Perspektywa Caspiana
— Kto to miał? Kto tego dotykał? — zapytałem.
— No, ja oczywiście. I... o, Lucien dotykał go, kiedy byliśmy w samochodzie — powiedział Zephyrin, wskazując za okno. Powiodłem wzrokiem za jego palcem i moje oczy rozszerzyły się, gdy spoczęły na drobnej postaci, z którą przyjechał.
„O bogini!... Mój mate! On musi być moim mate!” – To była ostatnia myśl, jaka przemknęła nam z Nyko przez głowy, zanim poczułem, że nogi same niosą mnie do przodu. Wypadłem przez frontowe drzwi, mijając Zephyrina.
Serce waliło mi w piersi, gdy pędziłem w stronę osoby, której nigdy wcześniej nie widziałem.
Czy to możliwe? Czy to naprawdę możliwe? Czy mam mate drugiej szansy? Czy to on?
Moje stopy zatrzymały się z poślizgiem. Nie mogłem się powstrzymać, musiałem wiedzieć. Usłyszałem pisk tego małego chłopaka, gdy go złapałem i pochyliłem się, żeby go powąchać...
— Przepraszam! — powiedziałem łagodnym głosem, puszczając biednego malca, który był mną całkowicie i bezgranicznie przerażony.
Moja głowa opadła, a ramiona zwiotczały, gdy odwróciłem się w stronę Zephyrina, który na mnie krzyczał.
Ten chłopak nie miał tego samego zapachu, który bił od pluszowego ptaka. To musiała być moja wyobraźnia...
Czułem się tak pokonany, gdy spojrzałem w gniewną twarz Zephyrina z łzami w oczach. Jego złość szybko minęła, gdy na mnie popatrzył.
Czy to sobie wyobraziłem?... Musząc mieć pewność, znów podniosłem pluszaka do twarzy. Przycisnąłem go do nosa i wziąłem głęboki wdech... Tak, on tam jest! Zdecydowanie go czuję.
Poczułem, jak nogi pode mną drżą, opadłem na kolana, a z oczu popłynęły łzy. Nie wiedziałem, co robić. Czułem się tak bezradny. Jego zapach jest tutaj, wiem, że on istnieje, bo go czuję.
— Caspian, co się stało?
— Myślałem... myślałem, że on jest moim mate, moją drugą szansą.
— Dlaczego tak pomyślałeś? On nie ma nawet osiemnastu lat!
— Bo on istnieje — powiedziałem, patrząc na Ptaśka przez załzawione oczy.
— Co sprawia, że tak twierdzisz?
— Bo ktokolwiek to jest, trzymał to! Jego zapach jest na całym pluszaku! — wykrzyknąłem, wyciągając Ptaśka w stronę Zephyrina.
Zephyrin powoli sięgnął po zabawkę, pokręcił nią chwilę w dłoni, po czym powoli przyłożył do nosa. Zamknął oczy i wziął głęboki oddech, dociskając ją do twarzy.
Oczy Zephyrina gwałtownie się otworzyły. Spojrzał w stronę Serephine i Tysona, którzy towarzyszyli mu podczas wyjazdu.
— Huxley. Myślę, że jego mate to Huxley!
Z jakiegoś powodu to imię znaczyło tak wiele; było takie dostojne.
Powoli spojrzałem na małego pluszowego ptaka w mojej dłoni, który był przesiąknięty zapachem mojego mate.
— Huxley — szepnąłem, a żadne imię nigdy nie brzmiało ani nie wydawało się tak wspaniałe, gdy opuszczało moje usta. Od razu się zakochałem, mimo że jeszcze go nie poznałem.
Przez kilka następnych dni próbowałem chodzić na treningi. Niestety, kiedy już tam byłem, stałem tylko, wąchałem ptaszka i skomlałem. Pierwszy raz od tak dawna nie mogłem powstrzymać tych dźwięków Delty 3, które wyrywały się ze mnie mimowolnie.
I co zabawne, wcale nie czułem wstydu. Stałem tam na polu treningowym i skomlałem, czując mojego mate na pluszaku Zephyrina. Byłem tak wdzięczny, że Zephyrin pozwolił mi go zatrzymać, dopóki nie zabierze mnie do mojego przeznaczonego. Ale nie potrafiłem go odłożyć. Zabierałem go wszędzie. Nawet kiedy szedłem na kolację do domu watahy z Alfą. Siedziałem tam i skomlałem, wąchając małego pluszowego ptaka.
