Zawłaszczona przez mafijne trojaczki

Zawłaszczona przez mafijne trojaczki

Autor: Aeliana Moreau

Rozdział czwarty: Nienawidziłem być słaby
Autor: Aeliana Moreau
22 cze 2026
Rozdział czwarty: Nienawidziłam być słaba Gianna Nie mogłam zasnąć. Od trzech dni w tym odizolowanym pokoju hotelowym nie zmrużyłam oka. Przez ostatnie dwie godziny na zmianę kładłam się na prawym boku, by sekundę później przewrócić się na lewy. Mój umysł po prostu nie chciał się wyłączyć, a nieustanny ból głowy był ciągłym przypomnieniem o przyczynie moich łez. Nienawidziłam płakać; sprawiało to, że czułam się słaba i bezbronna. Przez to nauczyłam się, że ukrywanie się za maską jest moją najskuteczniejszą formą przetrwania. Uśmiechałam się przez cichy ból, płakałam za zamkniętymi drzwiami i toczyłam niezliczone bitwy, które szalały w mojej głowie. Ludzie widzieli mnie wściekłą, widzieli mnie przerażoną, ale jedyną rzeczą, której nie pozwoliłam im dostrzec, było to, jak bardzo jestem rozbita w środku. Tłumiłam emocje, zastępując je wewnętrzną nienawiścią, by zamaskować fakt, że cierpię. Nienawidzę swojego ciała, nienawidzę tego, jak słaba jestem, mimo że tak bardzo starałam się być kimś innym. Nienawidzę Rocco za to, co mi zrobił. Jeszcze bardziej nienawidzę siebie za to, że pozwoliłam mu się wykorzystać. Nienawidziłam wszystkich, podczas gdy jedyne, czego kiedykolwiek pragnęłam, to kochać i być kochaną. Wciąż wierciłam się w łóżku, aż w końcu poddałam się w próbach zaśnięcia trzecią noc z rzędu. Byłam wyczerpana i lekko kręciło mi się w głowie, ale nieważne co robiłam, nie potrafiłam uspokoić mojego niespokojnego umysłu. Zsunęłam stopy z krawędzi łóżka i chwyciłam czarną gumkę z nocnego stolika. Próbując związać włosy w kucyk, skończyłam z czymś, co ledwo przypominało koczek. Świetnie, nawet tego nie potrafię zrobić porządnie. Uznałam, że potrzebuję świeżego powietrza. Otworzyłam torbę, mierząc się z chaosem, który – jak wiedziałam – na mnie czekał. Nie znalazłam jeszcze motywacji, by uporządkować ubrania. Na razie moje rzeczy leżały w niechlujnym, pogniecionym stosie. Wyciągnęłam pudełko z wizytówkami i położyłam je obok siebie, po czym zaczęłam grzebać w nieładzie z nadzieją na znalezienie czegoś ciepłego. Padło na bluzę z kapturem podszytą polarem; włożyłam ją i natychmiast poczułam ulgę dzięki miękkiemu materiałowi. Wchodząc do łazienki, spojrzałam w lustro i wyglądałam jak kompletny wrak. Byłam wykończona emocjonalnie po rozstaniu, a brak snu rysował się wyraźnie na mojej twarzy. Wyglądałam po prostu na chorą. Pod oczami, które straciły swój zwykły blask, widniały ciemne worki. Boże, wyglądałam jak moja matka alkoholiczka, a sama ta myśl wystarczyła, by mnie przerazić. Na szczęście na marmurowym blacie leżał piękny zestaw przygotowany przez hotel, zawierający chusteczki do demakijażu. Wzięłam jedną i przetarłam twarz, usuwając resztki makijażu, który rozmazał mi się wszędzie. Potem udało mi się doprowadzić do stanu, w którym wyglądałam nieco bardziej znośnie, ale tylko prysznic i porządny sen mogłyby to naprawdę naprawić. Cóż, na razie musiało to wystarczyć, bo nie byłam gotowa na kąpiel – nie miałam na to nastroju. Wychodząc z łazienki, chwyciłam telefon i słuchawki, chowając je do kieszeni. Upewniłam się dwa razy, że mam przy sobie klucz do pokoju, wyszłam i automatycznie zatrzasnęłam za sobą drzwi. Zjechałam windą do cichego, opustoszałego lobby, w którym unosił się słaby zapach chloru z pobliskiego basenu. Idąc w stronę wyjścia, założyłam jedną słuchawkę, drugą zostawiając na wszelki wypadek. Ostrożności nigdy za wiele. Gdy wyszłam na zewnątrz, chłodny powiew świeżego powietrza natychmiast wypełnił moje płuca i po raz pierwszy od trzech dni poczułam, że się odprężam. Dokładnie tego potrzebowałam. Nie czując się komfortowo oddalając się od bezpiecznego budynku, oparłam się o chropowatą ścianę tuż po lewej stronie od wejścia. Włączyłam telefon po raz pierwszy od przyjazdu