Genevieve
Winda otworzyła się w cichym, przepięknym penthousie. Nie rozglądałam się zbytnio. Podeszłam prosto do pierwszej lepszej sofy i na niej usiadłam. Dłonie wciąż mi się trzęsły. Ponownie napłynęły mi do oczu łzy. Próbowałam je zetrzeć, ale nie mogłam ich powstrzymać. Nie chciałam zgrywać przed nieznajomym damy w opałach. Ale co mogłam poradzić? W klatce piersiowej tak bardzo mnie bolało, ból zdrady był wciąż tak świeży.
Stał zaledwie kilka kroków ode mnie, przyglądając mi się. "Chciałabyś czegoś?" zapytał łagodnie, z ostrożnością.
Pokręciłam głową. "Za-za jakiś czas sobie pójdę. Dzię-dziękuję za pomoc."
Podszedł do barku i wrócił z kieliszkiem wina. Gdy go nie wzięłam, kucnął naprzeciwko mnie i odstawił go na stoliczek przed moimi kolanami. Ściszonym głosem, patrząc mi prosto w oczy, powiedział: "Wypij to. Pomoże ci się uspokoić."
Podniosłam kieliszek, wpatrywałam się w niego przez chwilę i wychyliłam jednym haustem.
"Jeszcze?" zapytał. Gdy przytaknęłam, przyniósł butelkę, odkręcił nakrętkę i dolał wina. Trochę piekło, ogrzało mi gardło i sprawiło, że mój płacz przeszedł w czkawkę. Wypiłam kolejny kieliszek, podczas gdy on obserwował mnie, w ogóle mnie nie oceniając, ale zauważyłam, jak raz napięła mu się szczęka. Poszedł i usiadł na oparciu sofy.
Po chwili żar rozszedł się po moim ciele, stępiając ostrze głębokiego smutku. Poczułam się lepiej. Spojrzałam na niego z dołu. Milczał, wpatrując się we mnie przenikliwym wzrokiem. "Mój narzeczony zdradził mnie z moją przyrodnią siostrą," odezwałam się w końcu. "Za trzy dni mieliśmy wziąć ślub, a dzisiaj nakryłam ich, gdy uprawiali seks."
"On na ciebie nie zasługuje," warknął wręcz zwierzęco.
Zacisnęłam zęby i przez kilka minut milczałam. Następnie odezwałam się z wahaniem: "Chciałabym cię o coś zapytać."
"Pytaj," odparł ochrypłym głosem, przyglądając mi się, jakby chciał wyryć moje rysy w swojej pamięci.
"Czy ja jestem... wystarczająco ładna?"
Przez sekundę był zaskoczony. "Ładna? Jesteś najpiękniejszą kobietą, jaką kiedykolwiek widziałem," wydyszał. A potem zrobił coś najdziwniejszego pod słońcem. Założył mi kosmyk włosów za ucho. "Jesteś tak ładna, że mógłbym się z tobą przespać w tej samej chwili."
Ze zdumienia rozchyliłam wargi na jego jawną gotowość. Tak jakby słowo wahanie nie istniało w jego słowniku? Zapytałam: "Czy tak po prostu oferujesz się nieznajomym do uprawiania seksu?"
Jego spojrzenie stało się jeszcze bardziej intensywne. "Nie. Zazwyczaj to nieznajome za każdym razem oferują się mnie. Ale dzisiaj po raz pierwszy sam komukolwiek się zaoferowałem. Możesz wykorzystać moje ciało. Wiesz, taki seks z zemsty?"
Oblizałam usta, oblewając się rumieńcem. Chciałam uwolnić się od tego poczucia bycia wykorzystaną. Patrzył na mnie, próbując ocenić moją reakcję. Chciałam mu odmówić, mimo że pomysł seksu z zemsty wydawał mi się kuszący.
Nalegał, "Zaufaj mi, z radością pozwolę ci się wykorzystać."
Zalałam się pąsem jeszcze mocniej i przygryzłam dolną wargę. Zbliżył się, przykucnął przede mną i odciągnął moją dolną wargę z uścisku moich zębów. "Nie pożałujesz," powiedział, przypatrując się moim ustom. Był tak blisko, że ciepło bijące od jego ciała przenikało aż do mojego wnętrza.
Oddech uwiązł mi w gardle. Czułam się tak, jakby rzucił na mnie hipnozę. Co on ze mną wyprawiał? "Mmm..." Pomiędzy moimi udami zrodziło się tępe pulsowanie. Sebastian nigdy nie był w stanie wywołać u mnie takiej reakcji.