....
Czułem się głupio, ale jednocześnie byłem nieopisanie podekscytowany, gdy Zephyrin zdecydował, że nie będzie czekał trzech miesięcy przed kolejnym wyjazdem. Wyjeżdża jutro i zabiera mnie ze sobą. Po drodze na swoją pierwszą misję podrzuci mnie do mojego mate.
To było dziwne uczucie, być w samochodzie tak długo z Zephyrinem. Podróż trwała niespełna dobę, a ja ani razu nie poczułem do niego nawet najmniejszego pociągu. Jakiekolwiek uczucia żywiłem do Zephyrina, zniknęły całkowicie w chwili, gdy poczułem zapach mojego mate na tym małym pluszaku.
Pamiętam miłość, jaką darzyłem Zephyrina, ale to już przeszłość. Teraz pragnę tylko mojego mate. Każda komórka mojego ciała go przyzywa. Mój wilk rozpaczliwie go potrzebuje.
Nyko jest niesamowicie podekscytowany. Obaj myśleliśmy, że nigdy nie otrzymamy mate drugiej szansy.
Siedzę w aucie, gapię się przez okno i zastanawiam się, jak on wygląda. Mam nadzieję, że mnie polubi... Mam nadzieję, że nie poczuje do mnie odrazy, jak mój wuj. Mam nadzieję, że to, co mówił wuj, nie jest prawdą. Wuj nienawidził faktu, że jestem dominującym Deltą 3. Mówił, że jestem całkowicie bezużyteczny i że mój mate nigdy mnie nie zechce przez to, kim jestem. Że jako dominujący Delta 3 jestem bezwartościowy, bo nie mogę nawet wydać na świat dziedzica.
Nie, odmawiam w to wierzyć. Jestem jego mate. On będzie mnie chciał. Musi mnie chcieć, prawda?
****
Perspektywa trzecioosobowa
Zephyrin nachyla się i delikatnie potrząsa Caspianem, budząc go. Caspian przeciera oczy, siada prosto i patrzy na Zephyrina. Zephyrin uśmiecha się, bierze go za rękę i ściska, wskazując głową w stronę przedniej szyby. Wzrok Caspiana wędruje przed siebie – widzi wyłaniający się z oddali dom watahy.
Caspian czuje, jak narasta w nim ekscytacja. Jego ciało niemal drży na myśl, że zaraz spotka swojego mate. Nie może przestać zastanawiać się nad jego wyglądem.
Nie może się doczekać, by go dotknąć, by poczuć to połączenie więzi mate. Czuł to tylko raz, tak krótko i tak słabo. Obserwuje dom watahy i wie, że jego nowy mate jest w środku.
Caspian kurczowo chwyta krawędź siedzenia, gdy frontowe drzwi się otwierają i wychodzi z nich postać o potężnej posturze. Caspian był pewien, że zapomniał, jak się oddycha, gdy jego wzrok prześlizgnął się po najwspanialszym mężczyźnie, jakiego widział w życiu. Ma gęste, długie, falowane brązowe włosy sięgające za ramiona. Ma na sobie czarny, dopasowany T-shirt, który opina jego potężne mięśnie.
Caspian poczuł, że Zephyrin znów łapie go za rękę i uświadomił sobie, że ten go woła.
— Pozwól, że najpierw porozmawiam z Alfą Huxleyem. Czy możesz zostać na chwilę w samochodzie?
Caspian nie był w stanie wydusić słowa, więc tylko skinął głową.
Caspian obserwował, jak twarz Alfy Huxleya rozjaśnia się, gdy ten spogląda na Zephyrina. „To dobrze, to znaczy, że jest miły i przyjazny, skoro cieszy się na widok Omegi” – pomyślał Caspian, przygryzając wargę i splatając nerwowo palce.
— Mam coś dla ciebie, chciałbym cię komuś przedstawić — powiedział Zephyrin, czując radość ze względu na nich obu. Nie mógł się doczekać, aż Alfa Huxley pozna Caspiana.
Ze wszystkich Alf, których Zephyrin poznał podczas podróży, Alfa Huxley był najmilszy. Bardzo dobrze traktował swoich ludzi, w tym Omegi. Jego stado było szczęśliwe, a sam Alfa był niezwykle porządnym człowiekiem.
