SOPHIA
Z laską w dłoni stałam przed szkołą, ręce trzęsły mi się okropnie, a na czole pojawiły się krople potu. Podczas gdy inne dziewczyny w moim wieku z tego czy innego powodu cieszyły się, że są w szkole, ja nie miałam absolutnie żadnego powodu, żeby tu być.
To znaczy, jaki jest powód chodzenia do szkoły, skoro to same męczarnie.
"Uważajcie! Uważajcie!"
Usłyszałam czyjś głos i zanim zdążyłam się odsunąć na bok, ktoś popchnął mnie od tyłu, przez co upadłam na ziemię, podpierając się rękami, które starły szorstką podłogę.
"Nie słyszałaś, jak krzyczałam!" Głos dziewczyny rozbrzmiał mi w uszach.
"Myślałam, że jesteś tylko ślepa, nie miałam pojęcia, że jesteś też głucha."
W tej samej chwili usłyszałam śmiech w tle.
"Więc ślepy nietoperz jest też głuchy. Ojej! To niezły pech, jeśli o mnie chodzi" - rozległ się kolejny głos dziewczyny.
"Chodźmy stąd, bo się spóźnimy."
Gdy tylko odeszły, odetchnęłam z ulgą. Szybko próbowałam się podnieść, ale skrzywiłam się, gdy tylko poczułam ostry, piekący ból w dłoni. Zapach krwi również wdarł się do moich nozdrzy. Bez wątpienia moje dłonie zostały posiniaczone przez szorstką podłogę.
Przeszukiwałam dłońmi podłogę, szukając laski, i jak na szczęście, znalazłam ją. Natychmiast chwyciłam laskę i podniosłam się z ziemi.
Dobrze, że miałam plecak szkolny na plecach, więc nie musiałam zaczynać go szukać. Z laską przed sobą ruszyłam w stronę klasy.
Kto wie, co mnie tam czeka.
Nigdy nie miałam spokojnego dnia. To tak, jakbym popełniła poważne przestępstwo, będąc niewidomą.
"Hej, ślepy nietoperzu, wiesz, że jesteś spóźniona?"
Zamarłam, gdy tylko usłyszałam głos osoby wołającej. To był on. Ale dlaczego muszę go spotkać teraz, kiedy jestem już prawie blisko mojej klasy?
Poruszyłam laską, próbując dostać się do klasy, ale nagle poczułam nacisk na laskę.
"Nie słyszałaś, jak do ciebie mówiłem wcześniej? Jak śmiesz udawać, że mnie nie słyszysz, co?"
"Proszę, nie dzisiaj."
"Nie dzisiaj?" Nagle zadrwił.
"Myślisz, że możesz mi mówić, co mam robić, a czego nie?"
Nie powiedziałam ani słowa, wiedząc, że to nie poprawi mojej sytuacji.
"Może pójdziesz ze mną? To znaczy, mamy jeszcze kilka minut dla siebie. Moglibyśmy spędzić te kilka minut, zanim pójdziesz na zajęcia."
Potrząsnęłam głową, wiedząc, co to oznacza.
"Proszę, pozwól mi iść na zajęcia. Wolałabym się dzisiaj nie spóźnić."
"Zamknij się i chodź ze mną, kiedy proszę grzecznie. A może wolisz, żebym wyciągnął ci laskę, żebyś mogła sama znaleźć drogę do klasy? Sama?"
Potrząsnęłam głową ze strachu.
Bez protestu pozwoliłam mu prowadzić, gdy pociągnął mnie za krawędź laski, prowadząc mnie Bóg wie gdzie.
Po chwili zauważyłam, że laska nie jest już ciągnięta. Czy to znaczy, że w końcu dotarliśmy do celu?
Nagle poczułam ciepły oddech owiewający moje uszy, co sprawiło, że moje serce boleśnie się ścisnęło, a drżenie nasiliło się.
"Hej, dlaczego się trzęsiesz?"
Delikatnie dotknął moich policzków, co mnie przestraszyło.
