Ukryte przed Koroną

Ukryte przed Koroną

Autor: Isabel Wintercroft

#Rozdział 5: Wybrani
Autor: Isabel Wintercroft
30 maj 2026
Wpatruję się z szeroko otwartymi oczami i otwartymi ustami w mężczyznę, z którym dzieliłam ruję trzy lata temu. Muszę się mylić, ale moje ciało zna prawdę. Te silne dłonie pieściły moją skórę. Te pełne usta spędziły godziny, zostawiając ślady na moich piersiach. Natychmiast odwracam wzrok. Przysuwam się bliżej Nadii, mając nadzieję, że użyję jej jako tarczy. Jest piękna, pełna kształtów i zapada w pamięć. Przy niej wyglądam jak worek ziemniaków. — Powiedz mi, kiedy pójdzie — szepczę. Nadia zerka na mnie z zaciekawieniem. — Już nie patrzy w tę stronę. Wypuszczam powietrze z ulgą. — Nie chcesz zostać wybrana? — pyta mnie Nadia. — Teraz, gdy go zobaczyłam… Jest taki przystojny… — Nie obchodzi mnie, jak przystojny jest — odpowiadam. — Wolałabym po prostu wrócić do domu. Nadia przytakuje ze zrozumieniem, choć patrząc na nią, widzę zachwyt w jej oczach, gdy spogląda na Romana. Kto mógłby ją winić? Straszna sytuacja staje się odrobinę lepsza, wiedząc, że Król nie jest jakimś lubieżnym starcem. — Podchodzi bliżej — mówi Nadia szybkim szeptem. Nagle prostuje się. Wyginając nieco plecy, wypina swoje i tak już obfite piersi. Zawsze uważałam swoje kształty za odpowiednie, ale w porównaniu z Nadią wyglądam jak chudy słup telegraficzny. Odwracając się lekko, dostrzegam Króla, gdy jest już blisko nas. Nieba, z bliska jest jeszcze przystojniejszy. Moje wspomnienia z naszej wspólnej nocy są zamglone. Choć jestem pewna, że to on, pamiętam tylko cienie, a nie pełny obraz jego wspaniałej twarzy. To wysokie, silne ciało pamiętam jednak nieco lepiej. Pracujące mięśnie, mocne uda. Docisnął moje dłonie do ramion, wyciągając je nad moją głowę. — Nie ruszaj się — warknął mi do ucha. Teraz drżę na samo wspomnienie mrocznego brzmienia jego głosu. Szybko jednak odganiam te myśli. Nie jestem tu dla seksu, mimo że teoretycznie mogę zostać wybrana do haremu Króla. Moim jedynym celem jest ochrona Declana i mojej watahy przed niebezpieczeństwem. Declan, mężczyzna, którego kochałam i którego nigdy więcej nie przytulę. Klatka piersiowa mnie boli. Jak blisko byliśmy szczęścia, a ja nawet o tym nie wiedziała, dopóki nie było za późno. Żałuję, że mi się nie zwierzył. Można by uniknąć tylu cierpień. Choć może to i lepiej, że sprawy potoczyły się w ten sposób. Gdybym wiedziała wcześniej, że Declan mnie kocha, nasze rozstanie byłoby jeszcze trudniejsze. Może byłabym zbyt egoistyczna, by dokonać takiego wyboru, jakiego dokonałam. Mogłabym nawet z nim uciec. Król mógłby nas w końcu odnaleźć, ale przez jakiś czas bylibyśmy szczęśliwi. Król… Patrzę na niego ponownie i w moim sercu rozpala się iskra nienawiści. Cały mój pech, wszystkie moje problemy zaczęły się tamtej nocy trzy lata temu, kiedy dzieliłam ruję z tym człowiekiem. Nie mam ochoty na żadne kontakty z nim, nigdy więcej. Podchodzi do nas. Nadia spuszcza wzrok, pełna skromności. Stojąc obok niej, rzucam kilka ukradkowych spojrzeń, obserwując, jak Roman wodzi wzrokiem po kształtnej figurze Nadii. — Ta jest akceptowalna — mówi Król, a jego głos to głęboki, pociągający mruk. Moje ciało reaguje natychmiast, rozgrzewając się bez mojej zgody. Roman przenosi wzrok na mnie. Szybko przesuwa spojrzeniem wzdłuż mojego ciała. Równie szybko odwraca wzrok. Nie mówi ani słowa, idąc dalej wzdłuż kolejki kategorii B w stronę sceny. Strażnicy podchodzą, by zabrać Nadię. — Z nami — rozkazują jej. Zerka na mnie. — Mam nadzieję, że jeszcze się