Zephyrin cieszył się szczęściem Caspiana; uważał, że Alfa Huxley jest dla niego idealnym partnerem.
Alfa Huxley spojrzał w stronę samochodu zdezorientowany, gdy Zephyrin obrócił się i machnął ręką, dając znak komuś w środku.
Drzwi się otwierają i Caspian wysiada. Widzi go. Widzi swojego Alfę – jest absolutnie olśniewający, to najprzystojniejszy Alfa, jakiego kiedykolwiek widział.
Ciało Caspiana drży, a oczy zachodzą łzami. Walczy, by nie załamać się, zanim go jeszcze dotknie.
Caspian idzie naprzód, sam nie wiedząc jak; ledwo czuje nogi, wpatrując się w swojego Alfę.
Alfa Huxley patrzy na niego z konsternacją, gdy ta nieznajoma postać się zbliża...
Trwało to do momentu, gdy zawiał wiatr i poczuł jego zapach.
Huxley gwałtownie wciągnął powietrze, a jego oczy się rozszerzyły. Zrobił krok do przodu; poczuł, jakby jego serce przestało bić.
„Czy to prawda? Czy to naprawdę to, o czym myślę? Czy mam mate?” – pomyślał Alfa Huxley.
Poddał się tak dawno temu; był pewien, że nigdy nie odnajdzie swojego przeznaczonego. Myślał, że może jego mate zmarł w młodym wieku, albo że po prostu go nie ma.
Huxley zrobił kolejny krok i jeszcze jeden, aż stanął tuż przed nim. Uniósł drżącą dłoń do jego twarzy i patrzył, jak łzy spływają po policzkach jego mate.
Był olśniewający! Myślał, że Zephyrin jest piękny, ale ta drobna osoba przed nim, o jasnobrązowych włosach, była absolutnie zachwycająca, zapierała dech w piersiach!
Jego drżące palce lekko musnęły policzek Caspiana, a ten zamknął oczy i wtulił się w ten dotyk. Oczy Alfy Huxleya natychmiast zwilgotniały, gdy po raz pierwszy w życiu poczuł więź mate. Poczuł te niesamowite mrowienie i dreszcze tańczące pod opuszkami palców. Poczuł, jak połączenie wzmacnia się dziesięciokrotnie, i to go oszołomiło. Słyszał opowieści, ale do tej chwili wydawały mu się tylko bajką.
Caspian uniósł dłoń i położył ją na piersi Alfy, lgnąc do jego dotyku i wybuchając płaczem. Zapach jego Alfy go otoczył. Był tak silny i pachniał niewiarygodnie dobrze.
Ale to właśnie w tej chwili Alfa poczuł inny zapach, którego zupełnie się nie spodziewał... To Delta 3.
Ale to nie był problem; nie był zwykłym Deltą 3... Był dominującym Deltą 3! Kimś, kto nie może dać mu dziedzica. W końcu Delty 3 nie mogą zajść w ciążę.
Uświadamiając to sobie, Huxley cofnął rękę i odsunął się. To niemożliwe! Nie może być związany z inną dominującą osobą! Nie może mieć mate, który nie wyda na świat dziedzica! Nikt by tego nie zaakceptował, jego wataha będzie chciała następcy od swojej Luny.
Caspian spojrzał na Alfę ze zdziwieniem, gdy ten nagle cofnął dłoń i zrobił krok w tył. Jego policzek stał się zimny bez tego kontaktu i nie mógł powstrzymać skowytu, który wyrwał się z jego piersi.
Alfa zmarszczył brwi; nie spodziewał się takiego dźwięku u dominującego Delty 3. Owszem, u uległego albo u Omegi... ale nie u dominującego Delty 3.
— Skomlesz. Jesteś dominującym Deltą 3, nie Omegą ani uległym — powiedział Huxley.
Zephyrin był zdezorientowany; widząc zmianę w Alfie Huxleyu, ruszył do przodu, by stanąć obok Caspiana. Miał złe przeczucia; miał nadzieję i modlił się, by to nie zmierzało w stronę, o której myślał. Wyciągnął rękę i ujął dłoń Caspiana, gotowy go złapać, gdyby ten upadł.
— Tak, jest dominującym Deltą 3, ale wydają oni te same dźwięki co uległe Delty 3 czy Omegi.
Alfa patrzył na nich obu w szoku, a Zephyrin widział, że ten o tym nie wiedział.
