Rozdział trzeci: To boli
Gianna
Rocco nie był moim pierwszym chłopakiem, ale był pierwszym mężczyzną, z którym spałam. To z nim straciłam dziewictwo i nie żałowałam tego. Chyba zawsze bardziej angażowałam się w związki niż moi partnerzy.
Pomyliłam jego toksyczne i manipulacyjne zachowanie z miłością i opiekuńczością. To niesamowite, jak w ciągu godziny przeszłam od bronienia go przed Agatą do pakowania rzeczy z nadzieją, że nigdy więcej go nie zobaczę. Mam dość pozwalania innym na pomiatanie mną i niszczenie mnie.
W sekundzie, gdy jego uścisk na mojej talii zelżał, wykorzystałam okazję, by skręcić ciało i wyrwać się z jego rąk, tworząc dystans między nami. Podciągnęłam kolano i uderzyłam go prosto w krocze – Boże, to było naprawdę przyjemne.
Skrzywił się z bólu, ale jeszcze nie skończyłam. Nie dając mu szansy na dojście do siebie po pierwszym ciosie, zamachnęłam się lewą pięścią prosto w jego szczękę.
— Ty pieprzona suko! — wykrztusił, upadając na kolana.
Starając się zignorować silny ból promieniujący z mojej dłoni, mocniej zacisnęłam palce na rączce walizki i wybiegłam z domu. Znalazłam samochód tam, gdzie go zostawiłam; po wielu próbach stacyjka w końcu zaskoczyła. Odjechałam, w lusterku bocznym widząc jeszcze przez ułamek sekundy sylwetkę Rocco.
— Boże! — westchnęłam głośno, czując, jak serce wali mi w piersi.
Nie mogłam uwierzyć, że to zrobiłam. Na mojej twarzy pojawił się szeroki uśmiech, a dłonie lekko drżały od adrenaliny wciąż krążącej w moich żyłach.
Czułam, że to jeden z tych przełomowych momentów, który doprowadzi albo do czegoś naprawdę wielkiego, albo do katastrofy. Nie miałam pojęcia, dokąd jadę ani jak, do diabła, poradzę sobie sama, ale w tej chwili nic z tego nie miało znaczenia. Każde rozwiązanie lepsze od zostania z tym palantem było mile widziane.
Wiedząc, że hotel będzie teraz najlepszą opcją, dopóki nie znajdę własnego lokum, zjechałam na pobocze i zaczęłam przeglądać telefon w poszukiwaniu najbliższego i najtańszego noclegu w okolicy.
Jako organizatorce imprez nie było łatwo o klientów, bo konkurencja w branży była ogromna, a co gorsza, byłam nowa w mieście. Teraz, gdy żyłam na własny rachunek, potrzebowałam tylu zleceń, ile tylko zdołam zdobyć, by przetrwać.
Przez resztę dnia krążyłam po mieście, zajmując się czymkolwiek – zaglądałam do centrów handlowych tylko po to, by zabić czas nic nie kupując, i rozdawałam wizytówki z nadzieją na pozyskanie klienta.
Na szczęście popołudnie minęło spokojnie i udało mi się rozdać kilka kart. Może trafi się jakiś klient. Wykorzystywałam każdą możliwą okazję do odwrócenia uwagi, by oprzeć się nadchodzącej chęci wybuchnięcia płaczem. Wiedziałam, że Rocco był dla mnie toksyczny, ale niestety ta świadomość wcale nie uśmierzała bólu w sercu.
W końcu znalazłam hotel w moim zasięgu cenowym. Zaparkowałam pod wejściem, walcząc ze sobą, by nie ulec temu, co przez cały dzień tak usilnie spychałam w głąb siebie – czystemu, przejmującemu smutkowi. Wiedziałam, że gdy tylko zamknę za sobą drzwi pokoju hotelowego, stracę panowanie nad sobą i nie będę już mogła uciec od emocji.
Weszłam do budynku i podeszłam do recepcji.
— Dzień dobry, w czym mogę pomóc?
— Potrzebuję pokoju.
Recepcjonistka sprawdziła coś w komputerze, poinformowała mnie o dostępnym pokoju jednoosobowym, za który zapłaciłam.
Wsiadłam do windy i z kluczem oraz walizką w ręku wjechałam na drugie piętro. Szłam wąskim korytarzem, przyglądając się mijanym drzwiom. W końcu znalazłam numer odpowiadający temu na mojej karcie.
Wiedząc, że nie wytrzymam ani sekundy dłużej, otworzyłam drzwi do małego, ale schludnego pokoju. Odstawiłam torbę i usiadłam na łóżku. Po raz pierwszy tego dnia zostałam zmuszona do wysłuchania moich natrętnych myśli.
— Wszystko w porządku — powiedziałam do siebie, ciężko oddychając.
Próbowałam zdusić ucisk, który już zaczął pojawiać się w klatce piersiowej, ale oddychanie stało się trudne, naprawdę trudne. Nie było mi zimno, ale moje ciało wkrótce stało się drżącą ruiną, gdy zawładnęły nim gwałtowne emocje.
Zaczęłam oddychać szybko i płytko, mocno oplatając się ramionami, jakbym próbowała się przytulić. W głowie miałam kompletną pustkę, poza jednym faktem: byłam zupełnie, absolutnie sama. Rocco miał rację, nie mam nikogo. Te myśli mnie pochłaniały, odtwarzając się w kółko jak zdarta płyta. Przypominały mi, że nieważne co zrobię i jak bardzo będę się starać stać się kimś wartym kochania, nikt nigdy mnie nie pokocha i nie zostanie ze mną na zawsze.
Wpadłam w atak paniki, ale nie mogłam nic zrobić, by go powstrzymać; fale emocji przelewały się przeze mnie jedna za drugą. Mocno zacisnęłam usta, ale nie zdołałam powstrzymać niekontrolowanego szlochu. Naprawdę nie chciałam obudzić osoby za ścianą, ale uspokojenie się w tym momencie było niemal niemożliwe.
Zamknęłam oczy, starając się skupić na głębokich oddechach, tak jak uczył mnie ojciec. Liczyłam do trzech, wciągając powietrze nosem. Powtarzałam to ćwiczenie wielokrotnie, robiąc wdech i wydech.
Zmuszałam się do uspokojenia galopującego serca, ale to bolało. Tak bardzo bolało. Nawet gdy moje ciało zaczęło się wyciszać, wciąż czułam ból. Czułam na twarzy łzy, których nie starłam, i krople potu na czole. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę, jak mocno wbijałam palce w ramiona; gdy rozluźniłam uścisk, zobaczyłam na skórze ślady w kształcie półksiężyców. Boże, nawet nie czułam, kiedy to robiłam.
Ostatni raz miałam atak paniki rok temu, kiedy zaginął mój ojciec. Myślałam, że mam wszystko pod kontrolą, ale najwyraźniej się myliłam. Położyłam się na łóżku, czując, jak atak powoli mija. Ucisk w klatce piersiowej zelżał, a ja wypuściłam długie westchnienie. Wślizgnęłam się pod ciepłą kołdrę, ignorując fakt, że światła wciąż się palą – nie miałam siły ich zgasić. Teraz potrzebowałam tylko snu.
Jest dobrze, będzie dobrze. Jutro będzie lepszy dzień i wszystko stanie się łatwiejsze, musi się stać. Na końcu każdego tunelu zawsze jest jakieś światło.
