Jego nozdrza się rozszerzyły, kiedy jeszcze przez chwilę przeszukiwał wzrokiem moją twarz. "Nie dotknę cię, dopóki tego nie zechcesz," stwierdził ze spięciem.
Łyknęłam jeszcze trochę wina i po chwili przytaknęłam, "Zgoda!" Myślę, że to raczej alkohol odpowiadał w moim imieniu.
Jego ramiona rozluźniły się, jakby uwalniał całe nagromadzone w sobie napięcie. Wstał, wsunął jedno ramię pod moje kolana, drugie pod plecy i podniósł mnie, jakbym w ogóle nic nie ważyła. Wypuściłam z ust głośny oddech, otaczając ramionami jego szyję. Z bliska był wręcz jeszcze wspanialszy. Przebywanie w jego ramionach dawało dziwne poczucie bezpieczeństwa. Wniósł mnie do wybornie urządzonej sypialni.
Posadził mnie na skraju łóżka i zrobił krok w tył, dając mi trochę przestrzeni. "Możemy w każdej chwili przestać," oznajmił w sposób, który zdradzał ogromne powstrzymywanie się. "Wystarczy, że powiesz tylko słowo."
Spojrzałam na swoje dłonie, a potem na niego. Wstałam i sięgnęłam po suwak mojej sukienki. Palce mi się plątały. Zbliżył się do mnie i zsunął zamek z wyjątkową delikatnością, w ogóle nie dotykając przy tym mojej skóry. Materiał opadł miękko na podłogę. Stałam tam w zwykłej bieliźnie, pełna nieśmiałości.
Kiedy omiótł wzrokiem moje ciało, złapał z trudem powietrze. "Jesteś boska," stwierdził, a brzmiało to tak, jakby brał na poważnie każde wyrzeczone przez siebie słowo. "Nie musisz nikomu niczego udowadniać."
Wypuściłam z płuc oddech, którego nawet nie zdawałam sobie sprawy, że go wstrzymywałam. Poruszał się w pełnym spokoju, którego tak bardzo mi brakowało, odzywał się do mnie w krótkich, opanowanych zdaniach, po to, abym wiedziała, że to ja tu dyktuję warunki i jestem u niego bezpieczna. Kiedy w końcu mnie pocałował, nie popędzał mnie. Czekał na to, abym to ja zareagowała. Kiedy tak zrobiłam, on odwzajemnił, ale zawsze pozwalał mi dzierżyć prowadzenie.
Zdjął z siebie ubranie, a kiedy po chwili położył nas oboje nagich, wstrzymał się jeszcze. "Na pewno wciąż jesteś pewna?"
"Tak," odpowiedziałam, przesuwając palcami po jego wytatuowanym torsie. Na piersi widniał tatuaż wilka wraz z winoroślą, która opadała prosto na jego ramiona. Bóg na pewno spędził wiele czasu, rzeźbiąc u niego to arcydzieło.
Ujął w dłonie moją twarz i złączył nasze wargi. Kiedy jego usta spotkały się z moimi, to było tak, jakby reszta świata zniknęła. Mój oddech się zatrzymał, serce biło szaleńczo, podczas gdy ciepło przenikało prosto przez moje ciało. Jego usta napierały na moje z nutką desperacji, a jego żarliwość sprawiła, że cała przeszłam dreszczem, jakby nie miał mnie dość. Zdałam sobie sprawę, że wtapiam się w jego ramiona, zaciskając na nim dłonie. Smakował słodko i odurzająco, sprawiając, że zapomniałam dosłownie o wszystkim poza palącym nas płomieniem. Z każdą sekundą jego pocałunki wciągały mnie głębiej, aż przestałam wiedzieć, gdzie kończę się ja, a zaczyna on. To była czysta, pochłaniająca namiętność.
Zszedł niżej, do moich piersi, i mocno zassał moje sutki. Moje ciało pulsowało tak niezwykle silną potrzebą, że aż cicho jęknęłam. "Jesteś tak niesamowicie piękna," wymruczał cicho ze czcią. Zszedł niżej, jeszcze niżej, i pocałował mój pępek.
"Ach!" jęknęłam.
Zszedł do mojego łona i wpatrywał się w nie przez dłuższą chwilę. A potem chuchnął na nie gorącym powietrzem i rozchylił moje wargi.
















