Coraz więcej osób zaczyna to zauważać. Wybucha krzyk i panika. Ludzie zaczynają biec do drzwi prowadzących z powrotem do sali. Roman i ja, znajdując się najbliżej barierki balkonu, zostajemy z tyłu, napierając na plecy przerażonego tłumu.
Za nami coraz więcej spadochronów przysłania niebo. Kilka z nich ląduje niebezpiecznie blisko, na dziedzińcu poniżej. Słychać odgłosy wystrzałów, rozświetlające
