spotkamy — mówi, po czym odwraca się i idzie za nimi z pokoju. W pobliżu wejścia dostrzegam strażnika, który obmacywał Nadię, obserwującego scenę z wyraźnym obrzydzeniem. Gdy jego wzrok spoczywa na mnie, natychmiast odwracam głowę. Roman wybiera jeszcze kilka dziewcząt z linii B, a potem przechodzi do linii A, wybierając kolejnych kilka. Na te z kategorii C nawet nie zerka. Przy scenie mówi coś do swojego Bety, Jaxona. Potem po prostu wychodzi z sali. W chwili, gdy wychodzi, niemal wszyscy wypuszczają głęboko wstrzymywany oddech. Przez moment gęste napięcie zdaje się pękać, a zastępuje je ulga. Czy Król podjął już wszystkie decyzje? Czy reszta z nas może już wrócić do domu? Czy mogłabym wrócić do Declana i po przeczekaniu najbliższych dwóch tygodni zostać Luną watahy? Ekscytacja narasta we mnie. Może jednak moja karta się odwróci. — Ty — mówi głos za moimi plecami. Odwracam się i widzę strażnika, który wcześniej złapał Nadię. Ma pistolet w ręku, a lufa wycelowana jest w moją stronę. — Chodź ze mną. — Król mnie nie wybrał — mówię. Strażnik tylko się uśmiecha, wrednym, ostrym grymasem, który wykrzywia mu twarz. — To sprawia, że jesteś gotowa do schrupania, bohaterko. Wtrąciłaś się i zepsułaś mi zabawę. Teraz ja zabawię się tobą. — Ten uśmiech znika, odsłaniając błysk gniewu pod spodem. — Chodź ze mną. Już. Rozglądam się za wsparciem, ale wszyscy, którzy są wystarczająco blisko, by go słyszeć, unikają mojego wzroku. Stoję w morzu ludzi, ale nigdy nie czułam się tak samotna. — Nie będę prosił drugi raz — rzuca. Wyciąga rękę, chwyta mnie za nadgarstek i ciągnie za sobą. Prowadzi mnie w stronę bocznego pomieszczenia, do którego nie widziałam, by ktokolwiek wchodził lub stamtąd wychodził. Kopniakiem otwiera drzwi, po czym wpycha mnie do środka. Wpadam na stos pudeł. To schowek, pełen skrzyń i półek, ale bez żadnych ludzi. Kładzie broń na stosie pudeł obok drzwi. Nawet bez niej jest o wiele większy i silniejszy ode mnie. Rozglądam się gorączkowo, ale nie widzę w tym pokoju żadnych innych drzwi ani okien. Jestem całkowicie uwięziona. — Zdejmuj ubrania — rozkazuje. Splatając ramiona na piersiach, kręcę głową. — Wiem, że nie jesteś dziewicą, suko. Zdejmuj ubrania jak grzeczna mała zdzira, zanim zmuszę cię, żebyś padła na kolana. — Szczerzy zęby. — A może tego właśnie chcesz? Tak bardzo pragniesz, żeby cię wypieprzyć w twarz, szmato? Chcesz mi opierdolić laskę? — Chrzan się! — krzyczę. Jego uśmiech znika. — Nie pyskuj — warczy, ruszając gwałtownie w moją stronę. Gdy próbuję się odwrócić, chwyta mnie za ramię. Jego palce zaciskają się w pięść na mojej koszuli i szarpie mocno, rozdzierając rękaw i sporą część przodu ubrania. Napierając na mnie, wrzeszczy: — Na kolana! — Nie! — krzyczę. Próbuję się cofnąć, ale on chwyta mnie za oba ramiona. Zaczyna szarpać. Jest silniejszy ode mnie. Nie potrafię wyrwać się z jego uścisku. Wtem nagle przestaje. Jego oczy rozszerzają się. Usta otwierają się, a krew zaczyna ściekać mu z kącika warg. Patrząc w dół, widzę ostrze miecza przebijające jego klatkę piersiową. Z jednym cięciem miecz rozdziera go na wylot. Krew tryska wszędzie, na mnie i na moje porwane ubranie. Ciało strażnika opada bezwładnie na ziemię. Stojąc za nim, trzymając rękojeść zakrwawionego miecza, stoi Król Roman. Drżę z szoku i przerażenia. Roman mierzy mnie wzrokiem. — Szukałem cię przez trzy lata. Ciebie i naszego dziecka. Naszego… czego?

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

#Rozdział 5: Wybrani – Ukryte przed Koroną | Czytaj powieści online na beletrystyka