Gdy pocałunek dobiega końca, kręci mi się trochę w głowie, oszołomionej gwałtownością króla Romana i jego władczego języka. Kiedy próbuję złapać oddech, Roman patrzy srogo na wszystkich gapiów, jakby upewniając się, że przekaz został zrozumiany.
Należę do króla Romana. Nikomu innemu nie wolno mnie dotykać.
Wiem lepiej, niż żeby kłócić się z królem przed tłumem ludzi, więc trzymam język za zębami.
