"Szymonie, przestań to robić. Nie jesteśmy parą."
"Oczywiście, że nie jesteśmy, ale wiesz, kiedykolwiek cię widzę, nie mogę się powstrzymać od podekscytowania, że chcę się z tobą pobawić."
"Nie, nie możesz się ze mną bawić. Co jeśli zobaczy nas Bianka? Nie chcę, żeby mnie źle zrozumiała."
"Zamknij się! Bianka nigdy się nie dowie, chyba że otworzysz swoją szeroką gębę."
"Mimo to nie możesz mi tego robić, odrzuciłeś mnie, pamiętasz?"
"Oczywiście, że tak, ale jak powiedziałem, coś wciąż popycha mnie do tego, by spróbować cię posmakować" - wymamrotał i nagle nachylił się nade mną.
"Nie!" Szarpałam się, próbując go od siebie odciągnąć.
"Ciii, to tylko pocałunek. Jesteś ślepa, ale twojemu pięknu trudno się oprzeć, wiesz."
"Mimo to nie możesz mnie pocałować, zapomniałeś, że odrzuciłeś mnie w pierwszej kolejności!"
Wykrzyczałam swoją frustrację. To go zatrzymało.
"Tak, odrzuciłem cię i nie waż się o tym nikomu pisnąć. Co sobie myślałaś? Że zaakceptuję cię jako moją partnerkę? Ślepy nietoperz o nieznanym pochodzeniu? Czy to nie ty prosisz o zbyt wiele?"
"Skoro dobrze znasz moje pochodzenie, dlaczego po prostu nie dasz mi spokoju? Dlaczego mnie torturujesz, skoro wiesz, że nic nie znaczę w porównaniu z twoją narzeczoną Bianką!"
"Cóż, zawsze możesz być moją kochanką" - wrócił z pełną siłą i przycisnął swoje usta do moich, próbując zmusić mnie do pocałunku.
"Co tu się, do cholery, dzieje?!" Grzmiący głos Bianki rozległ się w pokoju i następną rzeczą, jaką wiedziałam, było to, że zostałam gwałtownie popchnięta na ziemię.
"Odsuń się ode mnie, suko!"
Wylądowałam na tyłku, a moje dłonie, które prawie się goiły, uderzyły o podłogę, gdy próbowałam się ochronić przed upadkiem.
"Co się dzieje, Derek?"
"Bianka, nie uwierzysz, co ta ladacznica próbowała mi zrobić. Próbowała mnie zmusić do pocałunku?"
"Co?"
Zamarłam, gdy tylko te słowa opuściły usta Dereka. Z trudem mogłam uwierzyć własnym uszom.
"Jak śmiesz próbować uwieść mojego chłopaka, ty zła szmato!" Temu towarzyszył gorący policzek na mojej twarzy. Szybko położyłam rękę na piekących policzkach, wciąż próbując przetworzyć to, co mi się właśnie przydarzyło.
"To masz za zapominanie o swoim miejscu! Kim ty myślisz, że jesteś, żeby próbować uwieść mojego chłopaka, co?"
Zamrugałam, gdy gorące łzy spłynęły po moich policzkach. Chciałam błagać o niewinność, ale wiem, że to na nic. Znam Biankę, ona nigdy mi nie uwierzy.
"Skoro chcesz być szmatą, nauczę cię, jak traktuje się szmaty. Następną rzeczą, jaką wiedziałam, było to, że moje włosy zostały mocno złapane i pociągnięte.
"Muszę pokazać całej szkole, co próbował zrobić ślepy nietoperz."
P… publicznie? To nie może mi się dziać.
"B… Bianka, to nieprawda, nigdy bym tego nie z-"
"Zamknij się! Nadal masz czelność błagać o niewinność po tym, jak zostałaś złapana?"
Spodziewałam się, że Derek powstrzyma Biankę, wiedząc, że właśnie skłamał na temat tego, czego nie zrobiłam, ale nigdy tego nie zrobił. Zostałam pociągnięta za włosy i zawleczona do auli szkolnej.