Staram się odsunąć na bok chłodne zachowanie Romana, by móc skupić się na obecnej sprawie. Wciąż ubrana w tę olbrzymią płachtę, którą nazwano suknią, odwracam się do Corinne.
– Nie mogę przecież założyć tego na galę – mówię.
Corinne lustruje mnie wzrokiem. – Naprawimy to, jestem pewna. Jakoś. – Dotyka boku sukni, chwytając garści materiału, by spróbować zwęzić ją w talii. – To najgorsza suknia, ja
