Caspian zrobił krok do przodu i wyciągnął rękę ku Alfie Huxleyowi.
Alfa Huxley spojrzał na jego dłoń niemal jak na truciznę i szybko się cofnął.
To potwierdziło najgorsze obawy Zephyrina – on nie chce Caspiana, bo ten jest dominującym wilkiem.
Caspian cofnął rękę i przycisnął ją do piersi, podczas gdy kolejne łzy spływały mu po twarzy.
Caspian się bał; był przerażony, że jego mate go odrzuca. Walczył, by się nie rozsypać, mając nadzieję, że to tylko koszmar, z którego zaraz się obudzi.
— Alfo Huxleyu, proszę, powiedz mi, że nie robisz tego, o czym myślę? Nawet nie próbuj go odrzucić! Bardzo zależy mi na tej osobie, nie skrzywdzisz go! — powiedział Zephyrin.
Alfa Huxley czuł się rozdarty, jakby rozszarpywano go w każdą stronę. Chciał go zaakceptować, chciał owinąć ramiona wokół osoby stojącej przed nim... Ale nie mógł. Nie może przyjąć mate, który nie da mu potomka. Jego wataha nigdy by się na to nie zgodziła.
Ale myśl o odrzuceniu go łamała mu serce. Huxley poczuł ból natychmiast, gdy tylko ta myśl przeszła mu przez głowę.
Myśl o patrzeniu na mate cierpiącego taki ból rozwścieczyła wilka Huxleya. Czuł się, jakby ktoś pchnął go nożem w serce.
Alfa Huxley nie miał serca patrzeć, jak jego mate przechodzi przez ból odrzucenia. Wiedział, że cierpienie jest potworne; po prostu nie mógł mu tego zrobić. Ale wiedział też, że jeśli pozwoli swojemu przeznaczonemu wrócić do domu, osłabi to ich obu i narazi ich życie.
— Nie mogę cię zaakceptować, ale nie mogę cię też odrzucić... Nie będę cię zmuszał do zostania, ale nie chcę też, żebyś odchodził.
Zostawiam to całkowicie tobie. Możesz tu ze mną zostać, możesz mieszkać w domu watahy, ale nie możesz dzielić ze mną pokoju. Nie możemy być razem... Ale będąc pod jednym dachem, uchronimy się obaj przed bólem, będziemy bezpieczni i silni.
Caspian zakrył usta dłonią, próbując uciszyć głośny szloch. Nogi się pod nim ugięły i upadł na kolana.
Zephyrin szybko uklęknął i objął Caspiana.
Serce Caspiana było w strzępach. Nigdy nie wierzył, że jego mate go nie zechce. Nigdy nie wierzył wujowi, ale on miał rację... Wuj miał rację przez cały czas – jego mate go nie chce przez to, kim jest. Dominującym Deltą 3.
To przekleństwo. Nienawidził siebie bardziej niż kiedykolwiek. Pragnął wyrwać z siebie tę część i ją wyrzucić.
„Dlaczego życie musi być tak okrutne?” – zastanawiał się Caspian, słysząc własny, rozpaczliwy płacz.
Serce Zephyrina pękło, gdy trzymał Caspiana. Nie dość, że Caspian trzymał swojego pierwszego mate, gdy ten wydawał ostatnie tchnienie, to teraz został właśnie odrzucony przez swoją drugą szansę. Nie było to oficjalne odrzucenie, ale i tak bolało.
Caspian będzie czuł ból, tylko w słabszej formie. Ale Alfa nie. On nie będzie cierpiał, bo ma najwyższą rangę; na niego wpływa to najmniej.
Zephyrin warknął, spoglądając przez ramię na Alfę Huxleya.
— Odpierdol się od nas!
Zephyrin warknął, ale Alfa Huxley stał tylko i patrzył na nich. Próbował być silny, próbował nie pokazać, jak bardzo dobija go płacz mate, ale tak właśnie było. To łamało mu serce.
— Powiedziałem: wypierdalaj stąd!
Zephyrin ryknął tak głośno, jak tylko mógł, a Alfa Huxley wzdrygnął się. Szybko obrócił się na pięcie i wszedł do środka tak szybko, jak potrafił. Próbował zniknąć, zanim ktokolwiek dostrzeże łzy, które cisnęły mu się do oczu. A popłynęły one, gdy tylko przekroczył próg domu.
