do hotelu. Postanowiłam przestać być tchórzem i zmierzyć się z sytuacją, w której się znalazłam. Byłam pewna, że mam mnóstwo wiadomości od Rocco, ale ku mojemu ogromnemu zaskoczeniu, czekał na mnie tylko jeden SMS od niego: „Będziesz żałować, że mnie zostawiłaś”. Co za bzdura! Prychnęłam i usunęłam jego numer z telefonu. Wiedziałam, że dojście do siebie zajmie mi dużo czasu, ale uznałam, że to pierwszy krok w procesie leczenia. Włączyłam muzykę, żeby odpędzić natrętne myśli, szukając utworu pasującego do mojego nastroju. Moją koncentrację przerwał jednak ostry dźwięk kobiecego krzyku rozdzierający powietrze. Cholera, skąd to dobiegło? — Proszę, nie! — usłyszałam ten głos ponownie. Odbiłam się od ściany i pobiegłam w stronę, z której dobiegał krzyk, a serce łomotało mi przy każdym kroku. Biegnąc najszybciej jak mogłam, zatrzymałam się na rogu budynku łączącym się z tylną ścianą. Krzyki były teraz głośniejsze i wiedziałam, że po drugiej stronie są ludzie, ale zawahałam się, bo zamiast kobiecego głosu słyszałam teraz błagania mężczyzny. — Proszę, nie zabijaj mnie. To nie tak, jak wygląda, przysięgam — usłyszałam znowu. Szybko i bezgłośnie przemieściłam się tak, by schować się za dużym metalowym kontenerem na śmieci, który zapewniał mi wyraźny widok na tę niespodziewaną scenę. Mała blondynka, wyglądająca na moją rówieśniczkę, siedziała na ziemi z kolanami podciągniętymi pod brodę. Trzęsła się, ale nie wiedziałam, czy ze strachu, czy dlatego, że miała na sobie tylko koszulkę na ramiączkach i szorty do spania. To jednak nie było najbardziej zaskakujące. Zaskoczyło mnie trzech potężnych mężczyzn stojących nad znacznie mniejszym od nich facetem. Wszyscy trzej mieli na twarzach czarne kominiarki, a jeden z nich trzymał pistolet. Na lekkie skinienie głową tego z bronią, dwaj pozostali nagle zaczęli raz po raz kopać bezbronnego mężczyznę na ziemi. Facet krzyczał i jęczał przy każdym uderzeniu, próbując osłaniać się przed napastnikami, ale był zbyt słaby, by walczyć, i zbyt wolny, by wstać i uciec. Serce waliło mi tak mocno, że zastanawiałam się, dlaczego oni go nie słyszą. Kontynuowali atak, dopóki mężczyzna nie przestał się ruszać, a jego twarz stała się nie do poznania przez krew i sińce. Musiałam wezwać pomoc, czułam ciężar telefonu w kieszeni, ale byłam całkowicie sparaliżowana. Po prostu tam tkwiłam, skulona w ukryciu, patrząc, jak z innego człowieka uchodzi życie. Po czymś, co wydawało się wiecznością, dwaj mężczyźni w końcu przestali, a wtedy największy z nich wystąpił naprzód. — Nie! Nie, proszę, nie rób tego! — błagał mężczyzna, wpadając nagle w panikę. Mężczyzna uniósł pistolet i oparł lufę na środku czoła tego leżącego na ziemi. Trzymał go tak przez chwilę, pozwalając, by strach przed śmiercią całkowicie sparaliżował jego ofiarę. — Hej — odezwała się kobieta po raz pierwszy, odkąd się tu pojawiłam. — Nie musisz tego robić. Nic mi nie będzie, jeśli po prostu odjedziecie. On odebrał już swoją lekcję z nawiązką. Ten z bronią odwrócił głowę w jej stronę, mrucząc coś, ale jego głos był tak niski i głęboki, że nie byłam w stanie zrozumieć, co jej mówi. Kobieta tylko patrzyła, a on skierował uwagę z powrotem na szlochającego na ziemi faceta. Naprawdę powinnam coś zrobić, żeby to przerwać, cokolwiek, zamiast tak stać, ale nie zrobiłam nic. Poruszyłam się lekko i zdałam sobie sprawę, że odzyskałam władzę w nogach, a jednak wciąż nie pomogłam temu człowiekowi. Z jakiegoś powodu mroczna część mnie, o której istnieniu nie miałam pojęcia, w pełni akceptowała myśl o jego śmierci. Nie trzeba było być geniuszem, by domyślić się, jakie miał zamiary, i z tego powodu milczałam. Żadne wyjaśnienie nie usprawiedliwia wykorzystywania drugiej osoby, więc mimo że mogłam się już ruszyć, nie wezwałam pomocy.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Rozdział czwarty: Nienawidziłem być słaby – Zawłaszczona przez mafijne trojaczki | Czytaj powieści online na beletrystyka