— Straże! — woła Valeria piskliwym głosem.
Natychmiast korytarzem w naszą stronę nadbiega grupa strażników z karabinami w dłoniach. Jeden ma przypięty do pasa miecz. Inny — bicz.
Valeria wciąż mierzy mnie wzrokiem, a na jej ustach maluje się pełen satysfakcji uśmiech. Wskazując prosto na mnie, rozkazuje: — Ta niewolnica mnie obraziła. Żądam odwetu. Zabierzcie ją i torturujcie za tę zuchwałość.
Jej
















