybym musiał odejść do niego, zostawiając cię samego? Ponieważ, wiesz mi, odejdę, nikt nie potrafi odrzucić swojego przeznaczonego."
Moje serce legło w gruzach. Bolało, tak strasznie bolało. Z opuszczoną głową zacząłem płakać. Nie dałem rady tego powstrzymać. Moje ramiona trzęsły się, kiedy płakałem bez opamiętania.
Zephyrin przysunął się i pociągnął mnie w ramiona. Moje czoło opadło na jego ramię, gdy owinąłem ręce wokół niego.
"Bardzo mi przykro. Chciałbym móc dać ci to, czego pragniesz, napradę. Ale nie potrafię. Mam nadzieję, że odnajdziesz swoje szczęście. Mam nadzieję, że znajdziesz kogoś, kto da ci to, czego ja nie mogę."
Powiedział Zephyrin. Ale ja nie chcę nikogo innego, chcę jego. Ja kocham Zephyrina.
Zephyrin położył dłoń na tyle mojej głowy, pociągając ją w swoją stronę i składając na moim czole pocałunek. Przytrzymał go tam przez chwilę, po czym odsunął się ode mnie.
Ledwo dostrzegałem jego piękne, przepełnione łzami błękitne oczy przez moje własne.
"Przepraszam!" - powiedział Zephyrin, wypuszczając moje ramię. Przyglądałem się, jak Zephyrin odwraca się i biegnie w stronę lasu. W połowie drogi pochylił się i przemienił w Sorę, znikając za pasmem drzew.
Opadłem na kolana, z opuszczoną głową znów tonąc we łzach.
....
Mijały tygodnie. Był tak wycofany, ale nie obwiniam go. Aż tak mocno mnie nie ignorował. Gdy potrzebowałem pomocy na treningu, nadal mi jej udzielał. I na tym się to kończyło. Nie tylko straciłem wszelką nadzieję na to, by stworzyć z nim relację, ale też straciłem przyjaciela.
Na domiar złego, Nyko też był cichy i wycofany. Przez większość czasu krył się w głębi mojej głowy, zwinięty w kulkę.
Blokował przede mną swoje myśli i uczucia. Nie mogłem pozbyć się myśli o tym, czy jest na mnie zły. Czy to mnie obwinia.
Nigdy nie czułem się tak samotny…
















